Był sobie kiedyś pewien reżyser. Dał się poznać jako twórca żołnierskich filmów o tematyce okupacyjno-wojennej. 60 lat temu nakręcił też jednak „Mocne uderzenie” - ucieszną opowieść muzyczną o epoce big-beatu. Do historii rodzimej kinematografii przeszedł wszakże zdecydowanie jako kreator „Janosika” – telewizyjnego serialu z 1974 roku o przygodach sympatycznego zbójnika, zabierającego to i owo bogatym, by rozdawać biednym. Ponad pół wieku później objawił się nieoczekiwanie w bielskim teatrze niejaki Ziemowit Szczerek, skandalizujący dziennikarz i pisarz z Radomia, który uznał, że należy stanowczo rozprawić się z ludowym mitem pokutującym w świadomości społecznej za sprawą Jerzego Passendorfera. W czasach realizacji telewizyjnego „Janosika” nie było go w ogóle na świecie.
::addons{"type":"only-with-us", "color":"black"}

Pozyskał do współpracy jeszcze młodszego od siebie reżysera Rafała Szumskiego, który na podstawie jego tekstu stworzył zaskakujący spektakl „Janosik. Nowa historia”. Dwuaktowe widowisko na deskach Teatru Polskiego w Bielsku-Białej miało swoją premierę 28 marca. Jak przystało na Polską Stolicę Kultury’2026 jest to przedstawienie nowatorskie, odbiegające zupełnie od zwyczajowych schematów inscenizacyjnych. Wzbudza ogromne emocje, nasuwa mnóstwo pytań i stanowi intrygujące dzieło o zagadkowej formule teatralnej.
Sofokles czy współczesna farsa?
Do końca nie wiadomo, jaki to właściwie gatunek sztuki scenicznej. Grecka tragedia oparta na antycznych wzorcach Sofoklesa i Eurypidesa? Dramat obyczajowy? A może po prostu niekonwencjonalna komedia lub wręcz farsa inspirowana współczesnymi wydarzeniami politycznymi i najeżona czytelnymi aluzjami o całkiem aktualnym charakterze? Trudno to jednoznacznie określić.
Wiadomo natomiast, że pod wieloma względami jest to niezwykły spektakl, jakiego jeszcze nie było w dotychczasowych dziejach TP. Nigdy dotąd nie prezentowano na bielskiej scenie widowiska, które np. w warstwie muzycznej zawierałoby zarówno drapieżny rap (odważne melorecytacje z bezkompromisowymi wyznaniami politycznymi), jak i sentymentalny przebój „Płoną góry, płoną lasy” (1971) z repertuaru „Czerwonych Gitar”. Sceniczne dzieło duetu Szczerek-Szumski wydaje się być spektaklem eklektycznym obfitującym w liczne niespodzianki.
Usunięty z piedestału
Pomnikowa postać Janosika spada przede wszystkim z cokołu, choć jeden z aktorów zapewnia, że to tylko „Marek Perepeczoko nie żyje, a sam Janosik jest wieczny”. Stereotyp ukształtowany w czasach Passendorfera (ów twórca filmowy żył w latach 1923-2003) zostaje w spektaklu rozbity w puch. Dawne dychotomiczne podziały na wstrętnych i ohydnych bogaczy oraz godnych najwyższego szacunku oraz współczucia biedaków tracą po prostu rację bytu. Co więcej – polityczne segregacje pod hasłem „lewica-prawica” nie mają już w praktyce większego znaczenia.

Demokracja w wydaniu amerykańskim, uchodząca przez dziesięciolecia za modelowy symbol prawicowego ustroju o wolnorynkowym obliczu, przybiera ostatnio karykaturalną postać. Lewica utożsamiana zaś niegdyś ze szczytnymi postulatami urzeczywistnienia sprawiedliwości społecznej jawi się teraz w oczach wielu ludzi jako zbiorowisko doktrynerów owładniętych kontrowersyjną ideologią „gender”.
Miś na Krupówkach
Historyczny zbójnik Janosik nie jest już więc bohaterem bez skazy. W bielskim widowisku pełni raczej rolę cepeliowskiego (kto jeszcze pamięta dawną „Cepelię”?) reprezentanta konsumpcyjnego systemu panującego niepodzielnie w Zakopanem. Konsumpcjonizm we współczesnej wersji tatrzańskiej polega zaś głównie na finansowym łupieniu turystów i bezlitosnym wyciąganiu od nich pieniędzy za samą możliwość oglądania paradującego po Krupówkach misia w przebraniu. Tradycja zostaje sprowadzona bez znieczulenia do wymiaru cepeliowskich dekoracji i bezbrzeżnej fascynacji widokiem Giewontu fotografowanego z zapałem przez przyjezdnego reżysera z USA – Barry’ego Gazdę .
Paskudna taksa klimatyczna
Do kanonu postaci znanych z serialu TVP dochodzi sporo nowych i egzotycznych osobistości wprowadzonych na scenę przez tandem Szczerek-Szumski. Mamy okazję podziwiać m.in. burmistrzynię Hannicę Bułcyn-Łokiennicę, groźnego gangstera Dżanosika siejącego strach i przerażenie oraz skrupulatnego narratora o przydomku „Taksa z Klimatycy”, który pobiera najpierw od przybyszów należne „dudki”, a potem ze stoickim spokojem tłumaczy cierpliwie widzom zawiłości akcji. Chwilami nie można oprzeć się przemożnemu wrażeniu, że oglądamy oto szyderczo-ironiczne widowisko kabaretowe pod zawołaniem „odbrązowić Janosika” (w trakcie konferencji prasowej przed spektaklem Szczerek wyznał dziennikarzom z brutalną szczerością, że postanowił „wyrwać flaki z opowieści Passendorfera”).

Kwizdra zamiast Pyzdry
Nie brakuje czytelnych aluzji i odniesień do aktualnych wydarzeń na świecie. Salwy śmiechu na widowni wzbudza m. in. próba nielegalnego przemytu na Węgry pary byłych dygnitarzy. Rozrywkowy charakter mają też sceniczne nazwiska postaci rozsławionych przez Passendorfera. Pyzdra jest Kwizdrą, a Kwiczoł stał się dla odmiany Picołem. Murgrabia przeistoczył się w komisarza Murgrabka obwieszonego medalami jak bożonarodzeniowa choinka bombkami. Maryna, ukochana Janosika, pozostała natomiast niezmiennie Maryną, ale o bardzo krewkim usposobieniu. Bosonoga dziewczyna ze wsi rzuca wulgaryzmami jak rasowy żul spod budki z piwem. Kreuje przywódczynię chłopskiego buntu, domagającą się kategorycznie sprawiedliwości.

Najbardziej enigmatyczne z dramaturgicznego punktu widzenia są postacie Dżanosika i Gazdy – polonijnego reżysera z USA. Nie ulega jednak wątpliwości, że w ostatecznym rozrachunku obaj stają się rozsadnikami złowieszczych ideologii, w tym zwłaszcza nazizmu. Finał widowiska przynosi jednak łagodzące uspokojenie akcji. Cały zespół aktorski śpiewa zgodnie pamiętny hit „Czerwonych Gitar” sprzed 55 lat. Napisany w tamtej epoce przez Janusza Kondratowicza tekst piosenki o Bieszczadach nabiera aktualnego sensu…
Dżanosik - alter ego Janosika
Spektakl ma kilka bezspornych atutów – ciekawą oprawę scenograficzną (dzieło Marcina Chlandy), pomysłowe kostiumy aktorów (efekt kreatywnych starań Adriana Lewandowskiego) i interesujące układy choreograficzne, opracowane przez Aleksandra Kopańskiego. Na wyróżnienie zasługuje także warstwa muzyczna widowiska. Już pierwsze takty utworu rozpoczynającego przedstawienie – charakterystycznego motywu muzycznego z telewizyjnego serialu sprzed lat -– przyciągają uwagę widzów. Potem jest jeszcze bardziej emocjonująco, zwłaszcza w ofensywnej sekwencji rapu.

Bielscy artyści Teatru Polskiego stają na wysokości zadania, co z pewnością wymagało od nich żmudnych i kilkumiesięcznych przygotowań. Prawdziwymi perełkami gry aktorskiej są sceniczne kreacje: Mateusza Wojtasińskiego (Janosik), Karola Jasińskiego (Dżanosik), Wiktorii Wegrzyn-Lichosyt (Maryna), Rafała Sawickiego (Barry Gazda), Tomasza Lorka (komisarz Burgrabek), Adama Myrczka (Taksa z Klimatycy), Barbary Guzińskiej (burmistrzyni) oraz Michała Czaderny (Kwizdra) i Sławomira Miski (Picoł). Za ich sprawą nowe spojrzenie na postać Janosika nie pozostawia nikogo obojętnym.
::addons{"type":"only-with-us", "color":"black"}