Zamknij
REKLAMA

Operacja "Brylant" i akcja kontrwywiadu SB przeciwko Marii Koterbskiej

09:58, 06.07.2022 | A.R.
REKLAMA

Nie tak dawno na portalu www.przystanekhistoria.pl pojawił się tekst dra hab. Adama Dziuby, pracownika Oddziałowego Biura Badań Historycznych Instytutu Pamięci Narodowej w Katowicach, dotyczący postaci znanej bielskiej artystki Marii Koterbskiej. Pełny tekst artykułu ukazał się w periodyku IPN "CzasyPismo" w 2021 r.

Felieton zatytułowany „Maria Koterbska. Podejrzany Brylant”, to historia o nieudanej próbie oskarżenia piosenkarki o udział w aferze przemytniczej i późniejszym pomyśle zwerbowania jej do współpracy.

Kontrwywiad Służb Bezpieczeństwa przygotowywał operację przeciwko Marii Koterbskiej

Maria Koterbska, znakomita bielska piosenkarka, po swoim debiucie scenicznym w 1949 r. zdobywała coraz większą popularność, a jej piosenki stawały się przebojami. Rozwój i rozkwit jej kariery przypadał na lata 50. 60. i 70. a więc czasy głębokiego PRL-u. Zagraniczne wyjazdy z kabaretem Wagabunda, częste kontakty z mieszkającą w Austrii szwagierką i wreszcie rzucone fałszywe pomówienie, spowodowały, że piosenkarka zwróciła na siebie uwagę oficerów ówczesnej "bezpieki". 

Kabaret Wagabunda i Maria Koterbska /zasoby NAC/

Wiedeńskie rewelacje Tadeusza Jurzaka

Jak czytamy w artykule Adama Dziuby, w listopadzie 1961 r. Służby Bezpieczeństwa Komendy Wojewódzkiej Milicji Obywatelskiej w Katowicach zainteresowały się Tadeuszem Jurzakiem, bielszczaninem regularnie wyjeżdżającym do Austrii. Do dnia dzisiejszego nie ustalono, czy został on formalnie zwerbowany do konfidencjonalnej współpracy ze służbami, wiadomo jednak, że często kontaktował się z funkcjonariuszami kontrwywiadu SB. O czym rozmawiali? Otóż Jurzak najchętniej opowiadał o Polakach, których spotykał podczas swoich wyjazdów do Wiednia. Według jego opinii, to właśnie w stolicy Austrii krzyżowały się nielegalne trasy handlowe i kwitł przemyt brylantów, złota a nawet polskich złotówek. W ten nielegalny proceder mieli być zamieszani polscy piloci LOT, kolejarze, turyści, i studenci. W trakcie jednej z rozmów padło także nazwisko Marii Koterbskiej i jej męża Jana Frankla.

W marcu 1962 r. funkcjonariusz kontrwywiadu SB ppor. Jan Bryłka postanowił bliżej przyjrzeć się sprawie i po przeanalizowaniu zebranych informacji uznał, że Koterbska wraz ze swoim mężem Janem Franklem od kilku lat zajmowali się przemytem brylantów do Austrii. Agent wyliczył nawet, że na pojedynczej transakcji para mogła zarobić od kilkudziesięciu do dwustu tysięcy złotych (co przy przeciętnych rocznych zarobkach w Polsce, oscylujących wokół 20 tys. zł, było kwotą niebagatelną). Kontrwywiad szybko ustalił także, że artystka utrzymywała ścisły kontakt, korespondencyjny i osobisty z mieszkającą w Wiedniu szwagierką, którą często odwiedzała przy okazji podróży do Wiednia i także gościła u siebie, w Bielsku-Białej. 

Kurierka "gangu" Skoczylasa

Funkcjonariusze SB szybko skonstruowali hipotetyczny schemat powiązań siatki przemytniczej. Jej głównym organizatorem miał być Ludwik Skoczylas, były dyrektor Departamentu w Ministerstwie Komunikacji, znajomy Koterbskiej i jej męża, prowadzący w Austrii sklep galanteryjny, handlujący też pochodzącymi rzekomo z kontrabandy złotem i kamieniami szlachetnymi. Piosenkarka miała być jednym z licznych polskich kurierów „gangu” Skoczylasa.

Akcja pod kryptonimem "Brylant"

5 marca 1962 r. ppor. Bryłka zdecydował o objęciu Marii Koterbskiej ścisłą inwigilacją, której nadano kryptonim „Brylant”. W gronie podejrzanych był oczywiście także mąż piosenkarki. Głównymi "dostawcami" informacji na temat Marii i Jana byli trzej tajni współpracownicy SB, z których dwoje miało mieć dość rozległą wiedzą o rodzinie artystki.

Ponieważ jeden z informatorów o pseudonimie TW „Irena” specjalizował się w plotkach, do oficera Bryłki dochodziły informacje między innymi o spodziewanym rozwodzie Koterbskiej i jej rzekomym romansie z Jerzym Połomskim. Inny informator dostarczał Bryle informację o sytuacji materialnej rodziny Koterbskich i o zarobkach pani Marii, która miała otrzymywać miesięcznie ok. 20 tys. zł, z czego na prowadzenie domu przekazywała mężowi 1/3 i była to kwota zupełnie wystarczająca mu na wszelkie potrzeby.

Po miesiącu intensywnej inwigilacji, w kwietniu 1962 r. ppor. Bryłka ustalił, że w Wiedniu mieszka siostra Frankla, a wcześniej mieszkała także jego ciotka, która zmarła w 1961r. Dowiedział się również, że Jan Frankl praktycznie nie opuszczał Bielska-Białej i w czasie artystycznych wojaży swojej żony, zajmował się domem oraz opieką nad kilkuletnim synem Romanem. W owym czasie piosenkarka związana była kontraktem z „Polskim Radiem” i z kabaretem „Wagabunda” i miała bardzo napięty grafik koncertów oraz nagrań. Latem 1962 r. była wprawdzie prywatnie we Wiedniu, ale jak się okazało ku wielkiemu rozczarowaniu służb, nie przewoziła kontrabandy.

Próba zwerbowania artystki 

Ponieważ tajna operacja kontrwywiadu zakończyła się fiaskiem, 4 lipca 1962 r. Bryłka zgłosił zamiar pozyskania artystki w charakterze tajnego współpracownika. Jako jej przyszłe zadanie wskazał: „ustalenie i rozeznawanie kanałów przemytniczych”, jak też: „ujawnienie łączników central przemytniczych”. Podporucznik Bryłka uznał jednak, że nie uda się zaszantażowanie artystki poprzez udowodnienie jej popełnienia przestępstw dewizowych. Proponował, aby zwerbować ją do dobrowolnej współpracy.

Operacja "Brylant" odwołana

W listopadzie 1962 r. z podróży do Wiednia wrócił konfident SB o pseudonimie „Aleksander”. Spotkał tam Frankla i wraz z nim poszedł do Skoczylasa lecz nie usłyszał żadnych rewelacji. Okazało się przy tym, że sam „Aleksander” dysponował w Wiedniu kontaktami ze środowiskiem interesującym kontrwywiad SB, zamierzał też częściej wyjeżdżać do Austrii. W tej sytuacji w lutym 1963 r. zrezygnowano z inwigilacji Koterbskiej i podejmowania prób pozyskania jej do współpracy, tym bardziej, że działania przeciwko niej nie dostarczyły dowodów na to, by artystka trudniła jakąkolwiek nielegalną działalnością. Nie widziano też możliwości, by ją zwerbować jako tajnego współpracownika. 10 lutego 1963 r. zdecydowano o zakończeniu sprawy „Brylant”. Piosenkarka mogła od tego czasu bez nadzoru i – co najważniejsze – żadnych przeszkód ze strony funkcjonariuszy, rozwijać artystyczną karierę.

[na podstawie artykułu dr Adama Dziuby]
(A.R.)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA

komentarz (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

0%