Wtorkowe spotkanie w Gminnym Ośrodku Kultury w Łodygowicach (24 lutego) było kolejnym etapem promocji „Kalendarza Beskidzkiego”. Prezentacja rocznika stała się zarazem punktem wyjścia do rozmowy o teatrze amatorskim i jego roli w życiu lokalnej wspólnoty.
Wieczór mógł się odbyć dzięki zaangażowaniu Anny Maślanki, dyrektorki GOK w Łodygowicach, która udostępniła przestrzeń ośrodka i wsparła organizację wydarzenia.
Do rozmowy zaproszono przedstawicielki hałcnowskiego „Teatru Po Pracy” – założycielkę zespołu Judytę Dobek oraz aktorkę Jadwigę Jarosz – a także Eugeniusza Jachyma i Tadeusza Kanię z grupy teatralnej działającej przy łodygowickim ośrodku. Dyskusję prowadził krytyk i recenzent teatralny Zbigniew Lubowski. Wieczór dopełniło wspomnienie o Grzegorzu Więziku – piłkarzu, który swoją sportową drogę rozpoczął w LKS Łodygowice, a zakończył jako reprezentant olimpijskiej kadry Polski.
Redaktor naczelny periodyku, Jan Picheta, od lat konsekwentnie przypomina, że kultura regionu to nie tylko instytucje z budżetem i etatami, ale także inicjatywy oddolne. Tym razem zaproponował debatę o teatrze amatorskim – temacie, który na łamach „Kalendarza Beskidzkiego” powraca regularnie jako element tożsamości Podbeskidzia. Wybór prowadzącego debatę nie był przypadkowy. Zbigniew Lubowski od lat uważnie śledzi działalność lokalnych amatorskich grup teatralnych. Świadczą o tym jego publikacje w „Kalendarzu Beskidzkim”, m.in. tekst "Gwiazdorska piętnastka z Movimento", "Kuźnia scenicznych zapaleńców" (2023) i wywiad z Judytą Dobek "Miłośniczka groteski po pracy" (2026).
Moderator kierował pytania wprost: o początki zespołów, pierwsze role, wyzwania codziennej pracy i relacje z widownią. Jak powstaje zespół? Z potrzeby wspólnego działania. Co decyduje o jego przetrwaniu? Regularność prób i odpowiedzialność za siebie nawzajem. Co bywa największym wyzwaniem? Czas – i świadomość, że wszystko robi się bez etatu, bez gwarancji finansowej, wyłącznie z przekonania, że warto.
W obu środowiskach próby odbywają się wieczorami, między obowiązkami domowymi a kolejnym dniem pracy zawodowej. Dla wielu uczestników to realizacja dawnych, często odkładanych marzeń o scenie. Dla innych – sposób na przełamanie nieśmiałości, sprawdzenie się w nowej roli, wyjście poza codzienną rutynę. Teatr nie jest dodatkiem do życia. Jest świadomą formą samorealizacji.

Jednym z najważniejszych wątków była relacja z widzem. W małych miejscowościach publiczność nie jest anonimowa. To sąsiedzi, znajomi, nauczyciele, rodziny aktorów. Oklaski smakują inaczej – bo wiadomo, kto je bije. Krytyka również ma twarz.
Podkreślano, że repertuar musi trafić do odbiorcy, a to nie zawsze jest proste. Klasyka literatury, komedia obyczajowa czy teksty inspirowane lokalną historią – każdy wybór niesie ryzyko. Zbyt ambitny tekst może okazać się hermetyczny, zbyt lekki – rozczarować tych, którzy oczekują czegoś więcej. Trafienie w oczekiwania widowni wymaga wyczucia i doświadczenia. Sukces spektaklu zależy nie tylko od doboru tekstu, ale od jakości pracy całego zespołu: dykcji, rytmu, scenografii, światła i promocji.
W debacie powracał motyw integracyjnej funkcji teatru. Scena staje się miejscem spotkania pokoleń i środowisk. Wspólna praca nad spektaklem uczy kompromisu, zaufania i odpowiedzialności za partnera.
W regionach oddalonych od dużych ośrodków miejskich teatr amatorski bywa jedną z nielicznych form regularnego uczestnictwa w kulturze. Uczy wystąpień publicznych, pracy zespołowej, organizacji wydarzeń. Dla młodszych to pierwsze doświadczenie interpretacji tekstu. Dla starszych – sposób na aktywność i wyjście z izolacji. Dla wszystkich – przestrzeń, w której można pokonać własne ograniczenia i sprawdzić swoje możliwości.

Teatr amatorski bywa pierwszym etapem drogi, która prowadzi dalej niż lokalna scena. Właśnie tutaj rodzą się aktorskie perełki – talenty odkrywane nie w szkołach artystycznych, lecz podczas wieczornych prób, po pracy i zajęciach. Jedną z nich jest 23-letnia Patrycja Czerwińska, podopieczna Eugeniusza Jachyma.
Swoje pierwsze sceniczne doświadczenia zdobywała w łodygowickiej grupie teatralnej, ucząc się pracy zespołowej, interpretacji tekstu i odpowiedzialności za rolę. Dziś kształci się w Państwowym Policealnym Studium Wokalno-Aktorskim w Chorzowie, rozwijając warsztat już w profesjonalnym trybie nauczania. Jej droga pokazuje, że amatorska scena może stać się nie tylko przestrzenią pasji, ale także początkiem świadomie wybranej artystycznej ścieżki.

Podczas spotkania zapowiedziano kwietniową premierę „Księżniczki Anginy” w wykonaniu „Teatru Po Pracy”. W teatrze łodygowickim trwają również prace nad kolejnymi projektami, w tym nad tekstami Kazimierza Przerwy-Tetmajera – autora silnie zakorzenionego w realiach regionu.
Zapowiedzi nie miały charakteru czysto promocyjnego. Były raczej potwierdzeniem ciągłości działań – dowodem, że amatorskie sceny myślą w perspektywie sezonów, a za każdą premierą stoi wielotygodniowa, nieodpłatna praca ludzi, którzy po godzinach zawodowych obowiązków decydują się wyjść na scenę.
Spotkanie nie ograniczyło się wyłącznie do rozmowy. Publiczność mogła zobaczyć piętnastominutowy fragment spektaklu „Igraszki z diabłem” w wykonaniu łodygowickiej grupy teatralnej. Sceniczna prezentacja była praktycznym wstępem do dyskusji – pokazała, jak amatorski zespół pracuje z klasycznym tekstem i jak buduje relację z widownią.
Druga część wieczoru przyniosła zmianę tonu. Uczestnicy wrócili do postaci Grzegorza Więzika – piłkarza, który swoją drogę rozpoczynał w LKS Łodygowice, a później reprezentował Polskę na arenie międzynarodowej.
Punktem odniesienia stał się artykuł Jana Pichety „Węzeł” opublikowany w roczniku. Przypomniano etapy kariery zawodnika, jego start w igrzyskach olimpijskich oraz związki z regionem. Obecność członków rodziny sportowca nadawała tej części spotkania wymiar osobisty, bez patosu – raczej jako potwierdzenie, że lokalne biografie mają ciąg dalszy.

Uczestnicy mogli obejrzeć archiwalne numery rocznika sięgające 1960 roku, które na spotkanie przyniósł Stanisław Biłka – członek Towarzystwa Miłośników Ziemi Bielsko-Bialskiej i autor wielu tekstów Kalendarza. To właśnie to stowarzyszenie do 2014 roku było wydawcą „Kalendarza Beskidzkiego”, systematycznie dokumentując historię regionu: od wydarzeń społecznych, przez sylwetki mieszkańców, po przemiany urbanistyczne i sportowe sukcesy.
Pożółkłe egzemplarze sprzed dekad stały się czymś więcej niż archiwaliami. W czasach skracającej się pamięci i ulotności informacji podobne publikacje pozostają trwałym zapisem lokalnej tożsamości – świadectwem tego, jak zmieniało się Podbeskidzie i kto te zmiany współtworzył.

Rozmowa o teatrze amatorskim nie przyniosła jednoznacznych definicji. Zamiast rozstrzygać, czy amatorstwo to etap przejściowy, czy świadomy wybór, uczestnicy skupili się na praktyce: próbach, premierach, pracy zespołowej.
Łodygowice były kolejnym przystankiem promocji „Kalendarza Beskidzkiego”. Jednak wtorkowy wieczór pokazał coś więcej: że kultura regionalna nie jest dana raz na zawsze. Wymaga pracy, odwagi i ludzi gotowych spełniać swoje pasje nawet wtedy, gdy nie stoją za nimi etaty ani honoraria. To już nie tylko hobby. To odpowiedzialność.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu bielskirynek.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz
Przygotowania do przebudowy skweru Pollaka
Kolejny fragment miasta zostanie zamieniony w niezdarne do poruszania pieszych bajoro przez sporą część roku. Przykładem park Mickiewicza i Włókniarza. To samo robią w parku Słowackiego. Po co? To obszary gdzie alejki są otoczone wielkimi połaciami nawierzchni przepuszczalnej.
Karol
13:48, 2026-02-24
Petycja mieszkańców w sprawie ulicy 1 Maja
Pierwsze spotkanie w sprawie remontu ulicy 1 Maja odbyło się ponad rok temu,widocznie ruch BB powstał po tym spotkaniu skoro nie mają odpowiednich informacji🙄
Magda
06:29, 2026-02-14
Petycja mieszkańców w sprawie ulicy 1 Maja
Pani Aurora Mazur to chyba próbuje zdobyć popularność na "plecach" innych - przyklejając się do zaangażowania innych osób. O tej Pani nikt z mieszkańców nie słyszał . O Ankiecie też nie...
Bielszczanka
18:47, 2026-02-12
Petycja mieszkańców w sprawie ulicy 1 Maja
Oczywiście ,że mieszkańcy powinni mieć prawo do wypowiedzenia się w tej sprawie.ktos kto w planie kolejne ograniczenia chociażby ilości miejsc parkingowych powinien publicznie zapytać mieszkańców miasta i won z ratusza
Lukaszbb
18:20, 2026-02-12