Od 11 lutego do 9 marca w Galerii Miejskiej na Placu Wojska Polskiego można oglądać wystawę, która odsłania kulisy świata niedostępnego dla większości publiczności. „Pierwsze trzy utwory” to fotograficzna opowieść o najbardziej intensywnych minutach koncertu – czasie, w którym emocje dopiero wybuchają, a fotograf ma zaledwie chwilę, by uchwycić to, co najważniejsze. Autorem ekspozycji jest Marek Klimek – fotoreporter z 16-letnim doświadczeniem, który zrealizował ponad tysiąc koncertów i festiwali w kraju i za granicą.
To wystawa o koncentracji, presji i intuicji. O momencie, w którym muzyka zaczyna działać najmocniej – a aparat musi pracować szybciej niż myśl.
W branży koncertowej funkcjonuje niepisana, lecz rygorystycznie przestrzegana zasada: fotografowie mogą wykonywać zdjęcia wyłącznie podczas pierwszych trzech utworów. Po kilku minutach muszą opuścić przestrzeń pod sceną – tzw. „photo pit”, czyli popularną fosę – i schować sprzęt. Dalsza część koncertu pozostaje już poza ich zasięgiem.
Ta reguła wynika z umów między organizatorami, menedżerami artystów a mediami. Ma chronić komfort wykonawców i zapewnić publiczności niezakłócony odbiór wydarzenia. Dla fotografa oznacza jednak pracę pod ogromną presją czasu. Trzy utwory to zazwyczaj od 8 do 15 minut – w zależności od repertuaru.
– W tym czasie trzeba podjąć wszystkie decyzje: o kadrze, świetle, perspektywie, emocji – mówi Marek Klimek. – Nie ma miejsca na poprawki. To jest moment absolutnej koncentracji.
Wystawa w Galerii Miejskiej koncentruje się właśnie na tej ulotnej chwili. Zdjęcia powstały w czasie, gdy scena dopiero zaczyna pulsować energią, a artyści wchodzą w rytm koncertu.

Ekspozycja nie pokazuje koncertu jako spektakularnego show z fajerwerkami i efektami specjalnymi. Zamiast tego skupia się na człowieku – artyście w chwili pełnego zaangażowania.
Charakterystyczne dla prac Klimka są: bliskie, intymne kadry, wyraźne kontrasty światła i cienia, intensywne barwy reflektorów oraz koncentracja na ekspresji twarzy i gestach.
Ostre światło sceniczne, głębokie cienie i dynamiczne kolory tworzą napięcie. Fotograf nie zatrzymuje się na powierzchni – nie dokumentuje tylko faktu występu. Rejestruje moment, w którym ciało, instrument i emocje stapiają się w jedno.
To podejście wpisuje się w szerszy nurt współczesnej fotografii koncertowej, która coraz częściej odchodzi od czysto reporterskiego zapisu na rzecz narracji wizualnej. Zdjęcie ma nie tylko informować, ale także przenosić odbiorcę w sam środek wydarzenia.
Marek Klimek jest fotografem samoukiem, od 16 lat związanym z Agencją Fotograficzną NEWSPIX.pl. W tym czasie zrealizował ponad tysiąc koncertów i festiwali oraz setki wydarzeń sportowych – od lokalnych zawodów po imprezy rangi mistrzowskiej.
Jego zdjęcia publikowane były w materiałach promocyjnych, prasie oraz portalach internetowych na wszystkich kontynentach. To doświadczenie przekłada się na pewność warsztatu i umiejętność pracy w trudnych warunkach – przy zmiennym, często ekstremalnym oświetleniu i ograniczonej przestrzeni.
Z zawodu grafik i DTP-owiec, z wykształcenia magister turystyki, łączy trzy pasje: muzykę – szczególnie gitarową i graną na żywo – sport oraz góry. Ta wielowątkowość znajduje odbicie w jego pracy. Dynamika sportu, przestrzeń gór i intensywność koncertów budują wspólny mianownik: ruch, emocję i chwilę graniczną.
W rozmowach z organizatorami podkreśla, że fotografia koncertowa to nie tylko refleks i technika, ale także znajomość muzyki.
– Trzeba wiedzieć, kiedy będzie kulminacja, kiedy artysta podniesie gitarę, kiedy zamknie oczy – mówi. – Muzyka podpowiada obraz.

Fotografowanie koncertów wiąże się nie tylko z ograniczeniami czasowymi, ale także z określonymi zasadami etycznymi. Fotograf nie może przeszkadzać artystom ani publiczności. Często obowiązuje zakaz używania lampy błyskowej, a niekiedy dodatkowe restrykcje – np. fotografowanie wyłącznie z określonego miejsca lub zgoda na publikację wybranych kadrów.
W takich warunkach liczy się doświadczenie. Według danych branżowych agencji fotograficznych, średnio z jednego koncertu powstaje od kilkuset do nawet kilku tysięcy zdjęć, z których do publikacji trafia zaledwie kilka lub kilkanaście. Selekcja jest bezlitosna.
Wystawa „Pierwsze trzy utwory” pokazuje właśnie te wybrane kadry – esencję wielu lat pracy. To fotografie, które przeszły wielostopniową selekcję: techniczną, estetyczną i emocjonalną.
Dla widza ekspozycja jest szansą, by zobaczyć koncert z perspektywy niedostępnej dla publiczności. „Photo pit” znajduje się bezpośrednio pod sceną, między barierką a artystami. To miejsce, w którym dźwięk jest fizycznie odczuwalny, a każdy gest wykonawcy widać z kilku metrów.
Widz galerii staje się niejako uczestnikiem tej przestrzeni. Oglądając fotografie, ma wrażenie, że stoi tuż obok muzyka, że niemal słyszy dźwięk wzmacniacza i czuje drganie podłogi.
To doświadczenie intymne i intensywne – zupełnie inne niż oglądanie koncertu z widowni czy transmisji online.
W czasach, gdy większość koncertów dokumentowana jest smartfonami publiczności, profesjonalna fotografia koncertowa zyskuje nowy wymiar. Staje się archiwum emocji i świadectwem kultury muzycznej.
Zdjęcia Klimka mają wartość nie tylko artystyczną, ale także dokumentalną. Rejestrują konkretne momenty w historii sceny muzycznej – występy, które dla fanów bywają wydarzeniami pokoleniowymi.
To szczególnie istotne w kontekście dynamicznych zmian w branży muzycznej – od pandemii, która na długie miesiące zamroziła koncerty, po rosnącą rolę festiwali jako platformy międzynarodowej wymiany kulturowej.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu bielskirynek.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz
Zmiana organizacji ruchu na ulicy 1 Maja
Czas na remont wybrali sobie idealnie, w roku Polskiej Stolicy Kultury rozkopać ulicę przy Teatrze, to mistrzostwo i antypatent!
Pablo
18:22, 2026-04-01
Ile będzie kosztować nowy pomnik w Bielsku-Białej?
Z kim to było konsultowane bo nie z mieszkańcami
Krzysztof
14:18, 2026-04-01
Ile będzie kosztować nowy pomnik w Bielsku-Białej?
Koszty to jedno, ale sam projekt – w moim odczuciu – nie jest szczególnie wybitny. Trudno też dostrzec w nim wyraźne nawiązanie do idei połączenia miast. Dodatkowo ta nagość sprawia, że już teraz można przewidzieć, iż pomnik prędzej czy później będzie „ubierany” w sweterki, i to nie tylko zimą. Widziałam również inne propozycje, w tym projekt wygenerowany przez AI, który pojawił się w komentarzach pod jednym z postów na Facebook dotyczących tego pomnika. Szczerze mówiąc, w mojej ocenie wypadł on zdecydowanie lepiej niż obecna koncepcja.
MieszkankaBB
09:25, 2026-04-01
Zadaszenie deptaka w Bielsku-Białej? Nowy pomysł miasta
Brawo Bielsko . Niewiem tylko dlaczego nie piszecie o wiszącej kolejce z dworca PKP do centrum Szczyrku .
Walenty
09:14, 2026-04-01