Zamknij
POLECAMY
fot. ilustracyjne

Tłusty Czwartek: Ile pączków to jeszcze tradycja, a ile to już obżarstwo?

Agata Rucińska Agata Rucińska 00:34, 12.02.2026

Tłusty Czwartek – narodowe święto bez wyrzutów sumienia

Tłusty Czwartek jest jednym z tych dni, kiedy naród, zwykle podzielony w sprawach zasadniczych, nagle osiąga rzadką zgodę: że jeszcze jeden pączek nikogo nie zabił, a jeśli nawet, to przynajmniej w słusznej sprawie. Bo Tłusty Czwartek w Polsce nie jest świętem jedzenia. To święto rozgrzeszania się z jedzenia.

Geneza jest poważniejsza, niż sugeruje lukier. To końcówka karnawału, dawnych zapustów, czas „mięsopustu” – czyli momentu, gdy za chwilę zacznie się post, a więc ograniczenia, umiar i duchowa dyscyplina. Logika była prosta i do bólu ludzka: skoro zaraz nie wolno, to dziś wolno bardziej. Dawniej jadano tłusto i syto, często rzeczy smażone na smalcu, również w wersjach słonych. Pączek nie od razu był słodką poduszką z konfiturą różaną; bywał ciężki, chlebowy, czasem nadziewany skwarkami. Dopiero z czasem, wraz z rozwojem cukiernictwa i miejskich zwyczajów, stał się deserem w dzisiejszym sensie.

Sam pączek ma zresztą etymologię niewinną: od „pąka”, bo okrągły, napęczniały, jakby gotów do rozkwitu. I rzeczywiście – w Tłusty Czwartek rozkwita. Cukiernie przeżywają oblężenie, biura zamieniają się w tymczasowe punkty dystrybucji kalorii, a nawet osoby deklarujące ascetyczny styl życia zaczynają mówić zdaniami w rodzaju: „Ja tylko jednego, dla tradycji”.

Dlaczego dieta tego dnia przegrywa? Bo Tłusty Czwartek działa jak społeczny parasol ochronny. Gdy jedzą wszyscy, jedzenie przestaje być słabością, a staje się uczestnictwem. Odmowa wygląda niemal jak demonstracja światopoglądowa. Do tego dochodzi psychologia nagrody: skoro na co dzień się pilnuję, dziś mi się należy. A rynek robi resztę – promocje, pakiety, „drugi za pół ceny”, „pięć plus jeden gratis”. Trudno walczyć z tradycją wspieraną przez marketing.

Współczesny pączek też już nie jest tym samym pączkiem. Klasyczna róża i powidła śliwkowe mają dziś konkurencję w postaci kremów pistacjowych, słonego karmelu, matchy, czekolad inspirowanych Dubajem, a nawet wersji wytrawnych – z burakiem, serami czy pastami warzywnymi. Pączek stał się nośnikiem fantazji cukierników i instagramowych ambicji klientów. Czasem wygląda bardziej jak biżuteria niż wypiek.

Czy to polska specjalność? Częściowo. Na świecie istnieją podobne zwyczaje, choć często przypadają we wtorek przed Popielcem. W krajach anglosaskich jest Shrove Tuesday, zwany dniem naleśników. We Francji i w kulturze Mardi Gras to również ostatni moment przed postem na kulinarne folgowanie. W Niemczech funkcjonują karnawałowe krapfeny, bardzo bliskie naszym pączkom. Z kolei w tradycji żydowskiej podczas Chanuki je się smażone w oleju sufganiyot – także pączki, choć z inną symboliką religijną. Widać więc, że pomysł, by świętować poprzez smażone ciasto, jest ludzkości podejrzanie bliski.

Można oczywiście patrzeć na Tłusty Czwartek jak na dietetyczną katastrofę. Można też jak na kulturowy wentyl bezpieczeństwa. Jeden dzień kontrolowanego szaleństwa w kraju, który na co dzień lubi się umartwiać. Bo Tłusty Czwartek mówi coś ważnego o Polakach: że nawet w tradycji pokutnej potrafimy znaleźć moment na radość.

A jeśli ktoś pyta, ile pączków „wypada” zjeść, odpowiedź od wieków brzmi tak samo: tyle, żeby żałować tylko trochę – i wspominać długo.

Dodaj komentarz

Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
Nie przegap żadnego newsa, zaobserwuj nas na
GOOGLE NEWS

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu bielskirynek.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

0%