Zamknij
REKLAMA

Niezwykła książka sprzed 85 lat Bielsko miało potężnych protektorów

12.15, 08.10.2022 Zbigniew Lubowski Aktualizacja: 20.21, 09.10.2022

Niezwykła książka sprzed 85 lat. Bielsko miało potężnych protektorów

– Bielsko potrafiło misternie ukryć setki buchających czarnym dymem kominów fabrycznych wśród przebogatej zieleni drzew, kwitnących bzów, jaśminów i magnolij, wśród cichych sadów i licznych ogrodów, bujnych wszelakiem kwieciem, że te potworne smoki tętniącego życia przemysłu, zwłaszcza na tle błękitnych kopuł słonecznego Beskidu, przybierają czasem pozór egzotycznych minaretów – pisał kwieciście przed 85 laty Zygmunt Lubertowicz, autor „Turystycznego przewodnika po Beskidzie Śląskim i Małym”.

Kronikarz zakochany w mieście

Wydana w 1937 roku w Katowicach 213-stronicowa książka w formacie kieszonkowym stanowi do dziś niezwykle cenne świadectwo tamtej epoki. Żyjący w latach 1883-1958 Lubertowicz był znanym prozaikiem, poetą i publicystą, który dał się poznać jako skrupulatny kronikarz czasów dwudziestolecia międzywojennego.

Pełnił m.in. funkcję prezesa bielskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego. Od 1927 roku był zaś długoletnim nauczycielem języka polskiego w Państwowym Gimnazjum Polskim w Bielsku, które po II wojnie światowej przeobraziło się w Liceum Ogólnokształcące im. Mikołaja Kopernika. Imię Lubertowicza nosi od dawna ulica w bezpośrednim sąsiedztwie licealnego gmachu.

Turystyczny przewodnik sprzed 85 lat zawiera nie tylko szczegółowe prezentacje wędrownych szlaków i charakterystyki wielu schronisk górskich, ale także barwne opisy miast i wsi położonych u stóp Beskidów. Autor poświęcił wyjątkowo dużo miejsca dwóm miejscowościom Bielsku i Białej, oddzielonych od siebie „skromnym strumieniem Białki i należących do różnych województw – śląskiego i krakowskiego. Oba miasta – czytamy w książce - doszły do swego nieprzeciętnego rozwoju i dorobku kosztem usilnej pracy swych obywateli, przyczem Bielsko było o wiele szczęśliwsze i korzystało nieraz z życzliwej opieki potężnych protektorów – śląskich Piastów.

Piastowscy dobrodzieje

Przywilej Mieszka Cieszyńskiego z 1312 roku okazał się bardzo pożyteczny dla powstającej osady – przekonywał Lubertowicz. Książę podarował wtedy „swym wiernym obywatelom bielskim” Las Cygański, który już w średniowieczu miał istotne znaczenie dla ówczesnych mieszczan. Atrakcyjny kompleks leśny stał się potem zarzewiem zaciętego sporu między książęcymi rodami z różnych ziem. „Dopiero w 1413 roku trzy dwory książęce – Raciborski, Kozielski i Strzelecki – rozstrzygnęły tę sprawę na korzyść Bielska”.

W 1440 roku książęta cieszyńscy – Władysław i Przemysław – nadali miastu „prawo wolnego składu soli”, co wskazuje, że Bielsko odgrywało ważną rolę między Wieliczką i Bochnią, a Zachodem. W następnym stuleciu książę cieszyński Kazimierz przyznał zaś miastu „prawo wolnego wyszynku piwa i wina”. Zdarzyło się to w 1521 roku, gdy Bielsko „otoczyło się murami dla obrony przed niebezpieczeństwem tureckim”.

Piastowscy protektorzy przyczynili się w niemałym stopniu do zapewnienia pomyślności miasta. Przy okazji warto odnotować całkiem już współcześnie, że jedna z najważniejszych ulic w Bielsku nosi nieprzypadkowo nazwę „Piastowska”. Nie wszyscy bielszczanie zastanawiają się zapewne nad jej historycznym rodowodem. Lubertowicz rzucił zaś ciekawe światło na udział Piastów śląskich w rozwoju grodu usytuowanego u podnóża Beskidów.

źródlo: Fotopolska.eu / Tramwaje w dawnym Bielsku/ obecna ulica 3 Maja

Ośrodek włókienniczy

W okresie poprzedzającym wybuch II wojny światowej miasto powszechnie słynęło natomiast z wytwarzania tkanin. Było bowiem jednym z najstarszych ośrodków przemysłu włókienniczego w Polsce. – Tkactwo lniane oraz przerób wełny na Śląsku Cieszyńskim sięga swemi początkami wieków średnich. Rozwojowi tej gałęzi gospodarki sprzyjał szczególnie klimat Śląska, nader dogodny dla uprawy lnu. Mamy teraz blisko 50 fabrykantów sukna, w tym 35 w Bielsku, a 12 w Białej. Do tego dochodzą jeszcze inne rodzaje zakładów przemysłu włókienniczego, jak fabryki wyrobów jutowych i konopnych, sztucznej wełny, grempli, pluszów, wstążek i koców – informował z drobiazgową dokładnością Lubertowicz.

– Sprawa eksportu tkanin wełnianych posiada dla bielskiego okręgu przemysłowego pierwszorzędne znaczenie. Jego roczną zdolność eksportową można oceniać minimalnie na 1000 ton wyrobów czesankowych, przedstawiających wartość 50-60 miljonów złotych – czytamy w faktograficznej książce z 1937 roku (językowa staropolszczyzna nie powinna nikogo dziwić).

źródlo: Fotopolska.eu / Przedwojenna fabryka włókiennicza

Urokliwe zakątki

- Prócz rozlicznych wielkich fabryk włókienniczych, zakładów metalurgicznych i innych (dyskretnie rozrzuconych po mieście) ma Bielsko prześliczne, starożytne zakątki, a obok dawnych, solidnych budowli, piękne współczesne gmachy, wyposażone w najbardziej nowoczesne urządzenia. Korzystając z komfortu i wygód wielkiego miasta, można w Bielsku mieszkać, jak w jakiemś pięknem, podgórskiem letnisku. Uwagę zwracają choćby nowoczesny Plac Narutowicza, na którym wznosi się pomnik nieszczęsnego Prezydenta RP (zastrzelonego w 1922 roku w warszawskiej „Zachęcie” – przypisek redakcji), a także dom Komunalnej Kasy Oszczędności przy dworcu kolejowym – relacjonował autor.

- Mały, ale gustowny i sympatyczny Teatr Miejski gra nieraz arcydzieła, a stare Muzeum Miejskie (Rynek 10, drugie piętro) chlubi się swemi oryginalnymi i wartościowymi zabytkami dawnej sztuki duchowej. Ma też Bielsko kilka pięknych kościołów, a to dwa katolickie i jeden ewangelicki. Miasto posiada również kilka doskonale urządzonych i tanich hoteli, jak Hotel Polski, Hotel Prezydent, Grand Hotel, Hotel pod Pocztą, a w Białej – Hotel pod Czarnym Orłem. W mieście zamieszkuje wielu zamożnych fabrykantów i bogatych kupców – opisywał Lubertowicz.

- O ile na pewnych ulicach, głównych arteriach ruchu, wrze i kipi od gorączkowego tętna współczesnego życia przemysłowego, to w innych dzielnicach miasta nęci cicha sielanka drzew, kwiatów, parków i ogrodów, które z nerwowym tempem życia nie chcą mieć nic wspólnego. Tak właśnie jest w Starem Bielsku, gdzie ciche zagrody rolników i malownicze wille, rozrzucone po zboczach, podchodzą prawie pod sam szczyt pagórka, ukoronowanego staremi lipami i stanowiącego piękny punkt widokowy. Tu wiosną kwiecą się jabłonie, rosochate grusze i czereśnie, a latem pachną kopy siana, jak w jakimś przemiłym zakątku wiejskim – snuł swoje spostrzeżenia autor.

źródło: Fotopolska.eu / park miejski przy dziesiejszej ulicy Słowackiego

Lektura książki wprawia współczesnego czytelnika w pogodny nastrój. W taki sposób o Bielsku nie piszą z założenia aktualni kronikarze. A szkoda, bo jeśli nawet Lubertowicz przesadził w 1937 roku ze swoimi zachwytami, to po latach czyta się go z prawdziwą przyjemnością.

[Tekst autorstwa Zbigniewa Lubowskiego ukazał się w październikowym wydaniu miesięcznika Senior BB]
(Zbigniew Lubowski)
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarz (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

0%