Polska Ogórkowa Michał Ogórek na spotkaniu w bielskiej Książnicy Beskidzkiej

Polska Ogórkowa

"Polska dla mnie jest dzieckiem, którym trzeba się ciągle opiekować, a ono sika i beka. Nie pozwala zasnąć, nie daje nawet pomyśleć o niczym innym. Ale kiedy przychodzi co do czego, to okazuje się, że nic innego nie mamy." Michał Ogórek - dziennikarz, felietonista, krytyk filmowy odwiedził nie tak dawno bielską Książnicę Beskidzką. Poprosiliśmy go o krótką rozmowę.

Urodził się Pan w dniu i w roku można powiedzieć dość szczególnym i znaczącym dla powojennej Polski dzień 22 lipca 1955 roku - w tym dniu narodził się warszawski Stadion Dziesięciolecia oraz Pałac Nauki i Kultury. 22 lipca to także ówcześnie obchodzone święto Odrodzenia. Czy z tego powodu czuje Pan niejaki sentyment do swego rówieśnika - mam na myśli oczywiście Pałac Kultury? Czy ma Pan jakieś szczególne wspomnienia związane z tym miejscem?

Michał Ogórek: W 2015 roku obchodziliśmy wspólnie 60-te urodziny. Przyszło koło trzech tysięcy ludzi. Pokazywałem stare kroniki filmowe, był tort i toast. Kto by mi wyprawił takie przyjęcie? Z drugiej strony zawsze 22 lipca wyliczają mi publicznie, ile mam lat.

Znamienne jest także miejsce Pana urodzenia - Katowice, które do grudnia 1956 roku nosiło niezbyt zaszczytną nazwę Stalinogród. Często wspomina Pan o tym w roz-mowach z czytelnikami, czy ten fakt jakoś szczególnie odbił się na pana życiu - pozostał jakiś ślad po tej nazwie np. w metryce?

M.O.: Mam metrykę, zbieram różne pamiątki z tego okresu. Ktoś przysłał mi nawet szkolną mapę ścienną Europy ze Stalinogrodem - to rarytas, bo np. mapy Polski nie zdążyli wydać. To trwało tylko 3 lata, a nadanie nazwy odbyło się z zaskoczenia. A potem wszelkie ślady niszczono.

Studiował Pan nauki polityczne w czasach ze współczesnego punktu widzenia „trudnych politycznie”, czy był to świadomy wybór związany z przyszłą karierą ?

M.O.: To było z głupoty. Chciałem być dziennikarzem, a tylko tam była „specjalizacja dziennikarska”. Dopiero potem się okazało, że chciano szkolić propagandystów. Mnie się to przydało o tyle, że przestałem wierzyć we wszy-stko, co mi mówiono - dla dziennikarza pierwszorzędna cecha.

Już na wstępie swojej przygody z dziennikarstwem okazał się Pan autorem „niepokornym”, debiutancki tekst opublikowany przez Pana w „Studenckim Magazynie Reporteów”, został zdjęty przez cenzurę i to w całości. Jaki to miało wpływ na Pana dalsze losy?

M.O.: Nie miałem już w Katowicach czego szukać. Przeniosłem się do Warszawy. I to mi dobrze zrobiło.

W Warszawie trafił Pan do „Przeglądu Technicznego”, czy praca w takim czasopiśmie wymagała od Pana fachowej wiedzy technicznej?

M.O.: Wiedza fachowa tam tylko przeszkadzała. Wydawaliśmy bowiem dla niepoznaki pod tym tytułem bardzo krytyczne, prawie opozycyjne, jak na ówczesne warunki, pismo społeczno-gospodarcze. Technika była tylko pretekstem, alibi dla cenzury i nawet nikt się z tym specjalnie nie krył.

Czy człowiek z zacięciem satyryka jest w stanie oglądać świat, najbliższe otoczenie z większym dystansem niż inni. Jednym słowem, czy patrzył Pan na Polskę lat 70. i 80. z uśmiechem, czy z przerażeniem?

M.O.: Końcówka PRL-u to już była sama groteska. Wspominając go można się popłakać, lecz raczej ze śmiechu.

W 1989 roku rozpoczął Pan współpracę z Gazetą Wyborczą, był Pan z nią praktycznie od jej narodzin. Czy w czasie pracy zdarzyło się Panu szczególnie narazić komuś swoimi felietonami?

M.O.: Miałem wytoczonych parę procesów, ale w sumie nic groźnego. Na jednym z procesów, jaki mi wytoczył, zaznajomiłem się nawet z Andrzejem Lepperem; to był niegłupi facet. Otaczał się tylko jakąś niepra-wdopodobną menażerią ludzką. Przegrał ze mną proces i miał mi zapłacić 500 złotych kosztów sądowych. Nigdy tego nie zrobił.

Śledząc Pańskie dokonania literackie zwłaszcza po 2012 roku można wysnuć teorię, iż lubi Pan pracować w duecie: „Kiełbasa i Sznurek” z Jerzym Bralczykiem, „Dobra zmiana grubą kreską” z Henrykiem Sawką, czy „Z prądem i pod prąd. Ostatnia dekada PRL”- z Zenonem Żyburtowiczem.

M.O.: Samo słowo aż prosi się dziś o jakieś wsparcie. Dlatego zdjęcia i rysunki dobrze mu robią.

Czy teraz satyrykowi żyje się lepiej czy gorzej? Czy zmieniły się gusta i wymagania odbiorcy? Czy brak oficjalnej cenzury nie rozleniwia nieco ludzi „ostrego pióra”?

M.O.: Prawdziwa satyra schodzi dziś, jak kiedyś, do podziemia. Tj. teraz do Internetu. Telewizja publiczna jest dworska w skali dotychczas nieznanej, a inne media coraz bardziej nastraszone. Ale może dla satyry to dobrze - antyrządowe dowcipy najlepiej rozwijają się w takim klimacie.

Jak w takim razie ocenia Pan nasze, polskie podejście do humoru, czy nasza duma i wrażliwość pozwala nam śmiać się z samych siebie, czy potrafimy zachować dystans do swoich słabości, czy lubimy jedynie śmiać się z innych?

M.O.: Najbliższa przyszłość pokaże. Jest możliwe, że śmiać się będziemy mogli tylko w domu, jak bywało przedtem, bo publicznie będziemy woleli nie. Mam wrażenie, że moje życie satyryka zatoczyło koło: i na początku i przy końcu może się toczyć tylko w drugim obiegu, nieoficjalnym. Przecież w PRL do telewizji nikt by mnie nie wpuścił. Teraz zaczyna się podobnie.

Nazwisko Ogórek znalazło się w co najmniej dwóch antologiach polskich felietonistów, jedna z nich to: Mistrzowie Felietonu (1999), gdzie zagościł Pan między takimi twórcami jak Szymborska, Boy-Żeleński, czy Ryszard Kapuściński. Czy pośród kolegów po fachu ma Pan swoich idoli?

M.O.: Na ogół już nie żyją.

Funkcja eksperta w programie Milionerzy w latach 2009-2010 (przypomnijmy uczestnik programu mógł skorzystać z koła ratunkowego łącząc się z ekspertem przez Skypa, później zastąpiono tę opcję pytaniem do przyjaciela), jak wspomina Pan ten epizod?

M.O.: Jedyny raz podczas występów publicznych się tremowałem. Łatwo można było kogoś zawieść. Jako ekspert nie wiedziałem np. z czego są cynaderki. Od czasów PRL-u mam uraz do podrobów i wolę tego nie wiedzieć, ale jakiś facet przegrał przez to nagrodę.

Kino Polska - komentarze do PRL-owskich Kronik Filmowych, rok 2005 - proszę opowiedzieć parę słów o tym projekcie.

M.O.: Kroniki to jednocześnie kopalnia wiadomości i biblia manipulacji propagandowych. Oddzielić jedno od drugiego nie jest łatwo. To jak praca archeologa: trzeba na nowo skleić te skorupy.

Jeszcze do niedawna wpisując w Google hasło „Ogórek” można było bez problemu odnaleźć informacje na temat Michała Ogórka. W tej chwili sytuacja nieco się zmieniła i sieć zdominowała jeszcze jedna osoba o tym nazwisku, stąd moje pytanie musiało się pojawić - czy wykazuje Pan jakieś związki z Panią Magdaleną Ogórek?

M.O.: Od początku żadnych, a z biegiem czasu jeszcze coraz mniej.

W 2015 roku, a więc roku kampanii wyborczej, w rozmowie z Agnieszką Kublik [Wywiad w Gazecie Wyborczej „Nazywam się Ogórek. Michał Ogórek”, przyp. Red.] wyraźnie i na swój niepowtarzalny sposób wyraził Pan opinię na temat tej nieco niefortunnej kandydatki, podsumowując wywiad słowami: „Po 10 maja zaczynamy, my wszystkie Ogórki, odrabiać straty wizerunkowe. I zapraszamy Magdalenę, by zaczęła je odrabiać z nami. Mamy dużo do zrobienia.” Czy nadal podtrzymuje Pan tę opinię?

M.O.: Czytałem gdzieś, że wyznała ostatnio, że sama nie głosowała na siebie, a na prezydenta Dudę. Trudno, aby popierać ją w większym stopniu, co ona sama.

Wróćmy do literatury - po krótkiej przerwie w twórczości literackiej słyszałam, iż już wkrótce zaszczyci Pan czytelników nową pozycją książkową. Czy może Pan zdradzić czego będzie dotyczyć i kiedy możemy spodziewać się jej na półkach księgarskich?

M.O.: Piszę o kulcie kolejnych przywódców w stuleciu Polski. Od Piłsudskiego do Kaczyńskiego, poprzez Bieruta, Gierka, Wałęsę. Jak wynoszono ich pod niebiosa, a potem zwykle topiono w błocie. Bałwochwalstwo to i przypochlebianie przybierało formy i rozmiary bardzo komiczne. Wierszyki, pomniki. Książka będzie miała tytuł „Sto lat!”.

Na koniec pytanie nieco osobiste, czy Michał Ogórek nie miał nigdy ochoty napisać czegoś poważnego?

M.O.: Ależ ja piszę wszystko na poważnie. Co mogę zrobić, jak mi wychodzi śmiesznie.

Dziękuję za rozmowę. Z niecierpliwością czekamy na nową książkę. 

Czytany 47 razy
Top
We use cookies to improve our website. By continuing to use this website, you are giving consent to cookies being used. More details…