Trzeba mierzyć wysoko - rozmowa z Natalią Janoszek Natalia Janoszek

Trzeba mierzyć wysoko - rozmowa z Natalią Janoszek

Jak często powtarzasz sobie, że coś nie jest dla ciebie albo że, przecież to i tak się nie uda? Ile razy w życiu słyszałaś, że nie powinnaś czegoś robić, ponieważ nie potrafisz, bo jesteś za gruba, za chuda, za niska, za wysoka? A podobno sława, pieniądze i sukces są tylko dla wybranych. Ten stereotyp funkcjonuje od pokoleń, ale jest jednak szansa, aby przezwyciężyć wszystkie te fałszywe przekonania i walczyć o swoje marzenia. Tego uczy historia Natalii Janoszek - aktorki, reprezentantki Polski na międzynarodowych konkursach Miss, która jako jedna z niewielu Polek gra w indyjskiej fabryce snów i występuje w konkursach piękności zagranicą. Rozmawiamy o jej aktorstwie, wydanej jakiś czas temu książce oraz o historii jej życia w kraju, który tylko filmach wygląda jak kraina marzeń.

Sylwia Cegieła: Już od samego początku swojej ścieżki zawodowej musiałaś walczyć ze stereotypami i kompleksami, nie wymawiałaś „r”, co dyskwalifikuje właściwie wszystkich wokalistów oraz byłaś zbyt niskiego wzrostu, więc mówiono wprost, że na modelkę się nie nadajesz. Dlaczego, mimo to, brnęłaś dalej i na przekór wszystkim robiłaś to, czego właściwie ci zakazano?

Natalia Janoszek: Ciężko jest wytłumaczyć dziecku, że nie zostanie w przyszłości piosenkarką, ponieważ nie mówi „r”, czy Miss, ponieważ Miss musi być wysoka. Marzenia dzieci się pielęgnuje i mimo, że dorośli uważają je za nie do spełnienia z uśmiechem przytakują swoim pociechom. Ja byłam właśnie takim dzieckiem. Od małego chciałam zostać „piosenkalką”, tańczyć, śpiewać, podróżować i występować na scenie. Myślę, że to dziecko zostało we mnie do dziś, gdyż nigdy na starcie nie mówię sobie, że czegoś nie mogę, że coś nie jest dla mnie. Owszem, mówi się, że Miss czy modelka musi być wysoka, ale kto to wymyślił? Dlaczego nie może być inaczej? Czy ja nie mogę być wyjątkiem albo zmieniać zasady? Jeśli coś mi się podoba i lubię to robić, to co robię. Próbuję i nie poddaję się na wstępie. Wolę czegoś spróbować i stwierdzić: „ok, to nie dla mnie”, niż nigdy nie spróbować.

To prawda, lepiej czegoś spróbować, niż potem żałować całe życie, że się tego nie zrobiło. Dlaczego tak bardzo chciałaś dojść do tego miejsca, w którym jesteś teraz? Co cię do tego pchało? Co nadal motywuje cię do działania?

N.J.: Z jednej strony chciałam robić to, co kocham i chciałam żyć swoimi marzeniami, zamiast tylko o nich myśleć, a poza tym, mam w tym trochę swoją misję. Mnie podcinano skrzydła np. mówiąc w szkole, żebym zrezygnowała z takich marzeń i pomyślała o poważnej przyszłości, albo, że artyści są biedni, że jestem za brzydka, za niska itd. Wiem, że takich osób, które słyszą te słowa jest wiele, dlatego chcę im pokazać, że można i że ludzie nie zawsze mają rację. Warto mieć marzenia, pasje i walczyć o swoje, ponieważ jak powiepowiedział Walt Disney: „Jeśli możesz sobie coś wymarzyć, możesz to osiągnąć”. A ty wcale nie musisz być jak inni. Nasz prawo mieć swój wybór, swoje nietypowe i oryginalne życie takie, jakie chcesz, żeby było. Stąd też moja książka jeśli chociaż jedna osoba po jej przeczytaniu postanowi spełniać swoje marzenia to cel zostanie osiągnięty.

W czym tkwi siła Natalii Janoszek?

N.J.: Dobre pytanie… chyba sama jeszcze nie wiem. Jak każdy mam chwile zwątpienia, gorsze dni, a nawet chciałabym ze wszystkiego zrezygnować ale nigdy jednak się nie poddaję. Chyba właśnie o to chodzi, nie ważne ile razy upadniesz ale ile razy powstaniesz. W końcu sukces to w 99% porażka a największe gwiazdy tego świata często zanim zrobiło karierę przeszło przez pasmo porażek - to one kształtują naszego ducha walki i sprawiają, że mamy szacunek do sukcesu.

Czy mała Natalia bardzo się zmieniła po tych wszystkich przygodach? Ile w tobie jest teraz z tej dziewczynki?

N.J.: To pytanie najlepiej byłoby zadać moim rodzicom, czy znajomym, żeby było obiektywnie. Z mojej strony wydaje mi się, że jestem dalej tą samą Natalką, którą byłam zanim zaczęłam występować w konkursach, czy grać w filmach. Uważam, że jeśli ciężko pracuje się na sukces latami, to człowiek nabiera pewnej pokory i szacunku do tego, co ma. Może gdybym zrobiła karierę z dnia na dzień, to odbiłaby mi palma, ale ponieważ naprawdę dużo poświęciłam i przeżyłam, żeby być tu, gdzie jestem (a to dopiero początek), to myślę, że zostałam sobą. Chyba trochę jestem dalej jak dziecko z głową pełną marzeń. Poza tym, rodzice pilnują, abym za bardzo nie „gwiazdorzyła” i kiedy trzeba sprowadzają mnie na ziemię.

Taki „zimny” prysznic potrzebny jest chyba wszystkim w pewnym momencie. Mówisz, że kluczem do sukcesu jest radość. Co daje Ci ją teraz? Skąd czerpałaś radość kiedyś?

N.J.: Przede wszystkim, lubię to, co robię. Lubię swoje życie i chyba właśnie o to chodzi, żeby robić to, co się lubi w życiu. Kiedyś wydawało mi się, że kiedy będę miała karierę, sławę i pieniądze, będę szczęśliwa, ponieważ w końcu lepiej płacze się w Ferrari… Kiedy udało mi się coś osiągnąć stwierdziłam, że wcale nie jestem taka szczęśliwa. Owszem, była kariera i pieniądze, ale byłam całkiem sama. Po co nam te wszystkie pieniądze, jak nie ma się nimi z kim dzielić. Wtedy postanowiłam trochę zwolnić, odnowić stare znajomości, zadbać o swoich przyjaciół i rodzinę. Teraz uważam, że we wszystkim ważny jest umiar i równowaga. Kariera jest dla mnie ważna, ale rodzina również i staram się łączyć jedno z drugim. Robię to, co lubię i mam przy sobie ludzi, których kocham to daje niesamo-witą energię do działania i radość.

To prawda, każdy potrzebuje bliskich, aby zachować równowagę w życiu. Chciałam jeszcze zapytać o twój kanon piękna. Co to znaczy być piękną według ciebie? Jak kobiecość i piękno pojmuje się w Indiach? Jaką widzisz różnicę w podejściu Europejczyków, chociażby Polaków?

N.J.: Trudno zdefiniować piękno. Ile ludzi na świecie tyle definicji piękna. Przede wszystkim, piękno przychodzi nie tylko z zewnątrz, ale także z wewnątrz. Uroda przemija, a to, jakimi jesteśmy ludźmi pozostaje na zawsze. W Indiach na pewno zewnętrznym wyznacznikiem piękna jest jasna karnacja, ciemne włosy i oczy, ale poza urodą przywiązuje się bardzo dużą wagę do religii. W Europie, w tej chwili, wydaje mi się, że, niestety, zgubiliśmy gdzieś pewne wartości. Stawiamy kult ciała ponad wszystko. Żyjemy chwilą i chyba kupujemy uczucia, a kochamy rzeczy. Czasem sama się na tym łapię jestem tylko człowiekiem, a w świecie show-biznesu, Facebooka i Instagrama łatwo się zatracić, oglądając ten niestety fałszywy obraz świata.

Dlaczego, twoim zdaniem, tak trudno nam zaakceptować czyjś sukces? W Indiach, jak czytałam w twojej książce, bardzo szanuje się aktorów. Producenci są wręcz dumni z tego, że jakaś Miss zagra w ich filmie.

N.J.: To prawda, że Polacy lubią narzekać… nie tylko na pogodę (śmiech). A tak poważnie, to pierwszy raz spotkałam się z tym już w szkole. Od dziecka lubiłam być zaangażowana, a to w przedstawienia szkolne, a to w samorządzie klasowym. Zauważyłam, że ludzie nie lubią takich osób, które robią więcej, czyli wystają ponad przeciętną. Nie wiem, z czego to wynika. Może z tego, że łatwiej jest powiedzieć, że coś jest nieosiągalne czy niemożliwe, a kiedy ktoś pokaże, że jednak jest, to nie mamy więcej argumentów i zauważamy, że to od nas zależy, czy coś nam się uda czy nie. Często leczymy swoje kompleksy w taki sposób, bo o wiele łatwiej jest zanegować czyjś sukces niż samemu na niego zapracować. Najłatwiej jest powiedzieć „udało jej się, ponieważ ma bogatych rodziców czy ma znajomości”. W innym przypadku, jeśli na to sama zapracowałaś, wycho-dzi, że każdy by mógł, gdyby starał się tak samo bardzo. Z naszego wychowania wynika, że boimy się mieć duże marzenia. Boimy się myśleć inaczej, Boimy się wyjść przed szereg, a to dlatego, że od małego mówi nam się, żeby znaleźć „porządny zawód” i nie zajmować się „głupotami”.

To prawda. Słyszymy to aż za często. A zazdrość? Czy tak samo odczuwałaś ją na planie filmowym w Indiach?

N.J.: Niestety, tak. Ostatnia taka sytuacja miała miejsce podczas pracy nad moim najnowszym filmem „The Chicken Curry Law”, w którym zagrałam główną rolę. Pewna aktorka grająca w filmie trzecioplanową rolę miała tego dnia skorzystać z mojej garderoby, ponieważ kręciliśmy w trudno dostępnym miejscu i musieliśmy ograniczyć ilość wozów produkcyjnych. Oczywiście, zgodziłam się bez problemu. Na planie jednak poproszono mnie, pod pretekstem problemów z klimatyzacją, czy mogłabym zmienić garderobę i dzielić ją z jeszcze innymi aktorami. Okazało się jednak, że wcale nie chodziło o klimatyzację, a o to, że aktorka, która miała skorzystać z mojej garderoby, kategorycznie zażądała, że musi mieć garderobę tylko dla siebie i że ja mam zostać z niej usunięta. Pamiętajmy, że to ja grałam główną rolę w tym filmie, a ona trzecioplanową…, ale ja zawsze chętnie współpracowałam i byłam ugodowa, co często było nadużywane. Dlatego też uczę się „gwiazdorzyć”, żeby ludzie mieli do mnie szacunek.

Sprytne, ale jak widać konieczne w pewnych sytuacjach. À propos tego „gwiazdorzenia”, piszesz w swojej książce, że Hindusi chcą często się z tobą fotografować, poznać cię albo chociażby dotknąć. To trochę, jakbyś była dla nich jakimś trofeum. Co wtedy czujesz?

N.J.: Oczywiście, rozumiem to. To jest nieodłączna część tego zawodu. Jeśli ktoś nie lubi ludzi, nie lubi się fotografować i ucieka przed popularnością zdecydowanie nie nadaje się do tego zawodu. Czasami bywa to niebezpieczne, szczególnie, kiedy nikt mi nie towarzyszy, a fani zapominają o zachowaniu pewnej przestrzeni, ale jak widać żyję, więc nie narzekam.

Właśnie, kiedy jesteś już gwiazdą, nagle zaczynają się wszyscy tobą interesować. Zaglądają do twojego życia i często przekraczają granice przyzwoitości, o czym przed chwilą wspomniałaś. Jak dalece jesteś w stanie siebie chronić od tego zainteresowania w Indiach? Czy zdarzyły się tobie z tego powodu jakieś nieprzyjemne sytuacje?

N.J.: Osobiście nie muszę robić dużo, ponieważ produkcja filmowa dba o to, żebym była bezpieczna. Podstawą jest tu dobry hotel, ochrona i kierowca. Nie jest to spowodowane „gwiazdorzeniem”, ale kwestią bezpieczeństwa - w końcu muszę przeżyć, by skończyć film (śmiech). Zdarzają się różne sytuacje. Raz na przykład obsługa hotelowa przetrzymywała mnie w hotelu pod bardzo dziwnym pretekstem i dopiero interwencja produkcji pomogła. Innym razem mój własny ochroniarz próbował odwiedzić mnie w hotelu i zdecydowanie przekraczał swoje obowiązki. Codziennością są ludzie rzucający się na samochód, fani wyczekujący pod hotelem lub wciskający karteczki pod drzwi pokoju, ale jest to nieodłączna część tego zawodu i trzeba podchodzić do tego ze zdrowym rozsądkiem. Ja jestem bardzo wdzięczna moim fanom i zawsze staram się dla nich znaleźć czas, w zamian licząc na to, że czasem uszanują moją prywatność tak, aby wszyscy byli zadowoleni.

W Polsce mimo swoich ogromnych sukcesów na świecie nie osiągnęłaś tak ogromnej medialnej popularności. Chciałabyś, aby się to kiedykolwiek zmieniło? Jaki masz stosunek do bycia gwiazdą?

N.J.: Myślę, że wszystko w swoim czasie. Trzeba robić swoje, ciężko pracować, a co ma być, to będzie. Nie lubię robić nic na siłę i tylko dla poklasku. Polska jest specyficznym rynkiem. Tutaj celebryci i bywalcy są traktowani jak gwiazdy, a prawdziwi artyści są raczej w cieniu. Czasem mam wrażenie, że im mniej ktoś osiąga, tym bardziej gwiazdorzy. Ten zawód nauczył mnie pokory i szacunku do tego, co mam, bo wiem, jak długą drogę pokonałam, żeby być tu, gdzie jestem, a co więcej myślę, że to dopiero początek tej drogi. Na popularność, ale taką prawdziwą, a nie sezonową trzeba sobie zapracować tak samo, jak na miano gwiazdy, więc wszystko przed nami.

Tego ci życzę. Czyli w swojej branży nie osiągnęłaś jeszcze wszystkiego? Czy jest coś, co chciałabyś zdobyć? Masz coś, na czym szczególnie Ci zależy?

N.J.: Szczerze mówiąc, myślę, że to, co osiągnęłam, to dopiero początek. Jest to już coś, ale jednak jeszcze nic spektakularnego. Gdyby artysta powiedział, że osiągnął już wszystko, to byłby skończo-ny. Cała sztuka polega na tym, by ciągle starać się być lepszym, by ciągle szukać nowych wyzwań i stawiać sobie coraz wyższe cele to jest to, co sprawia, że chce się żyć i że to życie jest takie ekscytujące. Często w wywiadach pada pytanie, jakie mam marzenia? Wtedy odpowiadam, że chyba Oskar, ale nie za szybko, ponieważ uważam, że trzeba mierzyć wysoko i nawet jeśli osiągnie się połowę tego to i tak będzie już bardzo dużo.

To prawda, niektórych zbyt szybko osiągnięte cele gubią. Co, oprócz niezwykłego życia daje Tobie aktorstwo?

N.J.: Radość. Gdyby nie dawało mi to radości i satysfakcji, nie byłabym aktorką. Życie jest za krótkie na to, by robić, to czego się nie lubi. Ktoś powiedział „wybierz taki zawód, który kochasz, a nie przepracujesz w życiu ani jednego dnia” i to się sprawdza, dlatego nie uważam tego, co robię za pracę. To świetna zabawa i jeszcze mi za to płacą! (śmiech)

Masz całkowitą rację. Każdy chyba tak by chciał. Kim jest twoim zdaniem aktor kompletny? Jakie powinien mieć cechy?

N.J.: Nie wiem, czy istnieje coś takiego jak aktor kompletny. Myślę, że aktor przede wszystkim musi być plastyczny, aby mógł odnaleźć się w różnych rolach. Nie wiem też, czy tak do końca można wyuczyć się aktorstwa. Bycie aktorem to bycie artystą, a bycie artystą to nieustanne tworzenie, które nigdy nie jest kompletne i dlatego jest takie ekscytujące.

Ile jesteś w stanie poświęcić dla tzw. kariery? Czy jest coś, czego żałujesz i czego w normalnych okolicznościach byś nie zrobiła?

N.J.: Niczego nie żałuję. Wyznaję zasadę, żeby postępować tak, żebym wstając każdego dnia, mogła spojrzeć sobie w oczy. Wolę pracować dłużej, ale w zgodzie ze sobą, niż zrobić coś przeciwko sobie, aby tylko po trupach dotrzeć do celu. Myślę, że ciężka praca i uczciwość, prędzej czy później, popłaca.

„Za kulisami Bollywood” - książkę twojego autorstwa - czyta się jak kompletny poradnik mówcy motywacyjnego. Przynajmniej ja ją tak odebrałam. Nie masz ambicji, aby pewnego dnia nim zostać i pomagać innym kobietom z podobnymi doświadczeniami? Mogłabyś wiele zmienić w życiu niejednej osoby…

N.J.: Taki był zamysł mojej książki. Jeśli chociaż jedna osoba po jej przeczytaniu zawalczy o swoje marzenia, to cel zostanie osiągnięty. Na pewno chcę pokazać innym, że da się, że można i jeśli możesz sobie coś wymarzyć - możesz to osiągnąć. Często spotykam się z uczniami szkół, opowiadając im swoją historię i zachęcając, aby walczyli o swoje marzenia oraz wierzyli w siebie. Mówię im, by nie dali sobie podciąć skrzydeł. Jest to taka moja misja i faktycznie widząc, że moje doświadczenia i historia pomagają innym, staram się motywować ludzi i to tak realnie, a nie książkowo wizualizując, jak robi to wielu nowoczesnych motywatorów, a zwyczajnie pokazując wszystko na swojej historii.

Czyli jednak jesteś już przynajmniej dla niektórych mentorem. Dla kogo jeszcze jest ta książka?

N.J.: Książka jest dla każdego, czyli dla ludzi, którzy chcą poznać Indie oczami polskiej dziewczyny, dla fanów Bollywood, jak i dla marzycieli, którzy szukają inspiracji.

Tak na zakończenie naszej rozmowy, spytam jeszcze, czy Bollywood to dla ciebie spełnienie marzeń? Czy też marzysz o zupełnie czymś innym, a aktorstwo to jedynie środek do celu? Co jest twoim celem w życiu?

N.J.: Uwielbiam występować na scenie, śpiewać, tańczyć, grać, ale nigdy nie przypuszczałam, że zostanę aktorką. Jak byłam mała, chciałam być np. piosenkarką. Tak, jak wspominałam, lubię robić to, co sprawia mi przyjemność, dlatego zarówno aktorstwo, jak i śpiew, taniec czy występy przed publicznością są spełnieniem moich marzeń.

Dziękuję za bardzo miłą rozmowę i ogromną dawkę motywacji. Życzę powodzenia w realizacji wszystkich marzeń, bo determinacji, ci jak widać, nie brakuje.

Czytany 91 razy
Top
We use cookies to improve our website. By continuing to use this website, you are giving consent to cookies being used. More details…