Mistrz Ceremonii - rozmowa z Bolesławem Lewandowskim Bolesław Lewandowski - Mistrz Ceremonii

Mistrz Ceremonii - rozmowa z Bolesławem Lewandowskim

Znamy wiele dziedzin życia gdzie pojawia się Mistrz w nazwie. Mistrz Ceremonii i pogrzeby świeckie - potrzeba chwili a może nowomowa? Skąd się wzięła nazwa i tradycja ceremonii? - pytanie to zadaję Panu Bolkowi Lewandowskiemu.

Zasadniczo pełna nazwa powinna brzmieć: Mistrz Ceremonii Pogrzebów Świeckich albo Mistrz Celebracji Pogrzebów Świeckich. Nazwa Mistrz Ceremonii jest jakoby niedokończonym znaczeniem, określeniem nie do do końca sprecyzowanym. Moim zdaniem skrócona nazwa powinna brzmieć Mistrz Celebry, bo dotyczy to celebransji pogrzebowej - ale utarła się nazwa Mistrz Ceremonii i tak pozostało. Nowomowa (?) - nie - pogrzeby świeckie to najpierw rewolucja francuska, potem rewolucja bolszewicka, w Polsce zaczęło się za przyczyną Aleksandra Świętochowskiego, który chyba jako pierwszy oficjalnie pochował swojego syna z takim właśnie ceremoniałem świeckim. W moim przypadku zaś wszystko stało się za przyczyną nieżyjącego już płk. mag Mariana Kałonia, ówczesnego prezydenta miasta. To On prawie 38 lat temu zaproponował mi posadę oraz mieszkanie z telefonem z tzw. puli dla kadry niezbędnej dla miasta i województwa. Wtedy to była potrzeba pogrzebów świeckich dla osób partyjnych oraz milicji i wojska.

Pogrzeby świeckie, jakie one są ?

Nim opowiem jakie są, opowiem jakie nie są – nie są obojętne. Proszę mi wierzyć, nie potrafiłbym przyjąć obowiązków celebransa bez wcześniejszego przygotowania. Zawsze przed pogrzebem odwiedzam rodzinę. Moja wcześniejsza wizyta, spotkanie z rodziną w naturalny sposób pozwala mi odpowiednio się przygotować. Podczas ceremonii, po przypomnieniu zmarłego, po chwili ciszy proponuję odmówienie modlitwy za jego duszę. Zdaję sobie sprawę z tego, że pogrzeb odbywa się przy licznym udziale ludzi wierzących. W mojej prawie 38-letniej praktyce nigdy i nikomu nie odmówiłem pochówku, a musimy pamiętać, że są przypadki, gdzie nawet 2-3 noce spędzam w podróży aby dojechać na miejsce pogrzebu i wrócić do Bielska. Nie uskarżam się. Robię to z przekonaniem, bo wiem, że ktoś na mnie czeka, potrzebuje mojej posługi. Wynagrodzenie jest rzeczą dalszą, ważną, ale nie najważniejszą. Najważniejszy jest zmarły i jego rodzina. A są nawet takie rodziny, gdzie celebrowałem już po kilka pochówków. Jakie one są (?), trudno samemu się oceniać, najlepiej na nich być i uczestniczyć w pogrzebie.

Będąc przy rodzinie zmarłego, jaka jest Pańska reakcja, gdy ktoś z ich członków na wieść o pochówku świeckim upiera się przy obecności księdza?

Bywają takie pogrzeby. Wśród wyznawców rzymskokatolickich rzadziej, natomiast występują one dość często wśród mniejszości religijnych. Bardzo dobrze układa się współpraca z pastorami ewangelickimi oraz popami. Nie tak dawno miałem taką okazję w Cieszynie. Zmarły był wyznania prawosławnego. Pop pięknie zaśpiewał, zakadził kadyłem - ten zapach jest jeszcze przy mnie. Później wspólne podziękowania, było nad wyraz dostojnie. Dla mnie to zaszczyt prowadzić wspólną celebrę z księdzem, popem lub pastorem.

Przygotowując się do rozmowy dowiedziałem się, że jest Pan diakonem, ale mówi się także o Panu, że jest Pan erudytą i miłośnikiem sztuki.

Tak jestem diakonem w stanie świeckim, jestem również Kawalerem Orderu Polonia Restituta, jestem Komandorem św. Stanisława z Gwiazdą, jestem także miłośnikiem sztuki. Historię Sztuki ukończyłem na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Z mojej inicjatywy powstało Towarzystwo Krzewienia Kultury Świeckiej (TKKŚ). Byłem jego pierwszym prezesem. Za osiągnięcia w dziedzinie krzewienia kultury (z rąk Prezydenta RP) otrzymałem Order Polonia Restituta - i tak jak pisze na jego rewersie: z jednej strony nagradzają, z drugiej zaś mobilizują do dalszej, bardziej wytężonej pracy. Do dzisiaj wspieram rozwój historyczny wielu muzeów, pomagam nabywać eksponaty i organizować wystawy historyczne. Utrzymuję owocne kontakty z wieloma wybitnymi koneserami, znawcami oraz kustoszami sztuki. Prawdą jest też, że w środowisku uznawany jestem za miłośnika piękna i przeszłości.

Sam o sobie mówi Pan: ”zostałem posłany do Owiec, które poginęły z Domu Izraela”

Tak mówią o mnie moi onegdajsi, seminaryjni koledzy. Ilekroć w większym gronie się spotykamy, słyszę, jakby z nutą zazdrości: „Bolek, Bóg względem Ciebie miał specjalne plany – wystawił Cię na takiej flance, na której nie jeden z nas chciałby, a nie może się znaleźć” – i od razu dodają z pokorą „trudno, musimy się z tym pogodzić”.

Zazdroszczą Panu?

Nie. Doceniają raczej to co robię. W obecnej ekonomii prowadzenie działalności ma zupełnie inny wygląd niż było to, te trzydzieści parę lat temu. Wtedy trzeba było mieć uzasadnione umocowanie, aby samodzielnie wykonywać określony zawód. W moim przypadku był stan duchowny, który życie zamieniło mi na stan świecki.

Czyżby nadal czuł się Pan księdzem?

Ależ naturalnie. Diakonat to stan duchowy, którego do śmierci pozbyć się nie można. Inaczej to określę; bez względu na to, jak się moje życie potoczy, do śmierci jestem klerykiem. Diakonat to pierwszy stopień kapłaństwa, a każdy kapłan to wybraniec Boży, który na znak wybrania zostaje namazany olejami świętymi.

Jest Pan pomazańcem?

Nie tylko ja. Pomazańcem Bożym staje się każdy, kto otrzymuje święcenia kapłańskie.

W jaki sposób można z Panem kontaktować?

Poprzez zakłady pogrzebowe. Personel zakładów pogrzebowych w uprzejmy sposób umówi mnie z rodziną zmarłego. Kończąc chciałby Pan coś dodać? Korzystając ze sposobności, chciałem podziękować wszystkim ludziom, których poznałem przy okazji wykonywania zawodu. Nigdy od nich nie spotkał mnie mur nienawiści, może dlatego, że te pogrzeby ludzi łączą, a nie dzielą. Ta konstatacja pozwala mi żyć w przekonaniu, że czasu i życia nie zmarnowałem. Dziękuję.

Czytany 146 razy
Top
We use cookies to improve our website. By continuing to use this website, you are giving consent to cookies being used. More details…