Oglądam świat dotykiem Paweł Jarosz - wyprawa do Afryki (ze zbiorów autora)

Oglądam świat dotykiem

Trenuje sztuki walki - w 2016 roku wziął udział w zawodach BJJ Octopus Cap Łódź, bierze udział w rajdach rowerowych w tandemie, jest uczestnikiem spływów kajakowych, oddał ponad 150 nurków, wystartował w Runmageddonie - edycja Beskidy 2015, odwiedził afrykańską sawannę i wędrował po drogach Indii i Nepalu. Nie było by w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, iż pan Paweł Jarosz od 10 lat jest osobą niewidzącą.

Paweł Jarosz - od 2014 r. założyciel fundacji “Krecik w podróży”, na co dzień pracuje jako masażysta. Od wielu lat pasjonat podróży i sportów ekstremalnych. Na co dzień ojciec czteroletniego Mikołaja i kilkumiesięcznej Miji.

Zanim porozmawiamy o samej fundacji, proszę powiedzieć parę słów o sobie. Nie jest Pan osobą niewidzącą od urodzenia. Jak poradził Pan sobie z powolną utratą wzroku w wyniku postępującej choroby?

P.J.: Choroba z którą zmagam się od lat to zwyrodnienie barwnikowe siatkówki. Piętnaście lat temu dawano mi nadzieję na zatrzymanie postępu choroby - lata leczenia i konieczność regularnych wizyt w szpitalu mocno komplikowały moje życie osobiste i zawodowe. Po 15 latach stwierdziłem więc, że trzeba zacząć normalnie żyć. Do dziś zastanawiam się co jest gorsze, czy gwałtowna utrata wzroku, mocna depresja a po niej pozbieranie się lub nie, bo przecież to różnie bywa, czy też gorszy jest powolny proces utraty wzroku, gdy musimy rezygnować z rzeczy, z którymi wiążemy przyszłość. W moim przypadku był to sport, podróże, utrata niezależności - brak możliwości poruszania się bez przewodnika. Myślę, że jest to kwestia charakteru, z mojej perspektywy uważam, że gorszą ewentualnością jest ta druga wersja.

Sportem interesował się Pan już w młodym wieku, czy nie kolidował on z postępującą chorobą oczu?

Chorobę zdiagnozowano u mnie w latach 80. nie było wtedy sprecyzowanych jasnych przeciwwskazań, nie znano wtedy także podłoża tej choroby. Generalnie przestrzegano mnie przed wysiłkiem, ja jednak nie przejmowałem się tym zbytnio, uważając nawet, że sport i wysiłek pomogą mi nawet wzmocnić moje oczy. Zaryzykowałem i nie żałuję - nie zauważyłem zresztą jakiegoś gwałtownego pogorszenia wzroku po uprawianiu sportu.

Jak zmieniło się Pana życie po całkowitej utracie wzroku?

Tracąc wzrok tracimy swoją niezależność w stu procentach - jeżeli osobie niepełno-sprawnej usuniemy bariery architektoniczne, jest ona wstanie samodzielnie się poruszać, w przypadku osoby niewidomej nie jest to takie proste. Ja jeżeli najpierw nie nauczę się drogi, którą mam przejść, to nie jestem w stanie tego zrobić - choć zdarza mi się słyszeć opinie, że posiadanie białej laski sprawia, iż osoba niewidząca może dojść wszędzie, gdzie zapragnie. Na trasie uczęszczanej przez niewidomego ważne są pewne punkty orientacyjne, zaś każda niespodziewana przeszkoda, choćby śnieg, otwarta studzienka, do której też zdarzyło mi się kiedyś wpaść, powoduje duże komplikacje. Liczymy kroki - uczymy się każdej trasy na pamięć. I tu apel do ludzi, którzy chcą pomóc osobie niewidomej. Pomagajcie nam tylko wtedy, jeżeli o to poprosimy lub gdy widzicie, że osoba niewidoma wygląda na zdezorientowaną. To że kiedyś widziałem sprawia iż lepiej i szybciej uczę się nowych tras, zwłaszcza gdy dotyczy to miejsc, w których kiedyś byłem. Najboleśniej odczuwam utratę niezależności i brak możliwości pełnej pomocy swojej rodzinie.

Z tego co czytałam, wiem, iż utrata wzroku nie wykluczyła z Pana życia sportu i zamiłowania do podróży.

Swoją przygodę z podróżą zacząłem w 2000 roku, na początku były to wyjazdy typowo wczasowe - czyli pełne lenistwo - objechałem wtedy basen Morza Śródziemnego. Szybko jednak znudziła mnie ta forma zwiedzania świata - wtedy jeszcze widziałem. Postanowiłem podróżować samodzielnie, z pominięciem sztywnego rozkładu biur podróży - moim marzeniem było zobaczyć zwierzęta afrykańskie w ich naturalnym środowisku, zanim całkiem stracę wzrok. Rozpocząłem przygotowania, opracowałem plany podróży, niestety okazało się, iż największym problem było znalezienie przewodnika - niestety mój wzrok pogorszył się na tyle, że nie byłem w stanie wyruszyć samodzielnie. Szukałem go niemal dwa lata, aż w końcu chęć wyjazdu zgłosił mój niedowidzący kolega. Wyruszyliśmy do Keni, Tanzani i skończyliśmy naszą wyprawę na Zanzibarze. Dopiero po powrocie stwierdziłem, że było to dość duże ryzyko i kolejna wyprawa, jaką planowałem, musi odbyć się w towarzystwie osoby w pełni widzącej. Bakcyl podróży został jednak złapany. Następna trasa wiodła do Indii i Nepalu - moją towarzyszką podróży była wówczas koleżanka - dziś moja zona. O ile w Afryce znajdowaliśmy się “pod parasolem” miejscowych biur podróży - to wyprawa do Indii była od początku do końca zorganizowana przez nas, poruszaliśmy się sami, korzystając z lokalnych środków transportu.

W 2012 roku wziął Pan udział w Memoria-le Podróżniczym Piotra Morawskiego "Mieć odwagę.”

O konkursie dowiedziałem się z radiowej trójki i postanowiłem wziąć w nim udział, aczkolwiek nie liczyłem na wygraną. Zwycięzca Memoriału otrzymywał możliwość realizacji swojej zaplanowanej trasy wycieczkowej - ja zaproponowałem wyprawę do Chin i nazwałem ją "Krecik w podróży". Bez specjalnych zabiegów marketingowych otrzymałem 800 głosów. Nie była to dostateczna ilość aby wygrać, ale pozwoliło mi mieć nadzieję, że taka inicjatywa może być potrzebna. Z tego co wiem nie był to jedyny Pana pomysł na połączenie pasji i chęci edukacji społeczeństwa w kwestii zachowań ludzi niewidomych. W 2013 r. opracowałem koncepcję programu “Ekspedycja krecik”, opartego w pewnym stopniu na amerykańskim reality-show. “Ekspedycja” miała by pokazać jakie problemy może napotkać osoba niewidząca podczas wyprawy i jak radzi sobie w nowym, nieznanym środowisku. Projekt, poparty technicznymi szczegółami przesłałem do trzech stacji telewizyjnych, licząc na zainteresowanie ich tematem. Niestety bez rezultatu.

Dlatego rok później założył Pan fundację “Krecik w podróży”? Jakie są jej główne plany i cele? Na stronie fundacji widnieje plan niesamowitych podróży po całym świecie. Czy udało się coś z tych zamiarów zrealizować?

Fundacja, którą założyłem w 2014 r. miała i ma za zadanie promowanie wśród osób niedowidzących i niewidomych ekspedycji podróżniczych oraz sportów ekstremalnych. Przez dwa lata prowadzenia fundacji przekonałem się jednak, że sprawa nie wygląda tak różowo, przygotowanie wyprawy wiąże się z dużymi kosztami, a te nie jest łatwo pozyskać. Zależało mi bardzo, aby potencjalne osoby, biorące udział w wyprawie mogły skorzystać z mojego doświadczenia, nabytego podczas moich poprzednich podróży. Mogłem dać im swoją wiedzę. ale niestety sfinansowanie całości przekracza moje możliwości.

Stara się Pan promować swoją fundację w dość nietypowy, a nawet można rzec niebezpieczny sposób.

Zgadza się, udało mi się w ostatnich latach wziąć udział w kilku imprezach, przeznaczonych niekoniecznie dla ludzi niewidzących. Była to Górska edycja Runmageddon w 2015 r. w Myślenicach i zawody w jujitsu Brazylijskim na BJJ Octobus Cap Łódź w 2016 r. W międzyczasie ukończyłem kurs dla nurków w centrum Nautica w Krakowie, zdobywając specjalny certyfikat HSA dla osób niepełnosprawnych. Mimo iż wśród zwolenników tego rodzaju sportu pojawia się coraz więcej osób niewidzących, nadal można spotkać się z zapytaniem jak to jest możliwe? Odpowiadam - różnica polega jedynie na formie przekazywania znaków poprzez dotyk dłoni oraz na tym, że pod wodę schodzimy z dwoma innymi nurkami, nie zaś w systemie partnerskim, jak to jest w przypadku osób widzących.

Czy myśli Pan o kolejnych ekstremalnych wyzwaniach?

Moim marzeniem jest wystartowanie w zawodach sztuk walki, w rywalizacji z osobą widzącą. Nawiązałem kontakt z sekcją boksu tajskiego, gdzie przyjęto mnie bardzo przychylnie. Inny mój pomysł to rajd rowerowo-nurkowy dla grupy osób niewidzących. Wiąże się to oczywiście także z pewnymi nakładami pieniężnymi, ale przede wszystkim z koniecznością znalezienia odpowiednich przewodników. Rajd rozpoczynałby się w Cieszynie a zakończyłby się w Krakowie, trwał ok 10 dni, liczba uczestników uzależniona byłaby od możliwości finansowych fundacji. Szczegółowe informacje na ten temat umieściłem na funpage-u fundacji “Krecik w podróży”.

Dziękujemy za rozmowę i życzymy dalszych sukcesów w realizowaniu swoich zamierzeń.

Czytany 120 razy
Top
We use cookies to improve our website. By continuing to use this website, you are giving consent to cookies being used. More details…