Realność nr 82

Od dłuższego już czasu śledzę postępy w pracach nad gruntownym remontem budynku przy ulicy Wzgórze, róg Podcienie. Realność, która w swej historii najczęściej pełniła funkcję gastronomiczną, również i tym razem będzie zagospodarowywała niszę gastronomiczno-hotelowo-usługową.

Ta dość spora budowla, z którą czas obszedł się raczej obcesowo, powstała w osiemnastym wieku jako karczma miejska. Być może stanęła w miejscu uświęconym tradycją szynkarstwa, jak to zwykle bywało, to znaczy, zastąpiła jakąś starszą, może jeszcze średniowieczną, gospodę - tego nie wiadomo. Biorąc jednak pod uwagę genialne położenie tuż przy pradawnym szlaku wschód - zachód, kilkanaście metrów od dolnej bramy miejskiej, jest to scenariusz wielce prawdopodobny. Dobrych lokacji się nie porzuca. Nawet dziś, mimo że nie przebiega już tędy szlak Lwów - Wiedeń, lokalizacja ta ciągle jest z logistycznego i turystycznego punktu widzenia przysłowiowym strzałem w dziesiątkę. Samo centrum starego miasta, tuż przy zamku, o rzut kamieniem od wszystkich innych miejskich atrakcji... Lepiej trafić nie można. Działka, na której leży obiekt była niegdyś podzielona na trzy nierówne parcele. Podział ten czytelny jest do dziś. Karczma zajmowała największą z parcel, tę Z numerem katastralnym 82. Uliczka Zaułek, biegnąca na tyłach kwatery ma równie długi rodowód co sama kamienica, a może i dłuższy, w każdym razie już na planie katastralnym z 1836 r. istnieje jako dość szeroka uliczka, stanowiąca zaplecze karczmy.

W latach czterdziestych dziewiętnastego wieku, kiedy dokonano regulacji ulicy Stadtberg, zmniejszając jej stromiznę przez wcięcie się we wzgórze miejskie i obniżenie poziomu samej ulicy, przybytek uciech gastronomicznych znalazł się kilka metrów ponad traktem, a tuż przed wejściem do karczmy pojawił się spory taras. To właśnie dlatego jedna z pierwszych nazw, jakie znalazły się na szyldzie nad wejściem do restauracji brzmiała: "Tarasowa". Dziś trudno już zliczyć wszystkie nazwy tych jadłodajni, które gościły w murach budowli. Zatem najpierw "Tarasowa", a później przedwojenna "Restauracja Mieszczańska", powojenna, dość mroczna "Podhalanka", "Italia", wreszcie "Karczma Słupska" z rewelacyjnymi pierogami, "Masala"...

I parę innych, niekoniecznie polskojęzycznych. Remont powoli dobiega końca i choć w części przeprowadzony jest bez wierności pierwowzorowi historycznemu (ot, choćby dachowe gible), co wywołane jest, jak sądzę, koniecznością dostosowania architektury do planowanego charakteru hotelowego obiektu, to już w kwestii "murcheologicznej" sprawa przedstawia się dużo ciekawiej.

Ci, którzy pamiętają ten budynek sprzed kilku lat, kojarzą zapewne stylizowane arkady, znajdujące się w ścianie północnej, tuż obok tarasu. Czy istniały tu pierwotnie podcienia, do których te arkady mogłyby nawiązywać? Tego nie wiem, ale szczerze wątpię (w chwili, kiedy budynek powstawał, miasto raczej pozbywało się podcieni w Rynku z powodów przeciwpożarowych). W każdym razie, w latach siedemdziesiątych utworzono je nie dlatego, że dobrze komponowały się z podcieniami sąsiadującej uliczki, ale dlatego, że w 1969 roku miała tu miejsce katastrofa - wybuch gazu, który poważnie uszkodził ścianę, a mówiąc wprost, po prostu wywalił w tej ścianie potężny otwór. Samo zdarzenie nie miało nic wspólnego z działalnością gastronomiczną lokalu. W tej części budynku w latach sześćdziesiątych istniały mieszkania prywatne, a raczej lokatorskie. I to właśnie z jednym z tych mieszkań związana jest ta historia.

Tego feralnego kwietniowego popołudnia, w mieszkaniu Anny Kurowskiej zaczął ulatniać się gaz. Niezabezpieczony zaciskami wężyk doprowadzający paliwo z butli do palnika zsunął się z dyszy i pomieszczenie zaczęło wypełniać się gazem. Do wybuchu doszło w chwili, gdy pani Anna chciała rozpalić ogień w piecu. Eksplozja była potężna - osypujący się na ulicę Podcienie mur ranił przechodzącą obok bielszczankę, Krystynę Kapiszczak. Pani Anna Kurowska z poważnymi oparzeniami została odwieziona do szpitala. Wybuch zniszczył doszczętnie cały pokój, naruszył konstrukcję budynku (uszkodził ściany również w "Podhalance” a w oknach stojących opodal domów wyleciały szyby. Wyrwa w murze stała się swoistym pretekstem do tego, aby ten fragment zabytkowego, bądź co bądź, budynku przebudować tak, aby współgrał z jedną z najbardziej malowniczych uliczek miasta. Pojawiły się więc arkady, coś na kształt podcieni, które stały się uroczym knajpianym aneksem, a potem, o ile się nie mylę, częścią odrębnego lokalu. Dziś na nowo, jak w pętli czasu, pobrzmiewa w architekturze północnej fasady znajomy motyw. Arkady powróciły. Stylowe łuki znów będą współgrać z przeciwległymi podcieniami, chociaż z drugiej strony mam wrażenie, że są one, z tym oszczędnym, neorenesansowym boniowaniem, trochę jakby na siłę. Można się zżymać na odstępstwa od "historyczności", na pewną swobodę architektoniczną i brak konsekwencji, czy raczej stylowego reżimu. Mniejsza z tym. Grunt, że coś się dzieje. Grunt, że miastu przywrócono zabytek. Jeszcze niedawno wydawało się - bezpowrotnie stracony.

I przywrócono nie tylko budowlę, nie tylko namacalny konkret, ale odsłonięto i odpowiednio naświetlono również kilka zapomnianych tajemnic w tym kamiennym konkrecie zatopionych. I to bardzo cieszy...

Czytany 416 razy
Top
We use cookies to improve our website. By continuing to use this website, you are giving consent to cookies being used. More details…