Biersko, albo krótka wycieczka, tam gdzie pełna beczka

Chłodne, mroczne wnętrze niewielkiej kamieniczki wabi obietnicą odpoczynku od upału. Nie namyślam się długo i wstępuję w gościnne progi Miejskiego Browaru, żeby choć na chwilę uciec od spiekoty. Już po kilku minutach tuż przede mną ląduje na stole solidny kufel pszenicznego Bielitzera, a ja z ulgą rozglądam się po znanym, choć nieczęsto odwiedzanym wnętrzu.

Zazwyczaj raz do roku, w okolicach moich urodzin, wyprawiam się tu, aby skosztować tutejszego, naszego własnego piwa i kontynuować tak mi bliską tradycję miejsca. Chociaż właściwie nie do końca... Browar miejski - dziś jedyny browar w mieście - jest w pewnym sensie ewenementem tak w kontekście geografii, jak i tradycji. Wprawdzie ulokowany dosłownie o rzut kamieniem od miejsca gdzie przez wieki funkcjonował dawny miejski browar (a nawet o rzut dwoma kamieniami od dwóch miejsc, gdzie znajdowały się dwa browary); wprawdzie w nazwie widnieje słowo "miejski"; wprawdzie znajduje się w rękach prywatnych - to w istocie nie kontynuuje w pełni bielskich tradycji piwowarskich. Raczej tych tradycji fuzję. Dlaczego?

Piwowarstwo w Bielsku ma swoją długą historię. Nie jest to może historia szczególna. Piwo - pospolity trunek, częściej chyba niż inne napoje używany do gaszenia pragnienia - nigdy nie było otoczone szczególną estymą, ot, po prostu napitek. Ale ze względu na swą codzienną niezbędność i nieustanną obecność w życiu człowieka na przestrzeni wieków oraz fakt, że było warzone, a więc (w przeciwieństwie do wody) wolne od chorobotwórczych bakterii, stał się - niejako z konieczności - jednym z najistotniejszych problemów egzystencji nowożytnego miasta. Również Bielska.

Średniowieczne browarnictwo w naszym mieście - podobnie jak we wszystkich okolicznych, większych i mniejszych miastach, uzależnione było od książęcego widzimisię. Browar w Bielsku należał do Księcia i to władca decydował o tym kto i kiedy kupował będzie piwo z jego browaru. Gwarantowało mu to powszechne wówczas na całym Śląsku - i nie tylko na Śląsku - prawo nakazujące mieszczanom bielskim bezwzględne zaopatrywanie się w piwo właśnie w książęcym browarze. Prawo było surowo przestrzegane, choć przecież zdarzało się, że mieszczanie wyłamywali się spod niego i pokątnie zaopatrywali w tańszy (ale też zazwyczaj gorszego sortu) chmielowy napój w bardziej lub mniej odległych karczmach i szynkach. Oficjalnie jednak aż do pierwszej połowy szesnastego wieku bielszczanie większego wyboru nie mieli i skazani byli na niewielki, umiejscowiony w bezpośrednim sąsiedztwie kościoła św. Mikołaja browar. Sytuacja zmieniła się diametralnie w rok 1521, kiedy książę Kazimierz II postanowił odsprzedać browar miastu. Jednak to nie przejście warzelni piwa, leżakowni (i - być może - słodowni, choć te zazwyczaj lokowano oddzielnie) na własność Bielska była największą w tym względzie rewolucją. Dużo poważniejszą w konsekwencjach była decyzja zdjęcia z mieszczan obowiązku zaopatrywania się w browarze i - rzecz w Bielsku rewolucyjna - przyznania postulującym o to od długiego już czasu mieszczanom prawa warzenia piwa we własnych domach. Wzorem innych miast mieszkańcy Bielitz, ale tylko mieszkańcy domów wybudowanych w obrębie murów miejskich, uzyskali bardzo nobilitujący przywilej warzenia złocistego napoju osobiście i - co ważniejsze - sprzedawania go sąsiadom i okolicznym mieszkańcom. Aby sytuacja nie wymknęła się spod kontroli, ustalono, że codziennie piwo warzyć i sprzedawać będzie jedna rodzina. Dzięki temu każda z 79 rodzin miała możliwość zarobienia jakiegoś grosza ... raz na dwa i pół miesiąca. Było to może rozwiązanie mało dochodowe, ale całkiem sprawiedliwe. Szanse mieszczan na zarobek wyrównały się jeszcze bardziej, gdy zlikwidowano nierówności w limicie produkowanego piwa.

Na początku bowiem część rodzin mogła warzyć dwie beczki, część tylko beczkę. Z czasem ujednolicono "kwoty piwne" (skąd my to znamy?) na poziomie jednej beczki dla wszystkich. Czy to było opłacalne? Raczej nie. W czasach, o których mowa, beczka piwa o pojemności ok. 160 l. kosztowała do 20 groszy. To niedużo, wziąwszy pod uwagę, że dzienne wynagrodzenie rzemieślnika - na przykład takiego cieśli miejskiego - wynosiło około 4 groszy. Oznacza to, że taki cieśla rzeczone 160 litrów cienkiego piwa mógł sobie sprawić po zaledwie pięciu dniach pracy. Z ceny piwa wynika, że za jednego grosza można było kupić koło 8 litrów tego trunku! Oczywiście z zarobionych pieniędzy majster musiał także opłacić czynsz, kupić jedzenie i dokonać wiele innych opłat, co oznaczało, że zapotrzebowanie na piwo musiało jednak oscylować w rozsądnych granicach litra, dwóch na dzień, a to oznacza także, że produkcja piwa wcale nie była kokosowym interesem. W dodatku sprawiedliwy podział pracy według grafika powodował, że ten marny zarobek trafiał się raz na dwa i pół miesiąca. Doprawdy nijak nie dało się na tym wzbogacić.

A jednak mieszczanie w Bielsku bardzo naciskali, aby mieć możliwość warzenia piwa na własny rachunek. Dlaczego?

Bo mimo wszystko produkcja piwa we własnym zakresie dawała wymierne korzyści. Po pierwsze bielszczanin nie musiał już zaopatrywać się w piwo w browarze książęcym, co w związku z częstymi podwyżkami cen piwa, było mocno uciążliwe ekonomicznie. Po drugie dzięki zdjęciu obowiązku kupowania piwa w browarze księcia, można było całkiem legalnie i z zyskiem zakupywać napój u tańszych dostawców. Po trzecie z możliwością warzenia piwa wiązał się jeszcze jeden, wzorowany na sąsiednich miastach, przywilej. Każdy mieszczanin mający prawo warzenia - co nam może się wydawać nieco dziwne - stawał się automatycznie wielkomieszczaninem i awansował tym samym do wyższej klasy, z której rekrutowali się członkowie władz miejskich, a to już nie przelewki. Po czwarte tak naprawdę tylko niewielka część mieszczan warzyła piwo w domu. Pozostali - być może z oszczędności, być może z braku miejsca - wytwarzali piwo w... browarze, co było i wygodne, i tanie. Sam więc proceder piwowarstwa nie musiał wiązać się ani z poważnymi kosztami, ani z jakąkolwiek uciążliwością.

Warzenie piwa w szesnastowiecznym browarze. Dokładnie tak samo wyglądała produkcja chmielowego napoju w browarze bielskim. Przed kilka dekad wytwarzano w nim piwo nie tylko dla miasta, ale również użyczano go mieszczanom do produkcji własnej. Według wszelkiego prawdopodobieństwa pierwszy bielski browar stał na placu w południowej części miasta, tuż obok kościoła. Istniał tam aż do końca osiemnastego wieku. Kres tej lokalizacji przyniósł dopiero jeden z pożarów miasta. Na XVIII/XIX wieku w miejscu starego browaru (być może nawet wykorzystując jego fundamenty i część murów) stanął budynek miejskiej szkoły. Browar natomiast został przeniesiony i ulokowany w okolicach górnej bramy, gdzie funkcjonował od roku 1805 do 1870.

Imponująco wielkie i przestronne piwnice starego browaru istnieją do dziś. Znajdują się pod budynkiem położonym przy skrzyżowaniu ulic Piwowarskiej, Sobieskiego i Waryńskiego. To tutaj ulokowano browar w 1805 roku. Jednak browar przy kościele (później przeniesiony do budynku w linii murów miejskich) wcale nie był w czasach nowożytnych jedynym browarem w mieście. W szesnastym wieku produkcja w tym zakładzie stała się bardzo niewystarczająca. Mimo, że mieszczanie bielscy nie musieli się już zaopatrywać w piwo w browarze będącym własnością miasta, obowiązek zakupu piwa z tej warzelni spadł na okoliczne miejscowości - Jaworze, Jasienicę, Mikuszowice, Międzyrzecze i inne, położone w bielskim okręgu milowym. Zatem zapotrzebowanie na piwo wcale nie spadło, a wręcz przeciwnie - wzrosło. I to niepomiernie. Poza tym - jak się już rzekło - również wielkomieszczanie produkowali w browarze swoje piwo. Szybko więc stało się jasne, że warzelnia przy kościele nie sprosta potrzebom rynku. W 1571 roku powstaje więc nowy browar. W urbarzu państwa bielskiego z tego roku czytamy:

"Po pierwsze jest zamek w mieście Bielsku położony, całkowicie murowany, w nim 15 izb i pokojów, do tego 22 użytkowane sklepy w dobrym stanie, duże i małe, wraz z nowo wybudowanym browarem i słodownią, który poza obrębem zamku, lecz całkiem blisko jest położony..."

Z całą pewnością mamy więc do czynienia z zapisem dotyczącym stojącego pod murami zamku aż do 1881 roku browaru zamkowego. Tego, który zastąpiony został przez zburzoną w latach 70-tych XX wieku mieszkalną kamienicę Sułkowskich. Browar ten funkcjonował przez okrągłe trzy stulecia i na stałe wrósł w miejski krajobraz. Ale nie on jeden. Kiedy w 1870 roku zaprzestał działalności miejski browar przy dawnej górnej bramie, w Bielsku natychmiast rozpoczęto działania mające na celu utworzenie nowego, dużego browaru z prawdziwego zdarzenia. Już w 1875 roku fabrykant Adolf Mänhardt i piwowar Wilhelm Hähnel otworzyli Browar Bielitz. I już niedługo potem Lager Bier Dunkel czy Kaiser Bier na krajowych i międzynarodowych konkursach zaczęły odnosić spektakularne sukcesy. Jednak historia tego wielkiego i zacnego browaru - smutna i dziś już zamknięta - to temat na osobną opowieść. Bo i rzeczywistość czasów wielkich fabryk i organizowania produkcji zgodnie z późno dziewiętnastowiecznymi standardami nie jest tematem tego wpisu. To już zupełnie inne realia.

Jak widać bielskie tradycje browarnicze to temat dość złożony. Jak się okazuje w naszym mieście piwowarstwo wędro-wało różnymi, nie zawsze prostymi ścieżkami. Można z całą pewnością stwierdzić, że browar Mänhardta i Hänehla, czyli późniejszy browar miejski przy ul. Browarnej na Górnym Przedmieściu kontynuował z powodzeniem tradycję zapoczątkowana w 1521 r, w chwili przejęcia browaru przez miasto. Można powiedzieć też, że dzisiejszy browar przy Piwowarskiej na starym mieście próbuje z kolei kontynuować tradycje prywatnego piwowarstwa wielkomieszczańskiego, które dla wielu bielszczan było wręcz przepustką do lepszego świata. I choć w nazwie tego browaru występuje przymiotnik "miejski", to raczej jako określenie miejsca, a nie własności. Jednak z drugiej strony "Bielitzer" powstaje dziś w zupełnie nowych z punktu widzenia ekonomii warunkach. Powstaje w browarze prywatnym, a jednocześnie otwartym na bogatą spuś-ciznę lokalnego "przemysłu piwnego". I za to należy mu się wielki plus. No i za dobry Bier. Piwo jest wprawdzie drogie, ale cóż... Czasy książęcego monopolu dawno już minęły. Kto nie chce płacić w Browarze, może iść do sklepu. Tam jednak nie jest tak przyjemnie chłodno.

Czytany 306 razy
Więcej w tej kategorii: « Skarbonka Kolorowy zawrót głowy »
Top
We use cookies to improve our website. By continuing to use this website, you are giving consent to cookies being used. More details…