Krzysztof Czader - milośnik motyli z Jaworza

Krzysztof Czader Krzysztof Czader fot. Roman Anusiewicz

W styczniu 2018 r Ewa i Krzysztof Czaderowie otrzymali wyróżnienie w dziedzinie ochrony materialnego dziedzictwa kulturowego za działalność na rzecz lokalnej społeczności oraz podejmowanie inicjatyw na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego powiatu bielskiego. Pan Krzysztof, pomimo wielu zajęć - oprócz pracy, zajmuje się także gospodarstwem, no i oczywiście tworzy - zgodził się na spotkanie, chociaż jak sam twierdzi "nie dbał nigdy o rozgłos".

Roman Anusiewicz: Jak długo zajmuje się Pan twórczością ludową, kiedy odkrył Pan w sobie talent artysty?
Krzysztof Czader:
Nie wiem, czy można nazwać to twórczością, dla mnie było to zawsze rzeczą naturalną. Pracując na co dzień na gospodarstwie ojca, zawsze lubiłem podpatrywać i tej pasji pozostałem wierny do dziś. Wierny jestem także motylom, które uważam za najpiękniejsze istoty na ziemi. Hoduję je, przyglądam się im i je rysuję. Mam w tej chwili rysunki 2000 gatunków motyli, tylko z naszego regionu. Te egzotyczne też są piękne, ale traktuje je raczej jako ciekawostkę. Druga moja pasja to monety, które często znaleźć można pracując w polu. Zawsze fascynowało mnie skąd się wzięły tu, na naszych ziemiach.

Czy pasję i talent do rzeźbiarstwa odziedziczył Pan po przodkach?
K.CZ.:
Nikt nigdy w domu nie przejawiał takich pasji. Jako dziecko nie miałem więc do czynienia z profesjonalną sztuką fascynowało mnie to jednak od dawna - to było od początku we mnie.

Pierwsza rzeźba, pamięta Pan?
K.CZ.:
To były inne czasy inny świat, nie mieliśmy narzędzi, dłuta - nie było na to stać moich rodziców. Z pewnością były to jakieś proste rzeczy, łyżki. W tej chwili dzieciaki mają więcej możliwości, aby czegoś się nauczyć, ale wydają się pozbawieni takiej potrzeby.

Co Pana najbardziej inspiruje?
K.CZ.:
Codziennie mnie coś zachwyca: roślina, człowiek, kamień. Uwielbiam portretować ludzi, ale nigdy nie rzeźbiłem nikogo konkretnego.

Zajmuje się Pan pracą artystyczną, a oprócz tego prowadzi gospodarstwo - da się to pogodzić?
K.CZ.:
Nie było chyba jeszcze dnia w moim życiu, kiedy nie wiedziałbym co robić. Oprócz pracy zawodowej, którą wykonuję, zajmuję się gospodarstwem, dzisiaj na ten przykład mam urlop, więc planuję obsiać pole. Jeżeli chodzi o sztukę, to codziennie coś lęgnie się w mojej głowie, codziennie jest coś do narysowania, a niektóre rzeczy można zrobić tylko w danym momencie, zwłaszcza malując naturę.

W swoich pracach odtwarza Pan rzeczywistość, czy zdarza się, że tworzy Pan rzeczy abstrakcyjne?
K.CZ.:
Zawsze dokładnie wiem co chcę zrobić, bo inaczej nie wyobrażam sobie pracy nad rzeźbą czy obrazem. Część moich prac ma charakter odtwórczy i dokładnie odwzorowuje daną rzecz, tak jest na przykład kiedy rysuję motyla. Czasami zdarza się że biorę do ręki kawałek drzewa i on już coś przypomina, więc wystarczy dorobić tylko kilka szczegółów. Innym razem w czasie pracy napotykam na pewne przeszkody w postaci choćby dziury lub sęka, wtedy muszę nieco zmienić swój zamysł.

Bierze Pan udział ze swoimi pracami w jakiś konkursach, wystawach?
K.CZ.:
Nie mam raczej na to czasu. Jak już wspomniałem, potrzebny często jestem tu, na gospodarstwie. Wszystko co robię, robię raczej dla siebie, jako wypełnienie czasu, chociaż pewne moje rzeźby gdzieś tam wędrują. Nigdy jednak nie przywiązywałem do tego wagi. Byliśmy nawet kiedyś w telewizji, ale jakość specjalnie nie zabiegam o popularność. Prawie codziennie zjawia się u mnie ktoś, z zapytaniem czy mogę coś dla niego stworzyć, a ja nie mam za bardzo czasu. Czasami myślę nawet, że może dało by się z tego co robię wyżyć. Był nawet kiedyś taki moment że próbowałem.

Kto najczęściej pyta o Pana rzeźby?
K.CZ.:
Dużo jest ludzi, którzy kolekcjonują sztukę ludową, widocznie czują taką potrzebę.

Dzisiejsze czasy nie służą zbyt-niemu kultywowaniu tradycji, jak Pan myśli, czy należy spisać ten rodzaj sztuki ludowej na straty?
K.CZ.:
Myślę, że człowiek się nie zmienił, zmieniły się tylko jego możliwości, które są o wiele większe. Człowiek ma nadal takie same uczucia, serce, potrzeby. Tak samo patrzy. A jeżeli chodzi o samych twórców, to nigdy w swojej społeczności nie byli specjalnie hołubieni, wręcz przeciwnie, często uważano ich za dziwaków lub ich wyśmiewano. Chwała Bogu jednak, że tacy ludzie istnieją, bo bez nich świat nie byłby taki kolorowy.

Dziękuję za rozmowę.

Oceń ten artykuł
(0 głosów)
Ostatnio zmieniany środa, 05 grudzień 2018 11:51
Roman Anusiewicz

Operator filmowy. Fotoreporter - kameroman@op.pl