Jerzy Filar - Bielska Scena Piosenki Niebanalnej

Jerzy Filar Jerzy Filar fot. Roman Anusiewicz

Gościem listopadowej Bielskiej Sceny Piosenki Niebanalnej był Jerzy Filar - twórca między innymi niezapomnianej "Samby sikoreczki". Jesienny koncert połączony był z promocją nowej płyty - "Dwie dusze". Artyście towarzyszyli Andrzej Kwiatek Kwiatkowski - perkusja, akordeon oraz Piotr Engwert - gitara basowa. Zapraszamy na fotorelację z koncertu, który odbył się na scenie bielskiej "Kubiszówki". 

Roman Anusiewicz: Jesteś założycielem zespołu „Nasza Basia kochana”. Kim była ta tajemnicza Basia?
Jerzy Filar:
Basia była dziewczyną - to oczywiste, nie była to jednak ani moja córka, która ma na imię Basia, ani Basia Trzetrzelewska. Przychodziła kiedyś do nas na próby dziewczyna z Gdańska i wtedy zawsze mówiliśmy że „przyszła do nas nasza Basia kochana” i gdy nadszedł czas, aby nadać zespołowi nazwę, to sympatyczne powiedzenie przyszło nam do głowy.

Zespół szedł jak burza. Stworzyliście między innymi przebój, który do dzisiaj wielu z nas nuci - „Samba sikoreczka”. Skąd więc decyzja, aby po tych paru dobrych latach, rozpocząć występy solo? J.F.: To taki niepokój twórczy, jak to często określam „parcie na sitko” i ogromne pragnienie śpiewania nie tylko dla przyjaciół ale i dla nieznajomych. To najlepsze co mogło mi się przydarzyć.

Piszesz teksty dla wielu znanych artystów, są to nuty, które dyktuje serce górala, czy dostajesz tekst i musisz pod niego coś stworzyć?
J.F.: Przeważnie tworzę dla kogoś, kogo znam (więc przeważnie dla siebie). Jacek Cygan często podrzuca mi swoje poetyckie teksty i wtedy nie jest to takie proste, chociaż to lubię. Zdarza się także, że to ja sobie coś nucę i wtedy to Jacek Cygan, lub inny autor musi się nieco pomęczyć.

Piosenka studencka - od tego zaczynałeś i z tego byłeś znany. Czy Twoim zdaniem nadal istnieje takie zjawisko, jak piosenka studencka, czy można odnaleźć jeszcze ten klimat?
J.F.:
Myślę, że współcześnie nie ma typowej piosenki studenckiej. Istnieje wprawdzie festiwal piosenki studenckiej ale z moich obserwacji wynika, że studenci barwią się raczej przy innej muzyce.

Jest szansa na reaktywację „Naszej Basi kochanej”?
J.F.:
Myślę że tak, chociaż nie zależy to wyłącznie od samych ludzi, bo ich da się „skrzyknąć”. Były nawet już takie próby, myślę, że udane. Ostatnio wystąpiliśmy na festiwalu „Kropka” (Międzynarodowy Festiwal Piosenki Turystycznej) pod hasłem “Nasza Basia kochana po latach”, gdzie niefortunnie zatrzasnąłem się w szafie, pełniącej rolę wehikułu czasu, który miał przenieść nas w lata 80. Myślę, że “Nasza Basia kochana” i wehikuł czasu już przeminął, ale mam nadzieję, że będziemy się jeszcze spotykać.

Chodzisz dużo po górach? J.F.: Mieszkam w górach, mój dom jest w Zakopanem, więc często zmuszony jestem poniekąd do oprowadzania po ciekawych miejscach swoich przyjaciół. Z racji wieku na góry wolę jednak spoglądać już z dołu - też pięknie wyglądają.

Wspomniałeś wcześniej o najnowszej płycie którą nagrałeś wspólnie aż z trzydziestoma muzykami Kogo tam można usłyszeć? Czy płyta już jest ogólnie dostępna?
J.F.:
Aby nie pozostać przy sambie i „trzeciej kawie”, którą spokojnie wypiłem, nagrałem płytę pt.: „Dwie dusze”, którą dzisiaj prezentuję. Pomagało mi w tym wiele osób, między innymi Krzysztof Ścierański, Mietek Szcześniak, Andrzej Poniedzielski. Płytę można zna-leźć w Internecie.

Dziękuję za rozmowę.

Oceń ten artykuł
(1 głos)
Ostatnio zmieniany środa, 05 grudzień 2018 11:58
Roman Anusiewicz

Operator filmowy. Fotoreporter - kameroman@op.pl