Orły Polskie na dwóch kontynentach

Marian Cholerek Marian Cholerek fot. Roman Anusiewicz
8 listopada w Sali Basztowej zamku Sułkowskich w Bielsku-Białej odbył się wernisaż wystawy pt. Orły Polskie na 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości. 
Autorem prac jest reżyser, scenograf, producent filmów animowanych, związany ponad 30 lat ze Studiem Filmów Rysunkowych - Marian Cholerek. Orły wykonane są w bardzo oryginalny sposób, z części starych radzieckich zegarków. Wygląd orłów inspirowany jest rysunkami Szymona Kobylińskiego, a źródłem są stare monety, sztandary, bandery, mundury. 30 najnowszych prac Mariana Cholerka wykonanych autorską techniką będzie można oglądać na zamku do 31 listopada 2018 r. 

Roman Anusiewicz: Od kiedy zacząłeś zajmować się metaloplastyką, bo tak można chyba nazwać to, co robisz?
Marian Cholerek:
Nie to końca jest to metaloplastyka. Jest to raczej płaskorzeźba oparta na modelinie termoutwardzalnej. Dzięki temu, że posiada ona również właściwości magnetyczne ułatwia to pracę podczas wstępnego układania kompozycji. Następnie metalowe elementy są dociskane i całość wypalana w wysokiej temperaturze. Po wystygnięciu dodawane jest tło oraz rama. Rama jest bardzo dokładnie dobrana, aby pod-kreślić całokształt dzieła.

Skąd pomysł na taką oryginalną technikę?
M.CH.
: Dawno temu był pewien pan, który tworzył z części zegarków różne kompozycje. Używał on jednak bardzo dużych części, jak koła, tryby, wahadła. Robił z tego różne instalacje. To była też pewnego rodzaju inspiracja, ale w sumie zaczęło się od momentu, gdy poznałem człowieka który odzyskiwał złoto z kopert po zegarkach. Pewnego razu zaprosił mnie do siebie i wtedy ujrzałem w uchylonych drzwiach wielką pryzmę błyszczących się, drobnych świecidełek. Okazało się że były to mechanizmy zegarków przeznaczone na złom. Wziąłem wtedy na początek kilka kilogramów, następnie rozkręciłem i posortowałem kółka zębate wg wielkości i koloru. Podzespoły są tak dobierane do płaskorzeźby, żeby nie zniekształcić jej pierwotnego wyglądu. Żeby cały czas była do siebie podobna.

Ile średnio na jednego orła zużywasz zegarków i ile nomen omen czasu Ci to zajmuje?
M.CH.:
Czas jest dowolny, bo nikt mnie nie goni. Jak jest zamówienie to robię pod zamówienie. To trwa średnio tydzień.

Ile czasu potrzebowałeś, aby osiągnąć taką perfekcję w tym co robisz?
M.CH.:
Na początku było ciężko. Nie znałem wtedy odpowiedniej techniki, ani odpowiednich narzędzi, aby po prostu rozkręcić zegarek. Po pewnym czasie dostałem w prezencie od mojego koleg - zegarmistrza, odchodzącego na emeryturę, zestaw 7 śrubokręcików produkcji szwajcarskiej, które służą mi do dzisiaj.

Pamiętasz swojego pierwszego orła?
M.CH.:
Jest to orzeł z okresu Księstwa Warszawskiego, którego do dzisiaj robię - czyli 30 lat. Jego wzór zaczerpnąłem z książki pt. "O orle białym" której autorem był Szymon Kobyliński. Znakomity znawca tematu. Ten właśnie orzeł z 1807 roku był mi najbliższy.

Czy wykluwał się w bólach, czy od razu uśmiechnąłeś się i powiedziałeś: piękny jesteś!
M.CH.:
Zawsze dążę do doskonałości, bo z tego jestem znany że każdy orzeł jest inny. Mam kilka szablonów orłów, ale ostatecznie różnią się rodzajem i sposobem ułożenia elementów na modelinie.

Przez te 30 lat pracy ile orłów opuściło Twoje gniazdo?
M.CH.:
W ciągu tego okresu wykonałem ponad 1000 orłów, a dodatkowo kilkaset innych prac. Głównie portrety historycznych postaci.

Najczęściej Twoje orły lądują w rękach znanych artystów. Kogo już w ten sposób uhonorowałeś?
M.CH.:
Wydaje mi się że masę ludzi. Wielu z nich już zaczyna niestety odchodzić z moimi orłami. Kiedyś znajomy namówił mnie, żeby zrobić rosyjskiego orła. Wyszedł pięknie. Okazało się że ów człowiek kooperował z ówczesną firmą samego Prezydenta Putina i w ten sposób jeden orzeł już jest w Rosji. Zrobiłem też kilka orłów amerykańskich, z których jeden wylądował podobnie wysoko. Ze znanych Polaków m.in. dostał orła Andrzej Wajda, Irena Szewińska, Anna Seniuk, Janusz Gajos.

A największy orzeł, z jakiej był epoki i kto jest szczęśliwcem, który go dostał?
M.CH.:
Zdecydowanie był to rosyjski orzeł dla Putina. Całkowite wymiary to 29 x 31 cm.

Czy oprócz ostatniej wystawy na bielskim Zamku, masz w planie gdzieś jeszcze pokazywać swoje prace?
M.CH.:
Marzy mi się stolica i Zamek Królewski. Jest tam sala dla takich właśnie wystaw okolicznościowych.

A gdy braknie surowca, czy przerzucisz się na coś innego? Co by to mogło być?
M.CH.:
Wtedy najprawdopodobniej skończę to robić. Chyba że ze szwajcarskich zegarków, ale wtedy dość drogie by były te prace (śmiech).

Powróćmy jeszcze do tego, skąd Cię wszyscy znamy, reżyser, animator, scenarzysta. Czy nadal, mówiąc potocznie, kręcisz filmy?
M.CH.:
Czasem, tak gdy pojawi się jakiś producent, to robię różne reklamówki, zajawki. Zrobiłem też film dla dzieci, gdzie oprócz aktorów, wystąpili też znani prezenterzy, kilka sławnych osób. Niestety film, który był finansowany przez Instytut Sztuki Filmowej, czyli pieniądze państwowe i leży na półce. Telewizja nie jest zainteresowana i nie chce kupić Nie wiem na czym to polega.

Czyli zataczasz koło wracając z powrotem do filmu?
M.CH.:
Tak. Niebawem wracam z no-wym Reksiem i będzie się działo!

Czekamy więc z niecierpliwością i dziękuję za rozmowę.

Oceń ten artykuł
(0 głosów)
Ostatnio zmieniany środa, 05 grudzień 2018 12:39
Roman Anusiewicz

Operator filmowy. Fotoreporter - kameroman@op.pl