IRA na pożegnanie lata

Artur Gadowski lider zespołu IRA Artur Gadowski lider zespołu IRA foto: Roman Anusiewicz

Publiczność spragniona była rock-and-rola i polskiej muzyki. Wszystkim działaniom, także muzyce, towarzyszyła wtedy nadzieja na otwarcie nowych perspektyw. Przestała działać cenzura, wszyscy zachłysnęliśmy się wolnością. Tak samo muzycy, jak i publiczność - działało to w obie strony. Mieliśmy wrażenie, że możemy zrobić praktycznie wszystko, na co pozwoli nam wyobraźnia. Zapraszamy na rozmowę z liderem zespołu Arturem Gadowskim.

Roman Anusiewicz: Kiedy dołączył Pan do zespołu IRA?

Artur Gadowski.: Zjawiłem się w zespole w 1987 r. Poprzedni skład zespołu rozsypał się z różnych przyczyn zostali tylko perkusista Wojtek Owczarek i gitarzysta Jakub Płucisz Razem ze mną dołączył basista Dariusz Grudzień i klawiszowiec Grzegorz Wawrzeńczyk. W tym składzie zadebiutowaliśmy w Opolu w 1988 r.

IRA po łacinie oznacza gniew, czy nazwa zespołu miała odzwierciedlać wasze nastroje?

A.G.: Myślę, że nie ma tu żadnych podtekstów. Wymyślił tę nazwę Kuba Płucisz - założyciel zespołu, który był pod ogromnym wrażeniem grupy TSA i tego, jak publiczność skanduje podczas koncertu nazwę zespołu. Zakładając zespół szukał więc takiej nazwy, którą łatwo będzie można skandować. Przypadek sprawił, że znalazł gdzieś w słowniku słowo ira, co oznaczało gniew, skojarzyło mu się to z rock and rolem, jako muzyką buntu
i tak zostało.

Jeden z pierwszych Waszych przebojów „Mój dom”, który długo królował na listach przebojów, powstał prawie 30 lat temu - jak wspomina Pan ówczesną publiczność, jak się wtedy grało?

A.G.: Publiczność spragniona była rock-and-rola i polskiej muzyki. Wszystkim działaniom, także muzyce, towarzyszyła wtedy nadzieja na otwarcie nowych perspektyw. Przestała działać cenzura, wszyscy zachłysnęliśmy się wolnością. Tak samo muzycy, jak i publiczność - działało to w obie strony. Mieliśmy wrażenie, że możemy zrobić praktycznie wszystko, na co pozwoli nam wyobraźnia. Zniknęły pewne ograniczenia, zniknęła “żelazna kurtyna”.

10 lat później powstaje przebój „Mój kraj”, czy te wszystkie marzenia i oczekiwania spełniły się?

A.G.: "Mój kraj" jest piosenką o politykach, ludziach wybranych po to, aby rządzić mądrze i ulepszać to, co jest nieprawidłowe i złe. Jak widzimy nie bardzo sprawdzają się oni w tej roli, wręcz przeciwnie, psują co tylko się da.

Supportowaliście między innymi Def Leopard, Aerosmith, jakie emocje temu towarzyszyły?

A.G.: Z pewnością była to duża satysfakcja i radość. Oczywiście dużo zależy od samej gwiazdy, w jaki sposób traktuje zespół supportujący. My mieliśmy dużo szczęścia pod tym względem.

Koncert na pożegnanie lata - {zobacz FOTORELACJĘ}

 

“Szczęśliwego Nowego Jorku” - z powstaniem tego utworu wiąże się pewna historia.

A.G.: Jest to utwór ze ścieżki dźwiękowej filmu o tym samym tytule, autorem tekstu i muzyki jest Marek Kościkiewicz. Jest to utwór z mojej pierwszej solowej płyty. Gramy go od lat na koncertach, ale generalnie to nie jest utwór zespołu IRA tylko mój. (śmiech). Szczęśliwego nowego Jorku powstał w studiu i to dosłownie, w dość nietypowych okolicznościach. Marek zaprosił mnie do studia na nagranie, gdy przyjechałem Marka jeszcze nie było. Chciałem pod jego nieobecność zrobić próbę lub przynajmniej nauczyć się tekstu, ale okazało się że tej piosenki jeszcze nie ma. Dowiedziałem się od realizatora Michała Przytuły, że jest tylko refren. Marek przyjechał z pierwszą zwrotką, podczas gdy ją nagrywałem - napisał drugą. Praktycznie gotowy utwór usłyszałem dopiero w radiu. Nie sądziłem wówczas, że stanie się on tak popularny i że ciągle będziemy go grać.

Podsumowując te 30 lat na scenie, nasuwają się jakieś szczególne wspomnienia związane z koncertami…

A.G.: Nie mam głowy do statystyki. Jeżeli natomiast chodzi o wydarzenia, które na pewno będę pamiętał, to nasz debiut w Opolu w 1988 r., koncert w Jarocinie w 1991 r., Kiedy To jeszcze przed premierą płyty “Mój dom”, publiczność znała teksty piosenek na pamięć, kolejne to zaproszenie do suportu zespołu Aerosmith - pamiętam przegadaliśmy z nimi przed koncertem parę godzin. 15 lecie zespołu w Radomiu, które obchodziliśmy 15 lat temu - baliśmy się wtedy, że nikt nie przyjdzie na koncert, a tymczasem ludzie nie mieścili się w amfiteatrze. Ktoś obliczył, że było ich tam siedem tysięcy, gdy tym czasem obiekt mieści około trzech tysięcy widzów. Wciąż dzieją się jakieś sympatyczne rzeczy, które wspomina się dopiero po latach.

Najbliższe plany..

A.G.: Kończymy pracę nad nową płytą ukaże się w przyszłym roku - nie spoczywamy więc na laurach.

Dziękuję za rozmowę i w takim razie szczęśliwego ….

 

Oceń ten artykuł
(0 głosów)
Ostatnio zmieniany wtorek, 04 wrzesień 2018 19:55
Roman Anusiewicz

Operator filmowy. Fotoreporter - kameroman@op.pl