Nie muszę czegoś przeżyć, by coś poczuć

Tamara Kalinowska i Michał Półtorak Tamara Kalinowska i Michał Półtorak

Tamara Kalinowska - bielszczanka, od 35 lat śpiewająca na scenie krakowskiej Piwnicy pod Baranami. 13 maja wystąpiła w rodzinnym mieście na scenie Domu Kultury im. W Kubisz,
w ramach 60. Bielskiej Sceny Piosenki Niebanalnej. Towarzyszyli jej: Agata Ślazyk, Rafał Jędrzejczyk, Piotr "Kuba" Kubowicz, Paweł Pierzchała i Michał Półtorak.

 

Roman Anusiewicz: 35 lat temu rozpoczęła Pani współpracę z krakowską Piwnicą pod Baranami.
Tamara Kalinowska: To było po Festiwalu Piosenki Studenckiej, którego zostałam laureatką. Piotr Skrzynecki zaprosił mnie do siebie, aby zaśpiewać, o dziwo nie przed programem, jak większość ówczesnych „terminatorów” piwnicznych, lecz w środku. Zaśpiewałam gościnnie i tak już zostałam.

Czy pamięta Pani swój pier-wszy występ i uczucia z nim związane?
T.K.: Przez pierwszych piętnaście lat zmagałam się z niszczącą tremą, która „przeszła” mi dopiero kilka lat temu. Pozostała jedynie trema mobilizująca. To skutecznie zniechęcało mnie do śpiewania recitali.
Wiedziałam że 2/3 efektu zabierze trema. To choroba perfekcjonistów. (śmiech).

Co Pani zdaniem zadecydo-wało, iż Piotr Skrzynecki przyjął Panią do zespołu bez wahania?
T. K.: Myślę, że zadecydowało to, iż moje piosenki były zdecydowanie inne od tych, które śpiewało się w Piwnicy. Były to, z jednej strony rzeczy szokujące, z drugiej podobające się publiczności. Po raz pierwszy od czasów Ewy Demarczyk były bisy, więc być może dlatego zostałam (śmiech).

Czy czuła Pani, że rozciągał się nad Panią parasol ochronny Piotra Skrzyneckiego?
T.K.: Przychodząc do Piwnicy tak naprawdę w repertuarze miałam dwie piosenki- “Wariatkę” i “Walca”. Później śpiewałam piosenki Zbigniewa Preisnera, oczywiście identyfikowałam się z nimi, ale cały czas czułam, że to jeszcze nie jestem do końca ja. Do pisania własnych tekstów i muzyki zainspirował mnie właśnie Piotr Skrzynecki i była to inspiracja już na całe życie. Powiedział, abym obserwowała świat, ludzi i wszystko to zamykała w tekstach piosenek. Od tamtej pory sama piszę teksty i muzykę do swoich utworów.

Kierują Panią głównie serce i emocje…
T.K.: W moim życiu jeżeli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o emocje. Moje piosenki są zapisem artystycznym ludzkich przeżyć. Niekoniecznie muszą to być moje przeżycia. Nie muszę czegoś przeżyć, by coś poczuć -od tego mam zdolność, która nazywa się empatią.

Urodziła się Pani w Bielsku i mieszkała tu przez kilka lat. Czy jest jakieś miejsce, które wywołuje u Pani szczególny sentyment?
T.K.: Mimo iż tutaj spędziłam zaledwie pięć pierwszych lat mojego życia, zawsze na hasło Bielsko serce bije mocniej, szczególnie zaś na wspomnienie miejsca, gdzie mieści się obecnie Klub Nauczyciela przy ulicy Wzgórze. Tam się urodziłam. Mój wujek miał tam warsztat naprawy maszyn do szycia i pisania. Jest coś w miejscu urodzenia, że świadomie lub podświadomie jesteśmy z nim związani na zawsze.

Może to zainspiruje Panią to napisania czegoś pięknego o naszym mieście?
T. K.: Kto to wie? Może właśnie mnie Pan zainspirował. Bardzo możliwe że coś napiszę.

Kiedy ponownie będzie można usłyszeć Panią na bielskiej scenie?
T. K.: Mam marzenie aby zagrać recital w Bielsku-Białej, wtedy będziecie mogli państwo zobaczyć mnie w całej okazałości, najlepiej nie tylko z gitarą, ale z całym zespołem. Jeżeli przyjadę to wszystkich serdecznie zaproszę.

Dziękuję za rozmowę

Oceń ten artykuł
(0 głosów)
Ostatnio zmieniany sobota, 11 sierpień 2018 19:56
Roman Anusiewicz

Operator filmowy. Fotoreporter - kameroman@op.pl