Zjedz kawiorek - czyli rozmowa z Krzysztofem Daukszewiczem

Krzysztof Daukszewicz - Bielska Scena Kabaretowa Krzysztof Daukszewicz - Bielska Scena Kabaretowa

Ostatnie przedwakacyjne, 108 spotkanie z Bielską Sceną Kabaretową i gość specjalny - Krzysztof Daukszewicz.

Piotr Skucha i Krzysztof Daukszewicz

 

Roman Ausiewicz: Występuje Pan na scenie już 42 lata, czy z tej perspektywy jest Pan w stanie ocenić kiedy. Było więcej tematów do tzw. „obśmiania” w PRL-u czy teraz?
Krzysztof Daukszewicz:
Głupota jest ponadczasowa, ona nie czepia się ustroju, ona czepia się ludzi, w związku z tym czy to jest komunizm, czy III lub IV RP ludzie bywają tak samo głupi – nic na to nie poradzimy.

Czy są tematy, których Pan stara się nie poruszać w swych występach?

K.D.: Śmieję się generalnie ze wszystkich – nie mam tu jakiś zahamowań, aczkolwiek  nie tykam pana Boga i Jana Pawła II. Z kościoła śmieję się jeżeli jest śmieszny.

Którzy współcześni politycy inspirują Pana najbardziej?

K.D.: Politycy dostarczają paliwa nieustająco – jest nawet taka grupa gdyby ustawić w kolejności pan poseł Piotrowicz, Jackowski, Pięta, pani Pawłowicz .

Kabaret to zawsze stąpanie po cienkim lodzie, czy wytykając błędy i słabości na scenie stara się Pan nie przekroczyć pewnej granicy, aby nie urazić czy „ wali” Pan tak po prostu i niech będzie co ma być?
K.D.:
Ktoś kiedyś powiedział o mnie, że jestem satyrykiem lirycznym. Nawet gdy za komuny śmiałem się z Urbana, to nie z jego uszu, tylko z tego co robił. Tak samo jest w tej chwili, jeżeli ktoś wygłupia się to dlaczego mam o tym nie mówić.

Polityka polityką, ale z pewnością czerpie Pan także tematy z otaczającej nas rzeczywistości. Czy zechce się Pan pokusić o krótką ocenę społeczeństwa sprzed 40 lat a tego współczesnego – czy idziemy w dobrym kierunku?
K.D.:
My jeszcze, mówię tu o mojej grupie wiekowej, rozróżniamy rzeczywistość realną od wirtualnej. Natomiast młodzi ludzie idą coraz częściej w kierunku rzeczywistości wirtualnej i nie wiem jak sobie kiedyś poradzą. Komputery, ippony i smartfony wielu rzeczy za nich nie załatwią. Aby wbić gwóźdź trzeba mieć młotek i gwóźdź telefon za nich tego nie zrobi.

Czy młodsze pokolenie kolegów po fachu  zwraca się czasami do Pana o poradę?
K.D.:
Raczej nie, ani oni nie pukają do mnie, ani ja nie udzielam im rad. Każdy musi się zderzyć z własną rzeczywistością i sobie z nią poradzić.

Czy często zdarza się Panu improwizować na scenie?
K.D.:
Czasami zdarza się, że to sytuacje wymuszają aby powiedzieć coś innego lub coś skomentować. Kiedyś na letnim koncercie w Elblągu pod sceną stał menel, który non stop mi coś dogadywał. Musiałem być wtedy w dobrej kondycji bo prawie godzinny koncert to była rozmowa z tym menelem. Żałowałem, że nikt tego nie nagrał. Generalnie jestem w dobrej kondycji, gdyż wymusza to na mnie Szkło Kontaktowe. Tam trzeba reagować a vista na to co się zobaczy, czy to materiał, czy telefon. Staram się w dniu kiedy występuje w Szkle nie oglądać wiadomości aby być że tak powiem „surowym”. Rzucam się na głęboką wodę i albo wyjdę
z tego albo się utopię. Z reguły się nie topię.

Ludzie bardziej pana rozpoznają po głosie niż po wyglądzie…

K.D.: Tak. Podobno mam charakterystyczny głos i wiele osób patrzy na mnie dziwnie i nie kuma skąd mnie zna – dopiero jak się odezwę od razu rozpoznają.

Czy miał Pan swojego guru, na którym się wzorował?
K.D.:
Moim guru i nauczycielem był Melchior Wańkowicz, do dzisiaj mam wszystkie jego książki. Był w zasadzie guru w całym naszym domu, gdyż w jego książce „Monte Casino” opisane są między innymi losy moich dwóch wujków. Pamiętam, gdy książka ta ukazała się w Polsce, każdy z nas i mama i tata miał swój egzemplarz. Był doskonałym gawędziarzem i wydaje mi się iż tę umiejętność w lepszym lub gorszym stopniu posiadam.

Dziękuję za rozmowę.

Oceń ten artykuł
(0 głosów)
Ostatnio zmieniany poniedziałek, 13 sierpień 2018 17:17
Roman Anusiewicz

Operator filmowy. Fotoreporter - kameroman@op.pl