Ja wolny człowiek - rozmowa z Piotrem Bukatrykiem

Gwiazdą wieczoru będzie Piotr Bukartyk - autor, kompozytor, poeta, satyryk, gawędziarz, siedzący stendaper, readktor, wokalista... czyli artysta mieszający. Refleksję, rocka, humor, bluesa, powagę, folk, dystans, reggae, kabaret... z atrakcyjną oprawą i pikantnymi przyprawami. Od kilku lat Piotr pisze nowe piosenki finałowe na Festiwal Przystanek Woodstock. Ma na koncie kilka autorskich płyt, kilkanaście kultowych przebojów i potrafi zaczarować każdą publiczność.

 

Najnowsza płyta Piotra Bukartyka nosi tytuł "Ja, wolny człowiek" (premiera 8 XII 2017). Jest to zbiór piosenek wykonywanych w audycji Wojciecha Manna w każdy piątek tygodnia. Płyta została nagrana w ducie ze znakomitym gitarzystą Krzysztofem Kawałko. I on też będzie przygrywać Piotrowi na scenie.

Roman Anusiewicz: Czy przypomina Pan sobie swój pier-wszy występ na scenie?
Piotr Bukartyk: Nie wiem, co uznać za pierwszy koncert, ale pamiętam że zabłysnąłem rolą głównego zajączka, w średniakach w przedszkolu (jest z tego dokumentacja fotograficzna).
W szkole zacząłem grać głównie dlatego, że za występ w konkursie poezji śpiewanej dawali trzy dni zwolnienia z zajęć szkolnych. Do dzisiaj pamiętam wycięty z tygodnika “Razem” wiersz o tym, że starsi ludzie jesienią oddychają głębiej. Znając wówczas trzy akordy ułożyłem wtedy piękną kompozycję. Po jej wykonaniu usłyszałem od krytyka z miasta Szczecina, że zbytnio naśladuję Jana Wołka (w ten sposób dowiedziałem się o istnieniu Jasia, z którym przyjaźnię się do dziś).

Pierwsza płyta, którą udało się Panu wydać po kilkunastu latach, różniła się od tego, co śpiewał Pan wcześniej.
P. B.: Różniła się dlatego, że w tych czasach, kiedy powinno się wydawać płyty znajdowałem się w pozycji autora zbuntowanego. W wieku 18 lat byłem suportem Grzegorza Gintrowskiego, na swój sposób wyrywałem “murom zęby krat”. Generalnie przez lata tłumaczyłem światu co powinien zrobić, aby było mu lepiej, ale nie posłuchał. Nie miałem wtedy specjalnie szans na wydanie płyty.
To przyszło znacznie później, byłem już po 30-ce. Płyta nosiła tytuł „Szampańskie wersety”. Zaczynała się od postulatu, aby każdy miał prawo do orgazmu - nie zostało to przyjęte, tak jak to sobie wyobrażałem - potraktowano to jako dowcip. Zostałem wtedy po raz pierwszy “synem szatana”.

Pisze Pan teksty także dla innych wykonawców?
P..B.: Jerzy Satanowski zrobił spektakl z moich piosenek. Najfajniej jest jednak wtedy, gdy daję komuś w prezencie piosenkę, którą napisałem. W chwili obecnej z Krystyną Tkacz przygotowujemy przedsięwzięcie, gdzie będzie śpiewała moje piosenki (”Odrobinka winka”, “Kruchy jest człowiek”). Z mojego repertuaru korzysta także Zbyszek Zamachowski. Ostatnio zdarzyło się również, że moje utwory wybrała do przedstawienia dyplomowego młodzież wydziału lalkarskiego Szkoły Aktorskiej im. Zelwerowicza. Wszyscy oni byli znacznie młodsi od samych piosenek. Zostałem zaproszony na to wydarzenie i nie
ukrywam byłem bardzo wzruszony. Zdarzało mi się także pisać pod nutkę - ale robiłem to wyłącznie dlatego, że także mam rachunki do zapłacenia (śmiech).

Pana przygoda z aktorstwem?
P.B.: Kolega Arek Jakubik robił spektakl (musical “Jeździec burzy” - przyp. redakcji) z piosen-kami Doorsów. Zaproponował mi rolę Vana Morrisona. Grałem tę rolę na zmianę z Muńkiem Staszczykiem, chociaż zarówno moje jak i jego podobieństwo do Vana Morrisona jest znikome. Byłem więc taką polską odmianą żyjącego jeszcze muzyka.

Czy po tych aktorskich doświadczeniach zagrałby Pan też inne role?
P.B.: Myślę, że teraz mógłbym zrobić wszystko, nawet połykać ogień za zaliczeniem pocztowym. Jestem starym koniem, który ma do siebie wystarczająco dużo dystansu, aby wybrnąć z każdej sytuacji. Prowadziłem program radiowy, konferansjerkę. Najtrudniej wyjść poza utrwalony schemat. Rzeczywiście teatr był najtrudniejszy. Trzeba stanąć, nie można się schować za gitarą, mówi się nie swoim tekstem, a to dla mnie szczególnie trudne, potrzebna jest także interakcja z innymi aktorami. Pamiętam dwa miesiące prób teatralnych myślałem, że mnie wyrzucą. Ostatecznie grałem tego Vana Morrisona przez prawie 10 lat.

Dziękuję za rozmowę.

 

Oceń ten artykuł
(0 głosów)
Ostatnio zmieniany środa, 08 sierpień 2018 18:36
Roman Anusiewicz

Operator filmowy. Fotoreporter - kameroman@op.pl