Kabaret Młodych Panów - czyli bogowie na Bielskiej Scenie Kabaretowej

Kabaret Młodych Panów Kabaret Młodych Panów fot. Roman Anusiewicz

Po styczniowym pełnym humoru wieczorze kabaretowym udało nam się porozmawiać chwilę z jednym z członków Kabaretu Młodych Panów - Robertem Korólczykiem.

 

Gwiazdą wieczoru był cieszący się lawinowo rosnącą popularnością Kabaret Młodych Panów, który zapraszał na swój program „BOGOWIE” mocnymi obietnicami: „Ten spektakl nie załatwi Twoich spraw, ale da Ci wskazówki, da Ci wiarę, da Ci siłę”.

 

Roman Anusiewicz: Waszych widzów z pewnością ciekawi, jaka jest geneza dość oryginalnej nazwy grupy?
Robert Korólczyk: Przede wszystkim chcieliśmy być dobrze skojarzeni, istniał kiedyś Kabaret Starszych Panów - my nieco na przekór nazwaliśmy się Kabaretem Młodych Panów. Pomyśleliśmy że z czasem stanie się to nawet zabawne, gdy nie będziemy już tacy młodzi.

Skąd czerpiecie inspiracje i tematy do swoich skeczy?
R.K.: Dużo w każdym występie jest improwizacji, lecz nawet ta najlepsza musi być wcześniej przygotowana. Obserwacja życia najśmieszniejsze skecze i monologi to te z życia wzięte. Jeżeli większa część widowni może utożsamiać się z tym, co aktor mówi - to jest dobrze i śmiesznie, do tego dochodzi oczywiście gra aktorska. Musimy zobaczyć na scenie samych siebie.

Obserwujecie swoją widownię jak zmieniła się przez lata, czy teraz śmiejemy się z czegoś innego?
R.K.: Myślę, że różnicy nie ma, zawsze śmieszy nas nasze życie, zmieniła się tylko tematyka. Kiedyś nie śmialiśmy się na przykład z facebooka, nie było także smartfonów. Pamiętam jeden z naszych pierwszych numerów, który powstał w okresie, gdy sprowadzano do Polski duże ilości samochodów nie da się ukryć, że w różnym stanie, była to zazwyczaj „szupa” z której dopiero robiło się auto. Skecz nazywał się „Blacharz”.
My się nie zmieniamy, zmienia się tematyka i za nią musimy nadą- żyć.

Czy są tematy, których się obawiacie i wolicie nie poruszać podczas swoich występów?
R.K.: Jako kabaret nie boimy się niczego. Często podchodzimy do trudnych i odważnych tematów. Jakiś czas temu wraz z kabaretem Smile zajęliśmy się tematem rasizmu. Czarno na Białym. Staraliśmy się pokazać różne oblicza rasizmu, chcieliśmy aby było to mądre i z przesłaniem. Nie chcieliśmy podejść do tematu zbyt płytko. Na wszystko trzeba mieć pomysł. Oczywiście zawsze znajdzie się ktoś, kto może się obrazić, czy to będą policjanci czy księża. Ważne jest zachowanie dystansu do siebie i myślę, że jest go na szczęście dużo w naszym społeczeństwie.

Jaki rodzaj występów sprawia Wam największą satysfakcję, występy kameralne, czy przed dużą publicznością?
R.K.: Uwielbiamy występować tam, gdzie nas chcą i gdzie przychodzi publiczność, aby nas oglądać. Nie ma znaczenia czy jest to impreza plenerowa, czy mała sala. Ważne aby publiczność, która przychodzi na nasze występy, miała dystans do siebie, lubiła się pośmiać i miała podobne do nas poczucie humoru.

Czy na co dzień jest pan także duszą towarzystwa, czy stara się zachować powagę?
R.K.: To bywa różnie i zależy od towarzystwa w jakim się znajduję, na jaką swobodę mogę sobie pozwolić. Czasami zaś lubię poobserwować co inni mają do powiedzenia. Z tego czasem rodzą się nowe pomysły sceniczne. Ważne jest, aby znać także inne punkty widzenia poza własnym. Łatwiej wtedy napisać skecz „wypośrodkowany”, zawsze jest przecież kilka racji.

Czy zawsze Pan marzył aby zostać “kabareciarzem”? Kim są z zawodu członkowie grupy? Czy macie jakiś awaryjny plan B, gdyby coś nie wypaliło?
R.K.: Na razie o tym nie myślimy, cały czas pracujemy nad sobą i nad naszym programem. Uważam, że dopóki się pracuje, a nie tylko odcina kupony od sławy, to nie ma obawy, iż utraci się swoją publiczności i swoich fanów. Staramy się więc to robić jak najlepiej potrafimy. Dzisiaj nie warto zastanawiać się co będzie potem, trzeba całą energię poświęcić dla pracy i rodziny. Jeżeli chodzi o nasze zawody to ja osobiście zajmowałem się wieloma rzeczami; pracowałem w urzędzie, byłem barmanem, kelnerem - jestem taki murarz-tynkarz-akrobata. Łukasz Kaczmarczyk jest animatorem kultury, Bartek Demczuk ma kierunek celny, Mateusz Banaszkiewicz z zawodu kelner, ma smykałkę do pisania książek. Chcielibyśmy jednak i mam nadzieję, że tak się stanie, dotrwać do emerytury prowadząc kabaret i robić to jak najlepiej i jak najdłużej.

Życzę więc ciekawych czasów, aby nie zabrakło tematów.
R.K.: Czasy są zawsze ciekawe, trzeba tylko za nimi nadążyć, czego sobie i kolegom życzę.

Oceń ten artykuł
(0 głosów)
Ostatnio zmieniany sobota, 11 sierpień 2018 19:31
Roman Anusiewicz

Operator filmowy. Fotoreporter - kameroman@op.pl