Dla mnie nie mniej ważne od muzyki, jest przesłanie, jakie ona niesie - rozmowa z Weroniką Janica

Weronika Janica - WOIK Weronika Janica - WOIK

 

Sylwia Cegieła: Woik - to projekt niekomercyjny, a przynajmniej tak deklarujecie. Nie łatwiej byłoby wam wyprodukować coś komercyjnego? Z czym wam się w ogóle kojarzy komercja?
Weronika Janica: Wbrew pozorom mnie osobiście nie byłoby łatwiej stworzyć czegoś komercyjnego. Ze swoimi poglądami nie byłabym w stanie tego zrobić, będąc jednocześnie w porządku wobec siebie samej. Skoro coś mi się nie podoba, to tego nie popieram i idąc dalej nie robię czegoś sprzecznego z przekonaniami, jeśli mam na to wpływ (w przeciwnym razie byłyby one nieprawdziwe). A komercyjność utożsamiam z ocenzurowaniem czegoś, co naturalnie z człowieka wychodzi (jako reakcja na otoczenie) w celach czysto zyskownych. Można powiedzieć, że jest to coś robionego "na zamówienie" pop-kultury, która ma swoje założenia: muzyka ma być beztroska, do "zabawy", czymś dla ogółu. Tym samym, następuje omijanie (i stwarzanie) tematów tabu. Skutek zysku wiąże się z tłumieniem i stłamszeniem w zarodku wszelkiej kreatywności sugerując, że to bez sensu, bo „nie sprzeda się”..

Dlaczego chcesz śpiewać reggae w Polsce, gdzie wiodącymi gatunkami są pop i rock?
W.J.: Skoro robię coś niekomercyjnego to nieszczególnie interesuje mnie, co jest wiodące. Jak już wspominałam, nie zakładam, że śpiewam tylko reggae. Śpiewam również punka, poezję śpiewaną, ostatnio nawet miałam okazję śpiewać do muzyki elektronicznej. Udzielam (udzielałam) się też w innych projektach i zespołach.

Macie zatem dość ambitne założenia. Skąd się wzięła nazwa zespołu? To jakiś skrót?
W.J.: Przede wszystkim to nie jest nazwa zespołu. Projekt przybrał taką nazwę ze względów stricte autorskich: utwory wymyśliłam samodzielnie i dopiero potem rozpoczęłam poszukiwania ludzi, którzy chcieliby mi pomóc w nagraniach. Dlatego też projekt automatycznie przejął nazwę autorki. Woik to moja ksywka, wymyślona we wczesnym dzieciństwie. Pewnego dnia podpisałam swój rysunek jako Woik, będąc przekonana, że napisałam Weronika. Nie umiałam jeszcze pisać wszystkich liter. WOIK jest więc skróceniem imienia, jeśli można tak to ująć (WerOnIKa).

A to mnie teraz zaskoczyłaś. Skoro już wspomniałaś o twórczości, to trzeba powiedzieć, że już 9. grudnia wyszedł wasz debiutancki album. Opowiedz coś o nim. Czym jest dla ciebie ta płyta?
W.J.: Tak, udało się wreszcie wydać ten materiał, co zawdzięczam wielu wspaniałym i bezinteresownym osobom. Przy tej okazji raz jeszcze chciałam im teraz podziękować. Myślę, że najwięcej treści, którą chciałabym przekazać jest zawartej w tekstach utworów. To dla słuchaczy. A dla mnie osobiście ta płyta jest dodatkowo dokumentem bardzo ważnego okresu w moim życiu; swego rodzaju przebudzenia, wzięcia na swoje plecy bagażu odpowiedzialności i podejmowania świadomych decyzji.

Dopiero więc wkraczasz na scenę z własnymi utworami. Jak zatem chcesz się zaprezentować swojej publiczności? Masz na siebie jakiś patent?
W.J.: Chcę (mówię za siebie) zaprezentować się zupełnie szczerze. Ze świadomością niedoskonałości chcemy przekazać to, co mamy do powiedzenia, bez zbędnego koloryzowania. Tacy, jacy jesteśmy, bez przebrań i masek.

Trochę to ryzykowne, podobnie zresztą jak sam gatunek. Jak odbierasz fakt, że w ostatnim czasie muzyka reggae stała się dość popularna? Można ją usłyszeć nawet w radiu.
W.J.: Jak już wspomniałam, raczej nie obchodzi mnie muzyka popularna, toteż nie śledzę aktualności z nią związanych. Wiem tyle, ile obiło mi się o uszy plus to, co pamiętam z wcześniejszych lat. Zwracam uwagę na to, co mi się nie podoba i przykro mi, jak słyszę dobrą muzykę z „płytkim” tekstem. Podobnie, a może i gorzej, czułam się 11. listopada, gdy neonaziści podczas marszu niepodległościowego w Warszawie utożsamiali się z byciem straight edge... Nic nie jest jednak czarno-białe i nawet w komercyjnych stacjach radiowych zdarza się usłyszeć utwory niosące jakieś pozytywne przesłanie. Już nie mówiąc o tym, że czasem puszczają również klasykę czyli, np. Boba Marleya i dobrze.

To prawda, też często słyszę utwory z gatunku tych mniej komercyjnych i trochę to odświeża umysł. Porozmawiajmy nieco o samym gatunku. Co oznacza reggae?
W.J.: Dla mnie reggae to muzyka. Dokładniej nazwa gatunku, który narodził się na Jamajce i polega na przesunięciu akcentu z „1” na „1i”. Jest popularna w ruchu Rastafari, co czasem jest mylnie brane jako całość i źle interpretowane. I potem mi ktoś wmawia, że „aaa słucha reggae… to pewnie jara (pali marihuanę)” co nie jest prawdą.
Ze swoim podążaniem za "nie uzależnieniem od niczego" (jak śpiewam w utworze „Zwierzęta Wśród Zwierząt”) nie jestem zbyt blisko "kultury reggae" rozumianej tak, jak kreują to media i otoczenie. Dodajmy bardzo często w niezwykle krzywdzący sposób. Myślę, że odwołania do idei Rastafari, choćby jej pokojowo-rewolucyjnego aspektu, głoszenia potrzeby miłości, braterstwa i powrotu do natury, postulatu przeciwstawienia się konsumpcyjnemu społeczeństwu, potrzeby walki o swoje prawa, równości wszystkich ludzi, itp. dobrze wpisują się w projekt WOIK-a i tożsame są z ogólnym przesłaniem moich tekstów... Ale to złożona sprawa i osobie nie zagłębionej wystarczająco w reggae lub czerpiącej opinię o kulturze reggae z niepewnego źródła i środowiska, często wręcz profanującego jej rzeczywiste, pierwotne i prawdziwe przesłanie, może po prostu być trudno popatrzeć obiektywnie i przychylnie na tę sprawę.

O co więc właściwie chodzi w reggae? Tłumaczysz to w utworze pt. „Reggae Nadzieja… Dlaczego został napisany? Czy sam gatunek to tylko muzyka czy filozofia życia?
W.J.: Tak, muszę powiedzieć kilka zdań o samym utworze „Reggae Nadzieja”, bo zdarza się, iż jest interpretowany w taki sposób, o którym nawet bym nie pomyślała. Utwór napisany został "ku pokrzepieniu serc", aby niósł nadzieję najbardziej potrzebującym, zagubionym i bezsilnym. Także tym, którzy stoją w obliczu śmierci związanej z chorobą, starością itp. Jest ten utwór jednocześnie pewnym hołdem złożonym muzyce reggae, Marley'owi. Podziękowaniem nade wszystko. I chodzi tu bardziej o te niezwykłe, wymyślone pod koniec lat 60-tych dźwięki, niż całą otoczkę związaną z ruchem religijnym Rastafari. Słowo „rasta” pojawiające się w refrenach, równie dobrze można zamienić na słowo „każdy”. Zresztą, samo zakończenie utworu wyraźnie to pokazuje.
Tak naprawdę chodzi o KAŻDEGO czło-wieka, dla którego dźwięki reggae są tak bliskie i na którym wywarły tak duży wpływ. Bez filozofii naprawdę!

Wasza muzyka to połączenie reggae z punkiem. Skąd ten pomysł?
W.J.: Połączenie tych gatunków to jedynie opis tego, co powstało (moim zdaniem chyba najtrafniejsze). Tworząc utwory, nie zakładam gatunku. Co zresztą słychać w nagraniach, gdyż nie jest to ani typowy roots ani punk. To najpierw wyszło ze mnie, a potem było poddane "ugatunkowieniu", bo przecież wszystko na tym świecie musi być opisane. No ale powiedzmy, że w przypadku muzyki to czasem się przydaje, gdyż podpowiada potencjalnemu słuchaczowi, czy materiał ma szansę przypaść mu do gustu. Dodatkowo (co zauważyłam później i wcale nie brałam pod uwagę przy komponowaniu raczej wyszło intuicyjnie), reggae w połączeniu z punkiem tworzy taką sprzyjającą przestrzeń. Przejścia są dość emocjonalne. Na przykład reggae z mocnym tekstem (którego świadomość mam nadzieję narasta w słuchaczu) przechodzi w szybsze
i ostrzejsze granie (dogłębne odczucie emocji), a przy ponownym zwolnieniu następuje ulga, upust emocji. Przynajmniej ja tak to odczuwam. Dobrym przykładem są tu "Zwierzęta Wśród Zwierząt" czy też "Moja Kraina" ale to już interpretacja.

Dlaczego swoje utwory śpiewasz w języku francuskim, skoro wszyscy śpiewają po angielsku? Przecież ten język niewiele ludzi rozumie…
W.J.: Jak widać, jednak nie wszyscy śpiewają po angielsku. Moim zdaniem, francuski jest językiem bardzo melodyjnym i przyjemnym dla ucha. Poza tym, tego języka się uczę, więc postanowiliśmy to wykorzystać w jednej piosence. W dodatku, w coverze, który pewnie również dzięki zmianie języka jest zupełnie inny od oryginału.

Czy myślisz, że reggae ma szansę stać się gatunkiem komercyjnym i zagościć w umysłach Polaków na dłużej niż kilka sezonów?
W.J.: Wydaje mi się, że reggae jako gatunek nigdy nie zastąpi popu choćby dlatego, że jest trudniejsze i bardziej skomplikowane trzeba je czuć. Jednak, gdy rozpatrujemy to bardziej jednostkowo: istnieją przecież komercyjni twórcy reggae, więc teoretycznie tak.

Jaka jest twoja recepta na udany przebój?
W.J.: Na scenie niezależnej (w ramach której występuję) pojecie przeboju nie istnieje, tak samo jak support czy lider zespołu. Kojarzy się z wielkim show popkultury i z utworem lekkim, łatwym i „przyjemnym”. Dla mnie niemniej ważne od muzyki jest przesłanie, jakie ona ze sobą niesie.

Skąd czerpiesz inspiracje do tekstów?
W.J.: Z życia codziennego. Często są to przemyślenia, zauważenia, wyciągnięte wnioski, próba zwrócenia uwagi na problemy które dostrzegam czy jakaś refleksja, którą chcę się podzielić. Innymi inspiracjami są słowa (wypowiedzi), często niejednoznaczne wyłapujące w bardzo różnych przestrzeniach. Zarówno w miejskiej, domowej, metafizycznej, jak i szkolnej. Z pewnym naciskiem na ostatnią, bo chcąc nie chcąc spędzam w szkole sporo czasu. Zdarzyło mi się układać teksty nawet na matematyce. Z kolei utwór „Papierowi Ludzie” powstał na zielonej szkole. Lubię tworzyć gry słowne, analizować znaczenie słów i wyrażeń, które kiedyś się przyjęły, a na co dzień nie zwraca się na nie uwagi. Nie wzbudzają one podejrzeń i mało kto podważa ich sens. Mowa/język jest bardzo umowna/umowny. Nie oddaje w 100% tego, co mamy w głowie, a jedynie próbuje doprowadzić słuchacza do myśli nadawcy.

Czyli jednak się nie ograniczasz. A czym jest dla ciebie sukces?
W.J.: To zrobienie czegoś, co było nie lada wyzwaniem lub wręcz czegoś, co wcześniej wydawało się niemożliwe, odległe czy było marzeniem. Jest uwieńczeniem długiej drogi wypełnionej ciężką pracą.

Jak scharakteryzowałabyś fanów muzyki reggae?
W.J.: Zamiast o fanach wolałabym mówić o jedności i potrzebie zniesienia barier dzielących wykonawców i publiczność. I dotyczy to, niestety, nie tylko komercyjnej sceny muzycznej.

Opowiedz o swoich inspiracjach muzycznych.
W.J.: Jest to muzyka, którą się otaczam. Słucham dużo i w bardzo różnych miejscach. Ta słyszana na żywo podczas koncertów najbardziej na mnie oddziałuje. Zmagazynowana w ten sposób pozytywna energia pozwala niekiedy na powstanie czegoś nowego.

Śpiewacie mocno zaangażowane wege-eko-wolnościowe teksty, jak czytam na fanpage'u. Co to właściwie oznacza?
W.J.: To taki skrót pełniący podobną funkcję jak określenie muzyki gatunkiem. Ma podpowiedzieć potencjalnemu słuchaczowi, czego może się spodziewać. Teksty są zaangażowane świadomościowo. Można w nich znaleźć rozwinięcia tematów związanych m.in. z wegetarianizmem, ekologią, prawami i wolnością człowieka i zwierząt. Czyli nie są beztroskie, płytkie czy do zabawy tylko do zastanowienia i przemyśleń.

Czujesz się bardziej obserwatorką-komentatorką, która próbuje za pomocą tekstów i muzyki przekazać jakąś głęboką prawdę ludziom czy tylko piosenkarką ograniczającym się do przekazania swojej opinii na temat otaczającego Ciebie świata?
W.J.: Generalnie staram się nie ograniczać. Po zauważeniu czegoś pojawia się komentarz, po komentarzu wniosek, zaś po wniosku jakieś działanie przybliżające do zmiany. Właściwie chcę przypomnieć
o prawdzie, która wydawałoby się powinna być oczywista, ale jakoś system próbuje ją wyprzeć ze świadomości społecznej.

Twoje największe marzenie to…
W.J.: Największym marzeniem jest pokój na świecie i brak przemocy na każdej płaszczyźnie.

Brzmi trochę jak wypowiedź kandydatki z konkursu piękności. Gdyby nie śpiew, to co być w życiu robiła?
W.J.: Robię wiele innych rzeczy. Gram na instrumentach. Wykonuję prace plastyczne w wielu technikach (w tym również streetart), trenuję capoeirę. Interesuję się teatrem, chodzę na koncerty, piszę wiersze
i artykuły. Robię dready, no i… chodzę do szkoły.

Gdzie będzie was można posłuchać w 2018 roku? Jakie macie plany?
W.J.: Myślimy nad tym, by z okazji wydania płyty zorganizować chociaż kilka koncertów. Pierwsze propozycje od promotorów i organizatorów już do nas wpłynęły. Na dzień dzisiejszy nie ma jednak do końca sprecyzowanych żadnych terminów. Prosimy o śledzenie WOIK-a na fb.com/woik.band. Wszystkie informacje dotyczące ewentualnych koncertów z odpowiednim wyprzedzeniem właśnie tam się pojawią.

Wasi fani z pewnością będą śledzić fanpage. Dziękuję za rozmowę i życzę, aby album okazał się sukcesem.

 

Oceń ten artykuł
(0 głosów)
Ostatnio zmieniany środa, 08 sierpień 2018 13:09
Sylwia Cegieła

Absolwentka wydziału filozoficznego UŚL. Marketingowiec i PR-owiec w jednym - media społecznościowe. Dziennikarka z zamiłowania. Autorka bloga "Kulturalne rozmowy".

www.sylwiacegiela.pl