Śmiertelne wyliczanki

Jej książka "Wilcze kobiety" głosami czytelników w plebiscycie Książnicy Beskidzkiej, wybrana została książką roku 2018. Mimo, iż jako pisarka zadebiutowała dość późno, ma na swoim koncie 10 powieści kryminalno-obyczajowych, których akcja umiejscowiona jest w realiach Bielska-Białej i okolic.

Wiernych czytelników Pani twórczości z pewnością ucieszy fakt ukazania się nowego cyklu powieściowego pod tajemniczym tytułem „Śmiertelne wyliczanki”. Pierwsza z cyklu pozycja zatytułowana "Mam chusteczkę haftowaną" jest już w sprzedaży, premiera kolejnej "Chodzi listek koło drogi" przewidziana jest na marzec. Czy jest już plan na dalsze wyliczanki i jakie będą nosić tytuły, co oprócz nawiązania do dziecięcych zabaw będzie ich łączyło? 
Hanna Greń: Następne części będą nosić tytuły: Rolnik sam w dolinie, Stary niedźwiedź mocno śpi, Ojciec Wergiliusz uczył dzieci swoje. Od początku miałam w głowie zarysy fabuły poszczególnych części i jak na razie trzymam się planu w miarę dokładnie, choć pewne modyfikacje już zostały wprowadzone. Wszystkie te części łączyć będą osoby głównych bohaterów – Kostka, Marioli i Joachima.

Tym, którzy po raz pierwszy spotykają się z Pani twórczością, przypomnijmy iż debiutowała Pani w 2014 r. powieścią „Cień Sprzedawcy Snów”. Był to dość późny debiut jak na pisarza aczkolwiek potem powieści posypały się jak z rękawa. Czy wcześniej nie myślała pani o pisaniu? 
H.G.: O pisaniu myślałam od dzieciństwa i nieraz podejmowałam próby, ale żadnej nie doprowadziłam do końca. Najpierw przeszkadzał fakt, że nie piszę po kolei. Opisując jakąś scenę, nie wiem, w które miejsce ona trafi. Wtedy nie było jeszcze komputerów z funkcją „wytnij – wklej”, więc pozostawało tylko żmudne przepisywanie, a to mnie skutecznie zniechęcało. Później poświęciłam się wyłącznie pracy zawodowej i przez długie lata nie myślałam o pisaniu.

Jest Pani z wykształcenia ekonomistką – porzuciła pani swój zawód dla pisania powieści kryminalnych. Czy ten wyuczony kierunek pomaga Pani w jakiś sposób planować kolejne morderstwa?
H.G.: Właściwie tak. Ekonomia wymaga logicznego myślenia, a to jest niezbędne przy planowaniu zbrodni.

Odnośnie kryminalnych wątków powieści korzysta Pani z usług prywatnego konsultanta. Jest nim Pani mąż – emerytowany policjant, który jako pierwszy recenzuje nowe teksty. Czy uwzględnia pani wszystkie jego uwagi?
H.G.:
Mój mąż jest nie tylko emerytowanym policjantem. Jest także wytrawnym czytelnikiem, więc czytając testowo moją powieść, zwraca uwagę także na inne kwestie, nie tylko te związane z wątkiem kryminalnym. Uwzględniam jego uwagi, choć czasem wiąże się to z koniecznością wprowadzenia istotnych zmian. Wychodzę z założenia, że nie po to zatrudnia się konsultanta, by lekceważyć jego wskazówki. Czasami próbuję negocjować, ale w końcu i tak uwzględniam te uwagi.

Akcja powieści, które zostały wydane w cyklu "W trójkącie Beskidzkim" rozgrywa się w Wiśle, czyli w Pani rodzinnym mieście. Podobnie ma się rzecz z innymi pozycjami – lokuje Pani ich akcję w miejscach rzeczywiście istniejących. Czy ten nazwijmy to chwyt literacki sprawdza się w praktyce?
H.G.: Coś, co wynika głównie z lenistwa, okazało się niezłym chwytem marketingowym. Piszę o miejscach, które znam, gdyż jest to wygodniejsze od wymyślania nieistniejącej miejscowości albo do opisywania miejscowości, która jest mi obca. Tymczasem okazało się, że wielu czytelników przyciąga do moich książek właśnie miejsce akcji, gdyż mogą fabułę konfrontować z rzeczywistością.

A jak to jest z bohaterami powieści? Czy mają swoje pierwowzory?
H.G.: Żaden z bohaterów nie został w całości odwzorowany na realnej postaci, każdy natomiast został obdarzony jakąś cechą, którą komuś po prostu ukradłam. Na swe usprawiedliwienie dodam, że siebie samą też okradłam z wielu cech, obdarzając nimi bohaterki.

Czy przywiązuje się Pani do bohaterów swoich powieści?
H.G.: Owszem, przywiązuję się nawet za bardzo. Dlatego powstają powieściowe cykle – Po prostu nie umiem rozstać się z bohaterami, którzy są dla mnie jak przyjaciele.

Kto jest głównym odbiorcą Pani książek, lub inaczej dla kogo pani je pisze?
H.G.: Chciałabym pisać dla wszystkich, ale wiem, że jest to niemożliwe. Wobec tego postanowiłam pisać tak, jakbym pisała dla siebie. Tym samym moje książki są pisane dla osób, które w powieści kryminalnej nie szukają krwawych opisów i spektakularnych wyczynów bohaterów, za to bardziej nastawiają się na poznanie powodów, dla których ktoś dokonuje zbrodni. Jestem już zmęczona czytaniem o sfrustrowanych śledczych, niemal zawsze mających nieudane życie osobiste, problemy z alkoholem i zaburzone relacje z przełożonymi, staram się więc przełamać ten stereotyp. Dlatego moi policjanci prowadzą w miarę normalne życie, a ich problemu nie odbiegają od problemów przeciętnych ludzi.

Kto był Pani literackim guru? Kto ze współczesnych pisarzy wzbudza w pani pozytywne emocje?
H.G.: Zawsze chciałam pisać tak zajmująco, jak czyniła to Helena Sekuła, autorka kryminałów w czasach PRL. Może kiedyś uda mi się jej dorównać? Ze współczesnych autorów powieści kryminalnych bardzo cenię twórczość Małgorzaty Rogali, Ryszarda Ćwirleja i Wojciecha Chmielarza.

Pomimo iż pisze pani kryminały to łączą się w nich wątki kryminalne z obyczajowymi, czy pokusi się Pani kiedyś na powieść typowo obyczajową?
H.G.: Taką powieścią miała być dylogia „Polowanie na Pliszkę”, ale niechcący fabuła zbyt dryfowała w stronę kryminału i w efekcie powstała obyczajówka z wątkiem kryminalnym. Podczas pisania kolejnej obyczajówki bardziej się pilnowałam i w ten sposób powstała „Północna zmiana”. Jest to powieść stricte obyczajowa, a jej akcja rozgrywa się głównie w Bielsku-Białej, w latach osiemdziesiątych i nawiązuje do zdarzeń historycznych, takich jak na przykład strajk bielski.

Często uczestniczy Pani w spotkaniach autorskich – czy lubi Pani tę formę kontaktu z czytelnikiem?
H.G.: Chętnie uczestniczę w spotkaniach autorskich. Bardzo lubię spotykać się z czytelnikami i opowiadać o swojej pracy nad książkami. Niestety lokalizacja naszego miasta nieco to utrudnia, gdyż wszędzie mamy daleko i wyjazd na jedno spotkanie na drugi koniec Polski zwyczajnie żadnej ze stron się nie opłaca.

Czy ma Pani swojego faworyta a raczej faworytkę pośród licznych już tytułów powieści?  
H.G.: Jeśli miałabym wybierać, to myślę, że byłaby to Petra cyklu „W Trójkącie Beskidzkim”. Ewentualnie Kornelia Pliszka z „Polowania na Pliszkę”. Właściwie najbliższa jest mi Inga z „Północnej zmiany”, lecz ta powieść nie została jeszcze wydana i nie wiem, czy w ogóle ktoś ją wyda, gdyż zawarte w niej postrzeganie pewnych faktów nie całkiem odpowiada ogólnie przyjętej interpretacji.

Dziękuję bardzo za rozmowę.

Dla naszych czytelników niespodzianka!
Jeżeli chcecie stać się właścicielami najnowszej powieści Hanny Greń - "Mam chusteczkę haftowaną", rozpoczynającej cykl powieściowy "Śmiertelne wyliczanki" prześlijcie na adres redakcji:
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. odpowiedź na pytanie:
ILE TYTUŁÓW ZAWIERA SERIA KRYMINALNA "W TRÓJKĄCIE BESKIDZKIM"?
Pośród prawidłowych odpowiedzi wylosujemy 5 osób. Na wasze maile czekamy do 25 lutego. 

Oceń ten artykuł
(1 głos)
Ostatnio zmieniany wtorek, 05 luty 2019 13:06