Reklama

Głęboko wierzę, że animacja klasyczna nie odejdzie do lamusa

Mieczysław Poznański przy kamerze Mieczysław Poznański przy kamerze archiwum SFR

Andrzej Orzechowski - scenarzysta i reżyser. Urodzony w 1955 w Bielsku-Białej. Absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie (1980). Od 1984 roku związany ze Studiem Filmów Rysunkowych w Bielsku-Białej. Jako reżyser debiutował filmem "Animalki" (1988). Między innymi jest współautorem scenariuszy filmów pełnometrażowych „Bolek i Lolek na Dzikim Zachodzie“ (1986) oraz „Gwiazda Kopernika” również współreżyser (2009) ponadto autorem i współautorem seriali telewizyjnych: „Między nami bocianami“ (również współreżyser), „Podróże Kapitana Klipera“ oraz „Kuba i Śruba” (również współreżyser). W 2010 r. pełnił obowiązki dyrektora Studia Filmów Rysunkowych, a następnie był Prezesem Zarządu Studia Filmów Rysunkowych Sp. z o.o. w Bielsku-Białej. Po przekształceniu Spółki w Państwową Instytucję Kultury został powołany z dniem 18 grudnia 2015 r. na stanowisko dyrektora Studia Filmów Rysunkowych. Jest członkiem ZAiKS-u i Stowarzyszenia Filmowców Polskich (obecnie jest członkiem Zarządu Sekcji Filmu Animowanego (2-ga kadencja) i członkiem Zarządu Koła Filmu dla Dzieci i Młodzieży).

Roman Anusiewicz: Bielskie Studio Filmów Rysunkowych tętniło niegdyś życiem, malarki, faziści, animatorzy. Jak wyglądała ich codzienna praca w studio?

Andrzej Orzechowski: Animatorzy siedzieli w dużych salach i pracowali 8 godzin dziennie z przerwą na odpoczynek. Mieli swoich asystentów, zajmujących się fazowaniem, czyli rysowaniem faz ruchu pomiędzy głównymi fazami animacyjnymi. Ogromna rzesza ludzi pracowała też w malarni. Ręcznie kopiowano tam rysunki animacyjne na celuloidy a następnie malowano je również ręcznie. Równocześnie w dekoratorni przygotowywano dekoracje do kolejnych ujęć. Następnie wszystko to trafiało do pokoju zdjęć, w którym operatorzy składając dekoracje z celuloidami, filmowali klatka po klatce kolejne ujęcia filmu. Rzeczywiście przy analogowej produkcji pracowała w jednym miejscu ogromna rzesza ludzi. Wszystko to zmieniło się w momencie wejścia nowej technologii cyfrowej do produkcji filmowej. Sieć internetowa połączyła ludzi znajdujących się w różnych miejscach. Odkąd pojawił się internet znikła potrzeba by animatorzy, ludzie tworzący film, znajdowali się razem w tym samym miejscu. Przy ostatniej naszej produkcji pełnometrażowej “Gwiazda Kopernika” pracowało ponad 60 animato-rów, przy czym tylko kilku było zatrudnionych w Studio. Praktycznie większość animacji, przy tej i innych produkcjach Studia, wykonują ludzie z zewnątrz i nie jest to pomysł, który wypłynął ze studia. Taki model produkcji przyjęły studia filmów animowanych w Polsce. Obecnie nieomal wszyscy animatorzy w naszym kraju funkcjonują na wolnym rynku. Stąd rysownicy, uczestniczący w jednym projekcie, po jego ukończeniu przechodzą do następnego, często zmieniając przy tym nie tylko film i reżysera, ale również studio będące producentem. Najczęściej ci animatorzy animują na tabletach, często w domu, a gotowe prace przesyłają do producenta drogą elektroniczną.

Czy rozwój współczesnej technologii wyparł dzisiaj pracę człowieka?

A.O.: Na szczęście nie i mam nadzieję, że nigdy tak się nie stanie. Są programy komputerowe do pisania scenariuszy, czy powieści, są programy graficzne do plastyki, zapewne są też programy do pisania muzyki, ale czy ktoś zna poważne dokonanie w dziedzinie artystycznej wykonane przez komputer? Mimo rozwoju technologii ważne procesy twórcze nadal wykonuje człowiek i animacja to takich twórczych prac z całą pewnością należy. Nikt nie zastąpi wspaniałego aktora, który wie gdzie zawiesić głos, zrobić pauzę, czy zaskoczyć nas rozwiązaniem, którego nie da się wyczytać z książek. A przecież animator to jest właśnie aktor, tyle tylko, że nie daje swojej twarzy, nie pracuje ciałem, ale wykorzystuje swój talent do rysowania, do ożywiania rysunków w ruchu. Dość powszechnie wiadomo, że na talent nie ma rady, więc na kwestię postawioną przez Pana można odpowiedzieć, zadając pytanie retoryczne, czy ktoś kiedyś spotkał utalentowany komputer?

Czy łatwo jest obecnie nakręcić film, a przede wszystkim zdobyć na niego fundusze? Jak wyglądało to kiedyś, a jak teraz?

A.O.: Kiedyś to był zupełnie inny świat. Trzeba zacząć od tego, iż w czasach PRL-u studio miało stabilne warunki ekonomiczne. Ówcześni dyrektorzy otrzymywali określoną pulę pieniędzy na produkcję filmową i musieli ją podzielić na konkretne filmy. Często zdarzało się, że proszono reżysera, aby nakręcił jeszcze jeden film do planu rocznego, stąd głównym zadaniem ówczesnego dyrektora było pilnowanie by załoga wykonała przyjęty wcześniej plan. Wszystko zmieniło się po 1989 roku. Zniknął mecenas utrzymujący studia filmowe w Polsce. Odtąd na każdy projekt filmowy sami musimy zdobywać fundusze. Poza nielicznymi wyjątkami, bez uzyskania dofinansowania z Polskie-go Instytutu Sztuki Filmowej, nie ma szans zaistnieć żadna produkcja.Dofinansowanie obejmuje jednak maksimum 50%, a resztę każdy producent musi znaleźć na rynku. W kraju albo poza nim. Przykładem “Kuba i Śruba” nasz ostatni serial, w którym koproducentami byli: Telewizja Polska, firma producencka z Czech oraz Narodowy Instytut Audiowizualny. Obecnie poza dwoma filmami autorskimi, które znajdują się w różnych fazach produkcji, trwają przygotowania do realizacji dwóch seriali animowanych. Jednym z nich jest nowy sezon serialu “Kuba i Śruba”, drugim zupełnie nowa propozycja. Wejście do produkcji zarówno jednego jak i drugiego serialu nie nastąpi po zamknięciu ich okresu przygotowawczego, ale dopiero, gdy uda się domknąć ich budżety.

Czy próbujecie odnawiać stare filmy?

A.O.: Do chwili obecnej zostało zrekonstruowanych około 30 krótkich filmów. W roku bieżącym rozpoczęły się prace w ramach ogromnego projektu nazwanego w skrócie Polską Cyfrową. Studio Filmów Rysunkowych jest członkiem konsorcjum utworzonego przez Polski Instytut Sztuki Filmowej i siedem państwowych studiów filmowych. Chodzi o cyfrową rekonstrukcję i digitalizację polskich filmów fabularnych, dokumentalnych i animowanych w celu zachowania dla przyszłych pokoleń polskiego dziedzictwa filmowego. W ramach tego projektu rekonstrukcji zostanie poddana spora część filmów bielskiej wytwórni, zarówno tych dla dzieci (krótkich i pełnometrażowych), jak i filmów autorskich dla widowni dorosłej. Prace te potrwają do końca 2020 roku. Należy wyjaśnić, że rekonstrukcja cyfrowa filmu to proces oczyszczania i naprawiania obrazu i dźwięku z negatywów filmowych, które niszczy czas. To również zapisanie zrekonstruowanego materiału na najwyższej jakości nośni-kach. Nie jest to tani proces, więc cieszymy się, że udało nam się pozyskać znaczące pieniądze, które pozwolą przynajmniej części z filmów powstałych w Bielsku dać szansę na drugą młodość.

Czy w takim razie Bolek i Lolek mają szansę na reaktywację?

A.O.: Bolek i Lolek czy Reksio to w dalszym ciągu są seriale, które cieszą się zainteresowaniem widowni. Niestety, o ile w Polsce telewizje emitują stare polskie bajki nie poddane procesowi rekonstrukcji, to żadna telewizja zachodnia ze względu na jakość techniczną materiałów, na których są one zarejestrowane, tych bajek nie pokaże. A szkoda, bo wydaje się że w dalszym ciągu mogą one liczyć na sporą sympatię widzów. Mam nadzieję, że w ciągu kilku najbliższych lat uda się zrekonstruować zarówno Bolka i Lolka jak i Reksia. Część z tych filmów, razem z innymi filmami naszej produkcji, będziemy rekonstruować w ramach programu Polska Cyfrowa.

Jak bardzo, Pana zdaniem, zmieniły się współczesne produkcje dla najmłodszych?

A.O.: Obecnie pokolenie wychowane jest na obrazie cyfrowym, z wyrazistymi, kontrastowymi kolorami. Dominują efekty specjalne i animacja 3D. Liczy się atrakcyjna rozrywka, często pozbawiona zarówno celów kształcących jak i wychowawczych. W bielskim Studiu zawsze zależało na łączeniu zabawy z wychowywaniem i kształceniem widza. O to chodziło autorom najważniej-szych seriali SFR. Współcześnie nie zamierzamy rezygnować z takiego myślenia. Nic nie starzeje się tak szybko, jak popisy oparte na najnowszej technice. Natomiast w narracji i języku filmowym staramy się podążać za zmieniającym kinem. Dzisiejszy młody widz wychowany na reklamach i teledyskach jest innym odbiorcą, niż ten z poprzedniego stulecia.

A co jeśli chodzi o treść i przesłanie współczesnych bajek?

A.O.: Gdy myślę o bajkach przypominają mi się dawne bajki braci Grimm. Są nieśmiertelne. Od dziecka stanowią dla mnie wzór niedościgniony. Wbrew pozorom te bajki nie były grzeczne, często pojawiała się tam postać zła, która wzbudzała w dziec-ku strach, ale zawsze to negatywne dla czytelnika przeżycie czemuś służyło, oswajało z lękiem, dawało siłę na problemy czyhające w realnym świecie. Niestety obecnie różnie z tym bywa. Często straszy się tylko po to, by postraszyć. Często nic więcej z tego nie wynika. Na szczęście w zdecydowanej większości powstających bajek dobro zwycięża zło, dając młodemu widzowi silne przekonanie, może złudne ale potrzebne, że w realnym świecie bywa podobne. I tego w bajkach także tych filmowych nie może zabraknąć, bo czym naprawdę bylibyśmy bez tej wiary w ostateczne zwycięstwo dobra.

Czy powstanie Interaktywnego Centrum Bajki i Animacji będzie dobrym sposobem na zachowanie i utrwalenie świetności dawnego Studia Filmów Rysunkowych?

A.O.: Pomysł ten tak naprawdę narodził się w momencie, gdy studio przekształcone zostało w spółkę. Wybór był wtedy taki, albo zostawić miejsca, gdzie narodziła się bielska animacja, a całą produkcję przenieść do wynajętych trzech pokoi, aby zminimalizować koszty. Albo pomyśleć o tym by ocalić ten teren, te budynki wraz z ogromnym dorobkiem, jaki niewątpliwie posiada Studio. Szkoda było pozbywać się tego, a być może warunki ekonomiczne wymusiły by właśnie takie rozwiązanie. SFR zniknęło by wtedy z życia miasta, jak niegdyś mały Fiat lub przemysł włókienniczy. Oczywiście dalej realizowalibyśmy filmy, jak wielu innych producentów w Polsce, ale mieścilibyśmy się w dwóch, trzech pomieszczeniach i nie byłoby już w Bielsku miejsca, w którym ta animacja się narodziła. Niestety w trakcie 5-cio letniego okresu, w którym SFR było spółką opartą na prawie handlowym, nie mogliśmy pozyskać na ten cel dotacji przeznaczonych na kulturę. Dopiero zmiana formy prawnej ze spółki Skarbu Państwa na instytucję kultury otworzyła drogę do podjęcia starań w celu utworzenia przy Studiu Filmów Rysunkowych w Bielsku-Białej Interaktywnego Centrum Bajki i Animacji. Połączenie tradycji oraz filmowych zasobów naszego Studia (ponad tysiąc zrealizowanych filmów, słynne bajki, które podbiły serca milionów dzieci na całym świecie) z najnowocześniejszymi technologiami, sprawi - taką mamy nadzieję - że w Bielsku-Białej powstanie centrum rozrywki i edukacji o zasięgu wykraczającym daleko poza nasz region. A że nasze bajki dawno przekroczyły nie tylko granicę regionu, ale i kraju, tak i nasz projekt zakłada zasięg ogólnopolski z nadzieją objęcia nim krajów ościennych. Przecież nie tak trudno to sobie wyobrazić. Położenie Bielska-Białej blisko granicy dwóch sąsiednich państw już teraz owocuje zorganizowanymi grupami, które odwiedzają skromną ekspozycję przygotowaną przez nas. W planowanym przez nas nowoczesnym centrum poza interaktywnym muzeum będą sale do warsztatów animacji dla dzieci i młodzieży, miejsca do organizowania szkoleń. Interaktywne Centrum Bajki i Animacji nie ma być muzeum, jak niektórzy o tym mówią, ani też nie ma to być typowy park rozrywki. Nie odkrywamy Ameryki. Są takie miejsca przy studiach animacji w Stanach, Europie, czy w Azji. Nie ma tam raczej tendencji do muzealnego pokazywania przeszłości. Takie miejsca muszą jednocześnie uczyć ale też bawić. W naszym projekcie ma być podobnie. Do naszego Centrum Bajki i Animacji włączony zostanie stary budynek wili Rotha, który w chwili obecnej za pieniądze Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego przechodzi generalny remont i modernizację, a dokładnie będzie to jego pierwsze piętro, połączone przewiązką z nowym budynkiem. Całość została zaprojektowana przez Mirosława Nizio - bardzo znanego architekta. Projekt ten, obejmujący obok terenu należącego do SFR, również ziemię użyczoną nam nieodpłatnie decyzją Prezydenta przez miasto Bielsko-Biała, jest do obejrzenia na naszej stronie internetowej, podobnie jak wybrane przy-kłady atrakcji, które tam będą się znajdować. I co najważniejsze również po skończeniu całej inwestycji na pozostałych kondygnacjach willi Rotha będzie dalej trwała produkcja filmów i seriali z nadzieją, że z roku na rok nowe postacie i filmowe obrazy będą wzbogacały rozrastające się o nowe moduły Interaktywne Centrum Bajki i Animacji. Jestem przekonany, że po ukończeniu wszystkich prac Studio Filmów Rysunkowych będzie stało na dwóch mocnych nogach: produkcji filmowej i szalenie atrakcyjnej edukacji medialnej.

Kiedy przewidywane jest otwarcie Centrum?

A.O.: Zgodnie z planem Interaktywne Centrum Bajki i Animacji przy Studiu Filmów Rysunkowych zostanie otwarte w 2021 roku, ale nie zapeszajmy, bo przed nami ogrom pracy i wiele trudności do pokonania.

Dziękuje bardzo za rozmowę.

Oceń ten artykuł
(0 głosów)
Ostatnio zmieniany czwartek, 04 październik 2018 07:23
Roman Anusiewicz

Operator filmowy. Fotoreporter - kameroman@op.pl