Rozmowy z kortów - część 2

Stan Borys na korcie Beskid Cup Stan Borys na korcie Beskid Cup foto: Roman Anusiewcz

Stan Borys - polski muzyk, wokalista, kompozytor, aktor i poeta. W 1965 był współzałożycielem zespołu Blackout, od 1968 r. Związany także z grupą Bizony. Karierę solową rozpoczął w 1969, wydając swój pierwszy album. Przez długie lata mieszkał i tworzył w Stanach Zjednoczonych. Oprócz muzyki i poezji, jego pasje obracają się wokół jogi i sportu. Ostatnia sportowa pasja to golf.

Roman Anusiewicz: Wiem, że tenis to nie jedna Pana pasją. Swój znakomity wygląd i kondycję zawdzięcza pan także jodze. Skąd wzięło się to zainteresowanie?
Stan Borys: Moje zainteresowanie jogą sięga roku 1968 r. i związane było z pracą artystyczną. Śpiewałem wtedy w Opolu piosenkę „To ziemia”. Podeszła do mnie ówczesna primabalerina z Teatru Wielkiego, która jako jedna z pierwszych w Polsce ćwiczyła hata jogę i powiedziała że ładnie śpiewam, ale nie umiem oddychać.

Oprócz jogi gra Pan także w tenisa.
S.B.: Tak ale ostatnią moją wielką miłością jest golf - zamieniłem więc duża, ciężka piłkę tenisową na mniejszą. Gdy od stycznia do maja koncertuję w Stanach, udzielam się aktywnie na przepięknych polach golfowych Arizony i Florydy.

Wróćmy do jogi, czy udało się Panu spotkać na swojej drodze kogoś niezwykłego, mistrza, który przekazał Panu jakąś szczególną wiedzę?
S.B.: Wszystkich nauczycieli, którzy przekazywali mi swoją wiedzę, darzyłem szacunkiem, byli dla mnie swego rodzaju mistrzami. Nauczyli mnie przede wszystkim tego abym nigdy nie starał się być mistrzem, ale zawsze pozo-stał studentem. Nauczyli mnie pokory i szacunku wobec partnera, przeciwnika oraz tego, aby nigdy nie oceniać nikogo zbyt pochopnie. Ten szacunek i pokorę staram się stosować w codziennym życiu i w mojej sztuce.

Czy bliższa jest Panu joga fizyczna, czy ta raczej duchowa?
S.B.: Joga duchowa i fizyczna są ze sobą mocno powiązane. Trudno abym w moim wieku wykonywał te wszystkie assany jogi dlatego bardziej w tej chwili skłaniam się ku drodze duchowej.

Kiedy docenił Pan działanie medytacji?
S.B.: W chaosie w którym żyjemy medytacja doprowadza do uspokojenia samego siebie, jeżeli ty będziesz spokojny to wywrzesz ten spokój na drugiej osobie. Do medytacji nie można się zmuszać, można to robić wszędzie nawet będąc na korcie tenisowym, na polu golfowym lub śpiewając. Opanowanie duszy i umysłu, dążenie do tego, aby coś tam pozo-stało w ludziach i wywieranie magii, którą ty sam osiągnąłeś to jest polowa sukcesu i w sporcie i na scenie.

Od jogi i medytacji przejdźmy zatem do poezji, wydał Pan swój tomik wierszy.
S.B.: Pierwszy mój tomik wierszy nosił tytuł „Co jest urokiem tego życia”, drugi „Daleko do nikąd”. Zresztą jestem z poezją związany od 17 roku życia i wiersze są stale w moim repertuarze. Myślę, że czytając je można też doznać swego rodzaju medytacji. Musimy pamiętać, że wolność uzyskamy tylko wtedy, gdy odnajdziemy ją w sobie, w swoje duszy i umyśle. Dopiero później oglądajmy się wokół.

Czy to by Pan radził wszystkim, którzy nieco zagubili się na swojej drodze?
S.B.: To oczywiście nie jest takie proste. Przede wszystkim co zauważam w Polsce jest ogromny wpływ polityki na ludzi, co wprowadza w życie chaos. Ludzie są zmanipulowani, różne partie wpływają na nasze życie niekorzystnie. Ja nie mam telewizora, a w Ameryce oglądam tylko kanały traktujące o golfie.

Co zdecydowało o tym, że wrócił Pan do Polski?
S.B.: Przez wiele lat przeszkadzał mi ten garb komunistyczny w którym żyłem, obserwowałem go także u swoich rodaków. Długo szukałem tej wolności w sobie, aż w końcu wyzwoliłem się do tego, starałem się odcinać od tego co było chaosem dla mojego umysłu. Któryś z moich mistrzów powiedział kiedyś, że nie można odcinać swoich korzeni, bo wtedy gałęzie i owoce nie urosną.

Czego nie lubi Pan na estradzie i czego nigdy by pan nie zaśpiewał?
S.B.: Faktycznie są melodie, których nigdy bym nie zaśpiewał. Nie narzucam nigdy nikomu co ma dla mnie napisać, jeżeli tekst mi odpowiada to go po prostu biorę. Nie znoszę koncertów na których wykonawca wchodzi na scenę z okrzykiem rączki w górę. Nie podoba mi się także to klaskanie na wezwanie. Najpierw trzeba coś pokazać aby otrzymać brawa. Poza tym polski rynek został zdominowany przez pewne formy muzyczne, co nie uważam za właściwe. Na ostatniej mojej płycie pt. Ikona można znaleźć wiersze Mickiewicza, Jana Pawła II, są tam teksty które mają jakąś wartość.
W związku z tym nie jestem rozrywkowym piosenkarzem i być może na tym tracę. Publiczność w Polsce oczekuje zazwyczaj zabawy, a ja chcę najpierw dotrzeć do duszy człowieka. Jeżeli mu to odpowiada to proszę bardzo, jeżeli nie to musi zmienić estradę.

Plany na najbliższą przyszłość, czy może artystyczna emerytura?
S.B.: Wracam do mojej młodości, gdy wiersze poetów recytowałem na konkursach, wpoiłem je w swoją duszę. Przeczytałem ogromną ilość wierszy i książek w związku z tym nie jest w stanie byle co zepchnąć mnie z tej drogi, którą uważam za właściwą. Od 12 lat jest ze mną chórek i moja grupa muzyczna to chyba o czymś świadczy. Przygotowujemy się do kolejnych koncertów. Szczerze mówiąc nie przeszkadza mi to, że na zabawowych koncertach jest 10 tysięcy ludzi, a na moich koncertach, gdzie śpiewam poezję, tysiąc - mnie to wystarcza. Ważna jest ta komunikatywność i to co chcę przekazać swojej publiczności.

Dziękuję za rozmowę.

Oceń ten artykuł
(0 głosów)
Ostatnio zmieniany środa, 03 październik 2018 19:37
Roman Anusiewicz

Operator filmowy. Fotoreporter - kameroman@op.pl