Reklama

Król i aktor - rzecz o Franciszku Pieczce

od prawej: Franciszek Pieczka, Marian Dziędziel, Roman Anusiewicz od prawej: Franciszek Pieczka, Marian Dziędziel, Roman Anusiewicz

Rozmowa z Romanem Anusiewiczem - twórcą etiudy filmowej o Franciszku Pieczce, nakręconej z okazji 90. urodziny artysty.

Franciszek Pieczka -  aktor teatralny i filmowy tym razem wystąpił w roli jubilata. 18 stycznia obchodził swoje 90 urodziny. Starsze pokolenie niewątpliwie kojarzy go z rolą Gustlika z kultowego serialu “Czterej Pancerni i pies”, młodsze z roli Japycza ze współczesnego serialu “Ranczo”. Kto jednak baczniej śledził karierę Franciszka Pieczki pamięta jego kreacje karczmarza Taga w Austerii, Mateusza w Żywocie Mateusza, Jancio Wodnika. W sumie artysta ma w swym dorobku ponad 500 ról,  zagrał największą liczbę księży, świętych i nawet samego Pana Boga. Nie ma drugiego takiego aktora na całym świecie. 

 

Rozmawiamy z Romanem Anusiewiczem, który tym razem występuje w nietypowej dla siebie roli. Zazwyczaj to on zadaje pytania.

Jest Pan głównym pomysłodawcą i autorem filmu o Franciszku Pieczce. Proszę powiedzieć naszym czytelnikom, jak doszło do realizacji tego przedsięwzięcia?
Roman Anusiewicz: Od dłuższego czasu współpracuję z Darkiem Domańskim, autorem kilku książek o polskich aktorach, m.in. o Franciszku Pieczce. Kolejnym pomysłem Darka miała być biografia o artyście, traktująca nie tylko o jego karierze zawodowej, ale także o życiu osobistym. W tym momencie w mojej głowie zrodził się pomysł, aby zamiast nagrywać mojego rozmówcę na dyktafon, posadzić go przed kamerą i zrobić z tego film. Dzięki temu, że znamy się z Fran-ciszkiem Pieczką od ponad 6 lat, jego wypowiedzi są swobodniejsze, niż by to było dla obcej ekipy TV.

Czy materiał kręcony był z myślą o zbliżającym się benefisie aktora?
R. A.: Ta koncepcja narodziła się nieco później i wiązała się oczywiście ze zwiększeniem tempa pracy nad filmem, aby zdążyć na czas. Generalnie film ten został stworzony głównie dla Franciszka Pieczki i jego najbliższych, jako swego rodzaju pamiątka, stąd moja koncepcja, aby było w nim więcej żywego słowa głównego bohatera i wspomnień o nim, niż samych fotografii ze sztuk teatralnych, czy planów filmowych, których zdobycie wiązało się, nie ukrywam, ze znacznymi nakładami finansowymi.

Jeżeli już zahaczyliśmy o finanse, czy udało się Panu zdobyć sponsorów do realizacji swego pomysłu ?
R. A.: Z tym nigdy nie jest łatwo. Brak odpowiednich środków finansowych nie ułatwia pracy. Film „Król i aktor” sfinansowany został w całości przez gminę Godów.

Poprzedni benefis aktora, który odbywał się pięć lat temu związany był z promocją wydanej wówczas książki o artyście. Czy tegoroczny jubileusz miał nawiązywać do filmu Czterej Pancerni?
W wypowiedziach serialowego Gustlika nie słyszymy wielu wspomnień o tym serialu.

R. A.: Pan Franciszek chętnie wspominał tamten filmowy epizod, ja jednak celowo pozostawiłem ten temat na koniec, aby zakończyć realizację obrazu zaskakującym akcentem, związanym z serialem. Marzyła mi się retrospekcja sceny serialowego podwójnego wesela w Koniakowie - niestety listopadowa aura nie pozwoliła na pełną realizację tego zamierzenia. Zrobiliśmy więc to nieco symbolicznie - w karczmie. Zespół Istebna odśpiewał jubilatowi sto lat. W filmie pojawia się także trójka statystów, dziś już nieco wiekowa, która uczestniczyła w tamtym filmowym weselu.

Czy trudno było odnaleźć tych ludzi?
R. A.: Jest takie powiedzenie: "przez ludzi do ludzi". Wykorzystywałem często swoje znajomości, aczkolwiek miałem też niebywałe szczęście spotkać w Bielsku-Białej całkiem przypadkowo kierownika planu właśnie z serialu "Czterej Pancerni". Na drugi dzień już się spotkaliśmy na krótki wywiad przed kamerą.

Ile czasu zajęła Panu praca nad filmem?
R. A.: Praca rozciągała się w czasie ze względu na różne terminy spotkań z jego poszczególnymi uczestnikami, gdyby jednak zebrać to w całość, to myślę, że około półtora miesiąca.

Film trwa 45 minut, wspominał Pan że materiału jest znacznie więcej.
R. A.: Dwie i pół godziny samych wypowiedzi Pana Franciszka, więc materiału jest znacznie więcej, być może zrobię z tego kiedyś film instruktażowy dla studentów szkoły filmowej [śmiech]. Jest wiele anegdot, opowieści, których nie wykorzystałem w filmie. Franciszek Pieczka jest doskonałym gawędziarzem, można go słuchać godzinami, ma świetną pamięć.

Na filmie słyszymy iż mieszkańcy Godowa bardzo serdecznie i z dumą wypowiadają się o Panu Franciszku.
R. A.: Mieszkańcy Godowa bardzo ciepło i z sympatią mówią o Panu Franciszku i jest to bardzo szczere. Myślą już nawet o nazwaniu jego imieniem lokalnej szkoły.
W czasie realizacji materiału prze-prowadziłem sondę nie tylko wśród dorosłych mieszkańców, ale także wśród uczniów ze szkoły w Godowie, których dziadkowie byli kolegami szkolnymi aktora. Opowieści dzieci były tak cudne i spontaniczne że ciężko było cokolwiek odrzucić.

Wspominał Pan, iż wasza znajomość trwa od dobrych kilku lat. Jakim człowiekiem jest Franciszek Pieczka?
R. A.: Normalny, ciepły i pogodny człowiek, którego słucha się z ogromnym zainteresowaniem. Nie ważne o kim mówi, czy o jakimś wielkim reżyserze, czy o "małym” technicznym z planu, czy o kimś
z rodzinnego Godowa, daje się wyczuć u Niego ogromny szacunek do drugiego człowieka. Franciszek Pieczka jest po prostu dobrym człowiekiem.

Narratorem filmu jest równie popularny aktor Marian Dziędziel, co zadecydowało o jego wyborze?
R. A.: Marian Dziędziel to sąsiad "zza płotu" Pana Franciszka (z miejscowości Gołkowice). Uważałem, że Pieczka zasługiwał na kogoś wyjątkowego. Długo też zastanawiałem się też, jak go pokazać, aby nie marginalizować osoby Mariana Dziędziela, jako że Jego głos jest rozpoznawalny i trudno by było żeby w końcu nie pojawił się na ekranie. Stąd ostatnia wymowna scena kończąca film, gdy obaj panowie spotykają się jakby "po latach”
i podają sobie dłonie w przyjacielskim uścisku.

Czy w czasie produkcji filmu zdarzyły się jakieś nieprzewidziane sytuacje?
R. A.: Dwa miesiące później podczas montażu pojawił się mały błąd w tekście narratora. Spotkałem się ponownie z Marianem i dograliśmy jedno zdanie. Wykorzystałem potem jego fragment. Zmontowało się tak idealnie, że nie było śladu. Tutaj potwierdził się kunszt aktorski Mariana - powtórzył to identycznie.

Gdzie odbył się premierowy pokaz filmu i z jakim spotkał się odzewem?
R. A.: W "Klubie Sosnowym" w Warszawie, chociaż wcześniej plany były nieco inne. Jeżeli chodzi o sam odbiór filmu, to odniosłem wrażenie, że spotkał się z pozytywnym przyjęciem, podobał się, czego wyraz dał mi między innymi obecny na uroczystości prezes ZASP-u Olgierd Łukaszewicz. Zadowolony był także i chwalił mnie bardzo Marian, który w trakcie nagrywania tekstu miał pewne problemy z głosem i obawiał się efektu końcowego. Po montażu filmu obawy jego zostały jednak całkowicie rozwiane.

Jak o filmie wypowiedział się sam jubilat?
R. A.: Film bardzo mu się podobał, wiele zawartych w nim scen było dla niego miłą niespodzianką i sporym zaskoczeniem; między innymi statyści z Istebnej, dzieci
w szkole, mieszkańcy Godowa, a szczególnie zupełnie przypadkiem odnaleziony w Bielsku-Białej, jak już wspominałem, kierownik planu Czterech Pancernych Zbigniew Stanek. Jego wspomnienia pasowały idealnie ponieważ dotyczyły ogólnie całego przedsięwzięcia jakim by serial.

Czy na uroczystym jubileuszu udało się zgromadzić całą załogę Rudego?
R. A.: Niestety nie. Na spotkaniu pojawiła się Honorata - filmowa żona Gustlika. Zresztą Barbara Krafftówna wiernie towarzyszy Panu Franciszkowi na wszystkich tego typu imprezach. Zabrakło natomiast
z różnych przyczyn: Janusza Gajosa, Włodzimierza Pressa i Wiesława Go-łasa. Był natomiast wspomniany już prezes ZASP-u Olgierd Łukaszewicz, oczywiście Marian Dziędziel, Bog-dan Kalus - odtwórca roli Hadziuka z filmu Ranczo, Emilian Kamiński, który zaśpiewał jubilatowi, Julian Mere, który użyczył muzyki do filmu i sam nawet niegdyś napisał piosenkę specjalnie dla Pieczki [jej fragmenty można usłyszeć w początkowych minutach filmu].

Film o Franciszku Pieczce nie był Pana debiutem. Filmuje Pan ludzi od lat. Przeprowadził Pan także wiele rozmów z osobami reprezentującymi różne dziedziny życia. Który z rozmówców utkwił Panu szczególnie w pamięci?
R. A.: Moje wywiady zaczynałem od swoich znajomych. Na początek była to rozmowa ze Staszkiem Karpielem-Bułecką i Hanią Rybką. Ze wzruszeniem wspominam spotkanie z Moniką Kuszyńską podczas kręcenia jej koncertu w Zawierciu. Postanowiłem wtedy, że muszę zrobić prezent dla ludzi na wózkach ku pokrzepieniu serc. Umówiliśmy się w pięknej miejscowości pod Łodzią. Było to coś więcej niż wywiad - było to ogromne przeżycie i nie ukrywam, nie obeszło się bez łez. Wywiad ukazał się w czasopiśmie Lady's Club na Boże Narodzenie. Pamiętam także pierwsze spotkanie z Moniką Roscą, kiedy to zmierzyła mnie wzrokiem od stóp do głów. Pomyślałem wtedy, że nie zapowia-da się dobrze. Dzisiaj jesteśmy dobrymi znajomymi. Niesamowite spotkanie miałem tak-że z legendą żeglarstwa Krzysztofem Baranowskim i jego żoną Bogumiłą Wander. Mój wywiad z nim ukazał się w 2013 r. w magazynie Lady’s Club pod tytułem „Chcę zbudować nowy żaglowiec”.

Co Pana zdaniem jest podstawą dobrego wywiadu?
R. A.: Przede wszystkim do wywiadu trzeba się dobrze przygotować, moim zdaniem, trzeba wiedzieć więcej o rozmówcy, niż on sam wie
o sobie. Ważne jest też, aby obie strony, nie tylko jedna, chciały ze sobą rozmawiać. Wspaniale jest natomiast, jak można znaleźć wspólny element łączący nas z rozmówcą, może to być wspólny znajomy, wspólne miejsce z przeszłości itp. Jest wtedy szansa, że nasz adwersarz otworzy się przed nami i efekt końcowy będzie o wiele ciekawszy.

Dziękuję za rozmowę i mam nadzieję, iż nasi czytelnicy będą mieli często okazję czytać Pana teksty na łamach Bielskiego Rynku.

 

Oceń ten artykuł
(0 głosów)
Ostatnio zmieniany poniedziałek, 13 sierpień 2018 15:47