Beskidnicy - zbójnicy z Mesznej

Beskidnicy na marszu Rekonstruktora Beskidnicy na marszu Rekonstruktora archiwum redakcji

„Beskidnikami” nazywano kiedyś zbójników, których kompanie rozsiane były po całych Beskidach. Stowarzyszenie Zbójników "Beskidnicy", założone w 2012 roku to grupa entuzjastów, którzy zajmują się propagowaniem i podtrzymywaniem zbójnickich tradycji i obyczajów. Siedzibą Stowarzyszenia jest Meszniański Ośrodek Kultury nad Borami, położony w centrum malowniczej wsi Meszna.

..... baciarujcie chłopcy, bo baciarki trzeba, kto nie baciaruje, nie pójdzie do nieba.... baciarujcie chłopcy, bo baciarki trzeba, kto nie baciaruje, nie pójdzie do nieba...

Roman Anusiewicz: Od kiedy istniejecie i ilu Was jest?
Krzysztof Kufel: W roku 2009 spotkała się w Węgierskiej Górce grupa siedmiu entuzjastów. Wpadli na pomysł, żeby do tradycyjnych góralskich występów dodać jakąś oryginalną oprawę, a konkretnie zbójnictwo. Występowaliśmy wówczas na wielu imprezach w kraju i za granicą. Nazywano nas wtedy "Janosikami". Nie było to właściwe określenie, gdyż tutaj, w Beskidach było wielu innych rozbójników, o których chcieliśmy wspomnieć. W 2012 roku, jako grupa rekonstrukcyjna stworzyliśmy projekt filmowy pt.: "Sen o zbójnikach". Przedstawia on hetmanów z okolic naszej siedziby, czyli Mesznej i Szczyrku. Na premierze tego filmu powstał pomysł założenia stowarzyszenia. Luty 2013 rok to data, którą przyjmujemy jako powstanie Stowarzyszenia "Beskidnicy". Jest nas aktualnie 20 osób ze Szczyrku, Bielska, Żywca, a nawet z Krzyżowej koło Korbielowa. Oprócz nas istnieje tylko jeszcze jedna taka grupa, a mianowicie Stowarzyszenie Zbójników spod Babiej Góry, które powstało niemal równocześnie z naszym.

Kogo można spotkać w szeregach stowarzyszenia? Czym zajmujecie się na co dzień?
K.K.: Jest wśród nas pielęgniarka, kucharka, mechanik samochodowy, czyli powszechnie spotykane zawody.

Folklor kojarzy się z cepelią, wyrobami ludowymi i muzyką. A Wy góralszczyznę pokazujecie w całkiem inny sposób. Co można zobaczyć podczas Waszych występów?
K.K.:
W 2014 r. spotkaliśmy się pierwszy raz z Małopolską Zgrają Sarmacką i razem zainscenizowaliśmy potyczki zbójnicko-sarmackie. Współpracujemy z nimi do dziś. Na pokazach wygląda to tak, że sarmaci w swoich szlacheckich strojach z szabelkami stawiają opór napadającym ich zbójnikom. Jest to bardzo widowiskowe. Cyklicznie też powtarzamy w czerwcu tzw. noc kupały. Można wtedy zobaczyć nasze dziewczyny poprzebierane za rusałki, zbójników oraz pokazy tańca z ogniem. Często jesteśmy zapraszani w konkretne miejsca, np. na Skrzyczne, czy Zbójnicką Kopę w Szczyrku, gdzie trzeba coś pokazać przybyłym turystom. Wówczas, poza pokazem, prowadzimy przez kilka godzin różne konkurencje dla dzieci, jak i dla starszych. Wszystko oczywiście w klimacie zbójnickim.

Czy sami szyjecie swoje barwne stroje?
K.K.:
Odwiedzając biblioteki, muzea, sięgając do starych zdjęć, opisów, akt, które zachowały się do dzisiaj, mogliśmy na podstawie tego odtworzyć np. stroje z tamtych czasów tj. z XVII wieku. Stroje zbójnickie z tamtego okresu znacznie różnią się od strojów górali, którzy tu zamieszkiwali. Stroje, łącznie z kłobukami (zbójnickie nakrycia głowy) szyjemy sami. Zajmują się tym nasze kobiety, chociaż czasami korzystamy też z pomocy wykwalifikowanych krawcowych. Dodatkowo całe uposażenie, czyli noże, obuchy, ciupagi, pistolety, strzelby itd. są częściowo oryginalne. Do części, które się do dziś zachowały np. zamki, lufy, dorabiamy resztę ściśle wg istniejących opisów z tamtych lat. Wszystko jest strzelające i używane w pokazach.

Czy sceny, które pokazujecie to autentyczne historie, przekazywane z pokolenia na pokolenie, czy tworzycie je sami na potrzeby widowiska?
K.K.:
Wyjeżdżamy w różne miejsca i poznajemy tamtejsze opowieści i legendy. W Terchowej wiele usłyszeliśmy o Janosiku, w Kamesznicy dużo legend krąży o zbójniku Kroćpoku. Na podstawie tych opowieści tworzymy scenariusze naszych pokazów.

Czy Beskidnik miał tylko zbójowanie we krwi, czy przedstawiacie inne wątki z jego życia ?
K.K.:
Temat właśnie jest trochę szerszy. W gminie Wilkowice, na Magurce przebywał zbójnik Bulok ze Spytkowic. Autentyczna postać opisana w Dziejopisie Żywieckim Andrzeja Komonieckiego. Zbójnik miał zawsze ze sobą dwie przyjaciółki - zielarki, niektórzy mówili na nie czarownice. A więc poza zbójowaniem zajmował się również nimi, tam gdzie mieszkali, czyli w znanej "Jaskini czarownic" nad Wilkowicami. Jest także opisane w Dziejopisie Żywieckim, że również na terenie Wilkowic, odbyła się bitwa ze Szwedami. Broniliśmy szańców w Wilkowicach i Mikuszowicach. Podczas potopu szwedzkiego Jan Kazimierz, uciekając na południe Polski, zatrzymał się także w Żywcu. My jako pierwsi odtworzyliśmy tą bitwę ze Szwedami. Opowieść jest o tym, jak Jan Kazimierz poprosił zbójników działających na tym terenie i kompanie zbójnickie: Miziowa, Łysiakowa i Klimczakowska, by pomogły mu w walce. Za te zasługi Jan Kazimierz nadał im ziemie i anulował wszystkie kary, które wcześniej im wymierzono. Do niedawna tutaj, w Mesznej stał nawet pomnik upamiętniający tę bitwę, która miała miejsce dokładnie 8 marca 1656 r. Jak widać zbójnicy przyczynili się również chwalebnie do obrony naszego kraju.

Czy to prawda, że schronisko na Klimczoku (właściwie na Magurze) to dawny kamienny dwór, który wybudował zbójnik Klimczok dla swej ukochanej Klementyny Sułkowskiej?
K.K.:
Tak, istnieje taka legenda o Klimczoku, że miał tam swój dwór. Tylko nasuwa się pytanie, o którego Klimczoka chodziło, bo było ich trzech. W 1656 r. żył Jan Klimczok, który brał udział w bit-wie ze Szwedami, a 40 lat później są informacje o Matusie i Wojciechu Klimczoku. A więc są oni najprawdopodobniej spokrewnieni. Z opisów wynika, że Jan był ich stryjem. Są to oczywiście legendy, pamiętajmy jednak, że w każdej legendzie jest szczypta prawdy.

Czy kobiety też uprawiały zbójeckie rzemiosło?
K.K.:
Oczywiście że zbójowały, chociaż ludziom często trudno w to wierzyć. W historii znane były Hetmanki, np. Marysia od Sobczaków, Katarzyna Kuś - kobieta ponad 90-letnia, która była frajerką zbójnicką i wiele innych nazwisk. Kobiety przebierały się w strój męski i z długimi włosami zbójowały na równi z mężczyznami, zakładając swoje kompanie.

Czyli macie w swojej zbójeckiej grupie także kobiety?
K.K.:
Oczywiście, że są u nas kobiety. Są to nasze żony, córki, mamy też kapelę złożoną z dziewczyn, które z nami grają. Są to pasjonatki, które działają z nami od początku. Nazwano je niegdyś frajerkami, nie mylić z frajerami. (Śmiech) Nazwa ta pochodzi z języka słowackiego i oznacza dziewczynę zbójnika.

Z niegdyś popularnego serialu “Janosik”, mogliśmy się dowiedzieć, iż za zbójowanie wyznaczana była często sroga kara. Hetmanów wieszano zwyczajowo na haku, a jak zabijano innych zbójników?
K.K.:
Przez powieszenie, ćwiartowanie, łamanie kołem, wbijanie na pal, owijanie w skóry z mrówkami, kleszczami, pająkami po wcześniejszym nacinaniu ich ciała, zaś Hetmanów tylko na hak - był to uprzywilejowany sposób. Oni nie wisieli pionowo tylko na boku.

A jak postępowano w takim razie z kobietami ?
K.K.:
Kobiety zazwyczaj wieszano, jednak w dokumentach nie ma zbyt wielu opisów takich zdarzeń, może dlatego, że one w sytuacji bez wyjścia, zażywały truciznę, którą zawsze miały przy sobie. Jeśli chodzi o Hetmanki są opisane przypadki, gdzie obcinano im ręce lub nogi powodując wykrwawienie się ofiary.

Z jakich grup społecznych wywodzili się dawni zbójnicy?
K.K.:
Ogólnie byli to ludzie wyjęci spod prawa, uciekający przed wyrokami. Na przykład za nie odrobienie pańszczyzny lub ścięcie drzewa w lesie, żeby ogrzać zimą dom, czy np. za pobicie szlachcica w obronie kobiety. Często byli też chłopcy, którzy uciekali przed służbą wojskową, która trwała wtedy aż 12 lat i uznani byli za dezerterów. Wszyscy szukali w górach po prostu wolności.

Gdzie najczęściej można zobaczyć Beskidników?
K.K.:
Bywa, że zapraszano nas w okolice Cieszyna, Skoczowa, dalej na Śląsk, oraz Czechy, na Słowację w okolice Terchowej, czyli miejsce urodzenia Janosika. Zachęcamy do obejrzenia naszej stałej wystawy "Zbójnicy naszych gór", która eksponowana jest w Ośrodku Kultury w Mesznej. Eksponaty powstały 5 lat temu podczas pleneru malarstwa i rzeźby, który był zorganizowany dla okolicznych artystów.

Dziękuję za rozmowę

Oceń ten artykuł
(1 głos)
Ostatnio zmieniany wtorek, 04 czerwiec 2019 07:43
Roman Anusiewicz

Operator filmowy. Fotoreporter - kameroman@op.pl