Reklama

Tomasz Organek - rozmowa z gwiazdą

Tomasz Organek - muzyk, kompozytor, piosenkarz i autor tekstów jest częstym gościem bielskiej sceny muzycznej. Już w maju br. będziemy mogli usłyszeć artystę, który wraz z zespołem ØRGANEK wystąpi podczas plenerowego koncertu z okazji bielskiej majówki.

Popularność jest efektem ubocznym sukcesu.

Sylwia Cegieła: W wywiadach mówi Pan, że odszedł od kościoła w wieku nastu lat. Czy to znaczy, że Bóg jako taki dla Pana nie istnieje? Musi być jednak coś, w co Pan wierzy…
Tomasz Organek: Idea Boga i obietnica życia po śmierci istnieją dla mnie tylko w wymiarze symbolicznym oraz kulturowym.
Wychowałem się w wierze katolickiej, dlatego ta tradycja nie jest mi obca i czasami w swoich piosenkach odwołuję się do niej. Natomiast Boga wyobrażam sobie tak, jak go opisał Baruch Spinoza. Bóg i Natura to jedno i to samo. Bóg to poszukiwanie prawdy i piękna. Mamy tylko jedno życie, które zaczyna się i kończy tu na Ziemi.

Skąd u Pana zainteresowanie tworzeniem muzyki?
T.O.: To trudne pytanie, bo to jakby zapytać skąd u ludzi bierze się potrzeba piękna. Muzyka pozwala oddać pewne emocje, które na co dzień są niedostępne, ale bezpośrednim powodem była chęć kompensacji śmierci mojego ojca, muzyka. Gdy odszedł, miałem szesnaście lat i od razu zapragnąłem grać na gitarze. Inaczej tego nie można chyba wytłumaczyć.

Ma Pan na swoim koncie wiele nagród. Czy jako artysta przywią-zuje Pan do nich wagę, czy jednak to publiczność jest dla Pana wyznacznikiem popularności?
T.O.: Nagrody są ważne, bo dają poczucie sensu tego, co się robi. Dodają wiary i są dowodem na uznanie ze strony branży, czyli profesjonalistów, którzy akceptują pracę danego artysty. Akceptacja jest ważną składową rozwoju, ale nic nie daje takiego napędu i takiego poziomu emocji, jaki gwarantuje pełen klub, czy kilka albo i kilkadziesiąt tysięcy ludzi na festiwalu. To dla tych emocji wychodzi się na scenę, nie dla nagród czy popularności.

Wspomniał Pan o festiwalach, takich jak „Męskie Granie”, ale jest też Sofa czy Projekt Organek, do którego zespołu Panu najbliżej?
T.O.: Do wszystkich, bo wszystkie są moje. Współtworzyłem je. Przeżyłem niesamowite chwile uniesień i wzruszeń i zawsze pozostaną częścią mnie.

Skoro już temat „Męskiego Grania” został wywołany, to muszę też zapytać o Projekt „Ona”. Co to za przedsięwzięcie?
T.O.: To był jednorazowy koncert specjalny, zakładający pewną rozmowę na temat uniwersalnych wartości, które się dewaluują w dzisiejszym świecie. Głosem wspaniałych artystek takich jak: Agnieszka Holland, Krystyna Janda, Magdalena Cielecka, Skin, Katarzyna Nosowska, Barbara Wrońska, Anita Lipnicka, Katarzyna Groniec i Renata Przemyk poruszyliśmy kwestię wolności, nienawiści, demokracji, tolerancji i pokoju. Piękne, głęboko humanistyczne doznanie.

Ostatnio było o Panu głośno - utwór wykonywany przez Sławka Uniatowskiego - dostał nagrodę, a Pan występuje na płycie Lady Punk. Lubi Pan popularność? Czy jednak woli samotne muzykowanie z dala od blasku fleszy i sławy?
T.O.: Ponieważ jestem liderem swojego zespołu, który od momentu nagrania pierwszej płyty praktycznie nie schodzi ze sceny, nie da się uniknąć fleszy, ale to nie one są najważniejsze. Zgadzam się na moją popularność, mimo jej wielu wad, nie mam innego wyjścia. Popularność jest trochę efektem ubocznym sukcesu. Skupiam się na ważnych dla mnie rzeczach, nie prowadzę życia celebryty. Odmówiłem udziału w wielu progra-mach rozrywkowych i kampaniach reklamowych. Nie to mnie w tym wszystkim interesuje.

Miałam okazję posłuchać Pana wspólnego występu z zespołem Lady Punk. Jak się pracuje z taką legendą muzyki rockowej? Co Panu dało to muzyczne spotkanie?
T.O.: Ta współpraca to efekt moich świetnych relacji z Janem Borysewiczem, który zaprosił mnie do pracy przy tym wydawnictwie.
Jestem z niej dumny, bo Lady Punk i Jan Borysiewicz to legenda polskiej muzyki. Szanuję artystów z takim dorobkiem i historią, bo wiem, co to znaczy prowadzić zespół i być na szczycie tyle lat. To ogromna praca, wysiłek poparty talentem i oddaniem.

Kto jest Pana idolem teraz, a kto był nim w przeszłości? Na kim się Pan wzorował, stawiając pierwsze kroki w muzyce?
T.O.: Kiedyś byli to gitarzyści, m.in. właśnie Jan Borysewicz, Jimi Hendrix czy Wojtek Waglewski. Teraz to moi koledzy, poza JH oczywiście (śmiech). Idole są elementem dojrzewania, później człowiek wyzbywa się chyba takiej podległości, szukając swojej osobowości. Szacunek pozostaje jednak na zawsze.

W jednym z teledysków do Pana utworu wzięła udział też Kora. Jak Pan wspomina ten czas? Jaką artystką była Kora? Kim artystka była dla Pana?
T.O.: Korę poznałem przy pracy nad klipem do utworu pt. Czarna Madonna w reżyserii Jerzego Skolimowskiego. Potrzebowaliśmy bardzo silnej osobowości, archetypu kobiety - od razu wpadaliśmy na Korę. Nikt poza nią nie uniósłby tej roli. Ona to zrobiła perfekcyjnie. Atmosfera na planie była magiczna. Dziś to takie trochę epitafium, ostatnie jej dzieło. Chociaż na początku musiałem ją przekonywać, później połączyła nas niesamowita, bliska relacja. Będę to pamiętał do końca życia.

Obecnie muzyka łączy pokolenia, a gatunki muzyczne mieszają się ze sobą. Jak wygląda to z Pana perspektywy? Lubi Pan tego rodzaju eksperymenty?
T.O.: Zawsze, od samego początku traktowałem muzykę jako wypadkową całej pop-kultury. Nigdy nie dzieliłem jej na gatunki. Słychać to we wszystkich moich zespołach. Zawsze szukam czegoś nowego na zgliszczach starego, mieszam gatunki, klisze i konwencje. Taki jest Organek.

Jeśli już mówimy o teraźniejszości, to nie sposób nie wspomnieć, że niebawem ukaże się reedycja albumu „Czarna Madonna”.
Rozumiem, że jej ponowne wydanie związane jest z popularnością poprzedniej edycji. Czy w związku z tym szykuje Pan jakieś bonusy, niespodzianki dla fanów?
T.O.: Tak, reedycja będzie się składać z dwóch płyt. Poza właściwym krążkiem, czyli płytą CM. W pudełku znajdzie się też drugi, na którym zagramy piosenki, od lat pojawiające się na naszych koncertach, ale nie należące do nas. Będą tam piosenki Edwarda Stachury, Ta nasza młodość, ale też dwie zupełnie nowe propozycje.

Jaka jest Pana zdaniem recepta na sukces wydawniczy płyty? Potrafi Pan podać definicję dobrej muzyki dla kilku pokoleń?
T.O.: Prawa, szczerość, emocje, warsztat, inteligencja, odrobina talentu i dużo szczęścia.

Co jest najważniejsze we współczesnej muzyce?
T.O.: Poszukiwanie oryginalności, a o to coraz trudniej. Zjadamy własny ogon. Od lat '90 nie pojawił się żaden ważny, nowy nurt muzyczny.
Muzyka się coraz bardziej formatuje. Wszyscy wyglądają i brzmią podo-bnie, żeby dopasować się do idiotycznych formatów komercyjnych stacji radiowych. To jest bardzo smutny proces, bo tak naprawdę liczy się tylko oryginalność i szczerość.

Jakie miejsce muzyka zajmuje w Pana życiu? Czego Pan w niej szuka jako artysta i słuchacz?
T.O.: Jest bardzo kluczowym elementem mojego utrzymania i zdrowia psychicznego. Gdyby nie ona, miałbym zawężone pole ekspresji artystycznej, nie umiałbym się w pełni wypowiedzieć, spełnić się jako artysta. W muzyce szukam prawdy i zaskoczenia.
Niestety, o to coraz trudniej. Czasami w ciągu roku prawdziwą radość sprawia mi jedna, dwie płyty. Reszta wpada jednym uchem i wypada drugim, jest w sumie bez znaczenia.

A jeśli chodzi o te dźwięki wpadające do Pana ucha, co najczęściej wybrzmiewa u Pana w głośnikach podczas jazdy samochodem?
T.O.: Od lat słucham właściwie tylko jazzu i klasyki. Ciągle szukam rocka i punka. Wykonawcy, których ostatnio pokochałem to IDLES i Angel Olsen. Reszta to stara gwardia. Nowe rzeczy, czasami bardzo ciekawe dzieją się w hip-hopie i głębokiej alternatywie.

A co po muzyce? Miał Pan jakiś plan B, gdyby coś nie wyszło na scenie? Coś poza muzyką? Myślał Pan w ogóle o tym kiedykolwiek?
T.O.: Nie chcę się zastanawiać, co po muzyce jakby to było jakieś czasowe zajęcie, czy nieuważny wybryk nastolatka. Mam nadzieję, że zostanie ze mną do końca życia, albo chociaż wrażliwości, chociaż można by właściwie uznać te dwie wartości w pewnym sensie za tożsame.
Moim czymś poza muzyką jest literatura. Dużo piszę i sprawia mi to taką samą, albo i większą przyjemność niż muzykowanie.

Bardzo dziękuję za ciekawą rozmowę i życzę wielu muzycznych sukcesów.

Oceń ten artykuł
(1 głos)
Ostatnio zmieniany poniedziałek, 04 marzec 2019 12:03
Sylwia Cegieła

Absolwentka wydziału filozoficznego UŚL. Marketingowiec i PR-owiec w jednym - media społecznościowe. Dziennikarka z zamiłowania. Autorka bloga "Kulturalne rozmowy".

www.sylwiacegiela.pl