Skarb spod Romanki

sierpień 04, 2020 752

2 lipca br. minęło 20 lat od momentu, kiedy to ósemka przyjaciół, u podnóża Romanki w Beskidzie Żywieckim, zakopała swój skarb. Mieli wrócić po niego pięć lat później. Czy udało im się zrealizować swój plan? Jaka niespodzianka czekała ich na miejscu?

Pomysł narodził się w upalny wieczór, który spędzaliśmy z grupą przyjaciół nad jeziorem, przy ognisku. Nie był może zbyt oryginalny, ale z pewnością zainspirowały nas do niego ówczesne filmy przygodowe. Temat podchwyciło osiem osób. 2 lipca 2000 r. wyruszyliśmy na Słowiankę - urokliwe miejsce, około godziny marszu od Żabnicy. Jeden z kolegów zrobił specjalną skrzynkę, do której powkładaliśmy różne, istotne dla nas w owym czasie przedmioty. Pamiętam, że rzuciłem wtedy palenie, a przypieczętowaniem tego miało być wrzucenie do skrzynki ostatniej paczki papierosów i zapalniczki. Znajomy umieścił w skrzyni zdjęcie swojej dziewczyny, a po kilku latach rzeczywiście ożenił się, lecz z inną. W naszej skrzyni skarbów nie mogło oczywiście zabraknąć symbolicznej butelki alkoholu, którym mieliśmy uczcić spotkanie po 5 latach, gdy znowu pojawimy się tam wszyscy razem.

Miejsce wybraliśmy na pobliskiej polanie pod Romanką i zaczęliśmy kopać. Ponieważ dziura była trochę za mała, więc zaczęliśmy ją pogłębiać i poszerzać. W pewnym momencie ok. 20 cm niżej zauważyliśmy ślady starego ogniska. W pewnej chwili coś zadzwoniło pod kilofem. Okazało się, że była to butelka, zalana wodą, a w środku pływała kartka. Wpadliśmy w euforię, bo w lesie na łące, gdzie prawie nikt nie chodzi nagle butelka z zapisaną kartką papieru w środku. Woda i brak światła doskonale zakonserwowały papier tak, że tekst sprzed 37 lat zachował się idealnie. Była na niej data 20-21-22 lipca 1963 rok. Możliwe, że ktoś wybrał się wtedy w góry na 3 dni, gdy akurat przypadało święto 22 lipca. Swoją skrzynkę zakopaliśmy, a butelkę wzięliśmy ze sobą. Po przyjeździe do domu spisałem wszystko z kartki. Znajdowała się na niej lista 10 osób, które w tamtym czasie zorganizowały sobie podobną imprezę do naszej. Na kartce narysowany był również namiot i obok pies.

Po kilku latach kolega namówił mnie, aby spróbować dotrzeć do ludzi z tajemniczej kartki. Skoro znaliśmy już dwie miejscowości - Leśna i Bystra koło Żywca, skąd oni przed laty przybyli, to można podjąć próbę ich odszukania. Najpierw pojechaliśmy do Leśnej, ale niestety bez skutku. W Bystrej natomiast dzięki pani Sołtys, która jak się okazało znała prawie wszystkie osoby we wsi, odnaleźliśmy na miejscu jedną kobietę - uczestniczkę tamtej imprezy. Pamiętała dokładnie kto był, jak długo, że spali pod namiotami, chodzili na borówki i grzyby. Był to wypad głównie rodzinny, co było dokładnie opisane na kartce przy każdym nazwisku czyli ojciec, matka, zięć, córka, czasem kolega. Jak wynikało ze wspomnień uczestniczki bawili się doskonale, chociaż o zmroku atakowały ich dziki i przez całą noc musieli palić ognisko. Niesamowite było to, że po 37 latach wszystko tak dokładnie pamiętała. A kartkę napisał, włożył do butelki i wcisnął w wygaszone już palenisko podobno ten, co nic nie robił. Podejrzewam, że napisali to ci, którzy pozostali przy ognisku, gdy kobiety poszły szukać borówek. Ostatecznie odnaleźliśmy dwie osoby, z którymi chcieliśmy się wszyscy spotkać. Niestety życie i jego przyziemne problemy, brak czasu, rozjazdy po świecie wszystkie te plany zniweczyły.

Najbardziej niesamowity w tej historii wydaje się być fakt, iż tak podobne do siebie wydarzenia zaistniały w tym samym miejscu, choć dzielił ich prawie czterdziestoletni dystans czasowy. Od tamtej wyprawy minęło 20 lat. Dopiero w tym roku, 4 lipca udało nam się wreszcie wspólnie spotkać. Przyjechali prawie wszyscy ze swoimi rodzinami. Grupa, która wyruszyła na poszukiwanie liczyła aż 15 osób, w tym kilkoro dzieci, dla których była to nie lada przygoda. Wyposażeni w odręczne mapy i opisy miejsca, ruszyliśmy w teren do podnóża Romanki, aby odszukać nasz “skarb” sprzed 20 lat. Mierzyliśmy czas przejść, liczyliśmy kroki, szukaliśmy bardzo starych, charakterystycznych drzew lub starych pni po ich wycince. Każdy z nas pamiętał to miejsce nieco inaczej, dlatego sprawdzaliśmy dokładnie każde sugerowane miejsce. Kilka razy, będąc niemal pewni, zaczęliśmy kopać, jednak bezskutecznie. Przez ostatnie 20 lat teren bardzo się zmienił. Przyczyniła się do tego nie tylko natura, ale także praca buldożerów.

Być może nasza skrzynka i nasza historia przepadły na zawsze? Cały czas mamy jednak nadzieję, że jej odnalezienie może być tak samo przypadkowe dzięki komuś, kto zechce w górach zostawić swój ślad. A może nasza historia spod Romanki stanie się początkiem nowej tradycji?

Oceń ten artykuł
(1 głos)
Ostatnio zmieniany środa, 05 sierpień 2020 16:39
Roman Anusiewicz

Operator filmowy. Fotoreporter - kameroman@op.pl

reklama
reklama