Od Jana do Iwana czyli integracja na wyższym poziomie

7 lipca na bielskiej Starówce po raz drugi zagościła ukraińska Noc Kupały. Inicjatywa Obywatelska „Witaj” Urząd Miasta, Towarzystwo Przyjaciół Bielska-Białej i Podbeskidzia oraz inicjatywna  grupa Ukraińców z Ulą Worobec podjęły kolejną próbę integracji mieszkańców naszego miasta i przebywającej tu ludności pochodzenia ukraińskiego.  .

 


Roman Anusiewicz: Najpierw może parę słów o Tobie. Jesteś w Bielsku-Białej prawie dwa lata, wcześniej przebywałaś w Warszawie. Czy odnalazłaś tu swoje miejsce?
Ula Worobec: Zanim znalazłam się w Bielsku-Białej mieszkałam i pracowałam w Warszawie. Działały tam i działają chyba do dzisiaj różne fundacje zajmujące się Ukraińcami (Ukraiński Świat, Ukraiński Dom, Towarzystwo Przyjaciół Ukrainy). Oprócz pomocy prawnej zajmowały się organizowaniem różnego rodza-ju integracyjnych imprez o charakterze kulturalnym. Po przyjeździe do Bielska doświadczyłam czegoś innego, co nie ukrywam bardzo mnie zabolało, spotkałam się z ludźmi, którzy wyrażali się negatywnie o Ukraińcach, nawet nie próbując nas poznać. W Warszawie ta wielokulturowość jest bardziej powszechna i nie budzi już takiego zdziwienia.
Z tego co czytałam, dawno temu Bielsko skupiało wiele kultur i narodowości, żyjących obok siebie. Teraz coś się jednak zmieniło, brakuje międzykulturowych imprez, wydarzeń, które pomogłyby nam poznać się nawzajem Byłam załamana i przeświadczona, że tu jednak nienawidzą Ukraińców.

Chciałaś wtedy uciec z powrotem do Warszawy?
U.W.: Tak, ale za namową swojego szefa postanowiłam nie uciekać od problemu, lecz spróbować coś zmienić. Zorganizowałam wtedy Wielkanoc po Ukraińsku, gdzie zaprosiłam paru Polaków i Ukraińców - niewielu, aby nie doszło do walki - nie wiedziałam wtedy jak to się skończy (śmiech). Poznałam wtedy Panią Grażynę Staniszewską. Impreza była skromna ale udana. Wymyśliłam wtedy integrację kulinarną - pojawiło się ponad 30 osób: Polacy z bigosem, Gruzini, Białorusini i nawet ktoś z Mołdowii. Ja zrobiłam mnóstwo ukraińskich pierogów. Kolejne tego typu wydarzenia przyciągały z czasem coraz więcej ludzi. W tym roku było nas już ponad 80 osób. Jeżeli w danym mieście znajdzie się aktywna grupa ludzi, którym zależy na integracji i porozumieniu obu stron - to jest wtedy dobrze.

Potem przyszedł czas na Noc Kupały ...
U.W.: Nasza młodzież często wraca do dawnych obyczajów, świąt, które zniknęły z mapy ukraińskiej w okresie Związku Radzieckiego. Między innymi jest to święto Kupały obchodzone z 6 na 7 lipca.
Na Ukrainie mówi się że to noc magiczna. Na bielskiej Starówce chcieliśmy pokazać kilka obrzędów, między innymi plecenie wianków (które podobnie jak i w Polsce) rzucane były na wodę przez młode, niezamężne dziewczęta i miały dopłynąć do miejsca, gdzie znajdzie się ich przyszły mąż. Wianki nie wyplata się przypadkowo. Używa się do tego siedmiu ziół, z których każde ma swoje znacznie. Oprócz tego na Ukrainie istnieje zwyczaj, którego nie ma w Polsce (prezentowaliśmy go w ubiegłym roku) - pierogi z jagodami. Istnieje tradycja iż matka która straciła dziecko, do czasu święta Kupały nie mogła jeść jagód, gdyż istniał przesąd iż wtedy dziecko nie dostanie w niebie niczego „pysznego”.

Czy bardzo się więc różnimy?
U.W.: Jeżeli organizowane jest wydarzenie o charakterze politycznym to zazwyczaj ukazywane jest wszystko, co nas dzieli. Ja organizując różnego rodzaju wydarzenia w Polsce staram się odnaleźć i pokazać to, co łączy Polaków i Ukraińców. Przychodzi mi tu z pomocą właśnie kultura. Stąd choćby zorganizowane w lipcu święto ukraińskiej Kupały, którego polskim odpowiednikiem jest święto Jana obchodzonego 24 czerwca. W sumie możemy więc to święto obchodzić przez dwa tygodnie, jak w tytule “Od Jana do Iwana”. Mamy wiele podobnych obrzędów, wspomniane już wianki, czy ukraińska Marena - odpowiednik polskiego Gaika.


Spotykasz tu swoich rodaków, jak myślisz, czy przyjazd do Polski spełnia ich marzenia i oczekiwania?
U.W: Bajka numer jeden krążąca po Ukrainie jest taka, iż można tu zarobić w przeliczeniu 1000 dolarów i więcej. Tu następuje pierwsze rozczarowanie. Druga kwestia to procedury i formalności związane
z zalegalizowaniem pobytu w Polsce. Nie jest to takie proste i kolorowe. Istnieje także bariera językowa, choć prawie 90 procent Ukraińców, którzy przyjeżdżają do Polski, rozumieją co się do nich mówi, nawet nie znając języka polskiego. Opinie moich rodaków o Polsce są bardzo różne. Jeżeli ktoś już na początku trafi na nieuczciwego pracodawcę, to chce od razu wyjechać, niezadowoleni są także ci, którzy muszą pracować poniżej swoich kwalifikacji, w innym zawodzie niż posiadają. Bardzo chętnie zostają tu natomiast studenci, uczący się w Polsce oraz rodziny, które szukają tu swojego miejsca na ziemi. Większość z nas będzie się tu jednak czuła wyłącznie jako goście. Poczuć się jak u siebie w domu może osoba, która ma np. polskie korzenie. Osoba, która przyjechała do Polski, tylko aby zarobić zawsze chce wrócić do domu. Nieważne, czy jesteśmy z Rosji, Białorusi, Ukrainy czy Mołdowi - dom jest przecież najważniejszy.

Dziękuję za rozmowę.

Oceń ten artykuł
(1 głos)
Ostatnio zmieniany czwartek, 09 sierpień 2018 10:33
Roman Anusiewicz

Operator filmowy. Fotoreporter - kameroman@op.pl

reklama
reklama