Musher z Jasienicy

kwiecień 13, 2020 611
Musher z Jasienicy Niclas Nordlund

„Tracisz zaprzęg, tracisz życie” mawiają zawodnicy startujący na najtrudniejszych wyścigach psich zaprzęgów na Alasce. Wprawdzie w warunkach europejskich ta dyscyplina sportu nie wiąże się aż z takim ryzykiem, niewątpliwie wymaga ogromnego hartu ducha i wytrzymałości. Mushing - wyścigi psich zaprzęgów to w Polsce mało znana dyscyplina sportowa, mimo iż nasi zawodnicy (zwani maszerami z ang. mushers) odnoszą w niej duże sukcesy na arenie międzynarodowej.

Jak zaczęła się Pana przygoda z tak nietypową dyscypliną sportu?

Tomasz Pająk: Trwa to już 6 lat. Kiedyś zajmowaliśmy się hodowlą czechosłowackich wilczaków, często spotykaliśmy się z ludźmi, którzy brali udział w zawodach psich zaprzęgów. Często jeździliśmy na zawody i przyglądaliśmy się wszystkiemu z bliska. W pewnym momencie moja żona po cichu zapisała mnie na taki wyścig. Przyjechałem jako kibic, a na miejscu okazało się, że byłem zawodnikiem. Miałem ubrać kask, dostałem dwa psy i pierwsza jazda (śmiech). Pamiętam tylko, że psy były bardzo stare, a przeżycie było dla mnie ogromne zarówno pod względem fizycznym, jak i psychicznym - musiałem zrozumieć te psy, zobaczyć jak one pracują, przejść z nimi wszystkie trzy etapy.

Czy wtedy złapał Pan bakcyla psich zaprzęgów?

T.P.: Tak, zobaczyłem że to świetna zabawa.

Czy od razu rozpoczął Pan treningi ze swoimi psami?

T.P.: Nie, nie miałem wtedy jeszcze swoich psów. Pierwsze próby, canicross czyli bieg z psem, potem jazda z dwoma psami odbywały się ze zwierzakami pożyczonymi od znajomych. Pierwszego własnego psa dostałem od żony na 40. urodziny, potem sam dokupiłem jeszcze drugiego.

Ile psów teraz liczy pana stado?

T.P.: Obecnie posiadamy 13 psów - 11 psów rasy Alaskan Husky, z czego 10 jest biegowo czynnych oraz dwa Greystery. Jeden z nich 11-letni staruszek biega jeszcze na krótkich dystansach - jest z nami i będzie z nami już do końca.

Udało się Panu zarazić swoją pasją córkę, która także zaczyna odnosić sukcesy w tym sporcie.

T.P.: Mushing - stał się dla nas sportem rodzinnym. Na większość treningów i na wszystkie zawody jeździmy całą rodziną - ja, żona i nasze dwie córki. Czynnie startuję ja i córka Zuzia. Zaczęliśmy trenować praktycznie w tym samym momencie. Córka dostała jednego psa do startów w canicrossie oraz na rowerze i hulajnodze. Na treningi zawsze jeździmy wspólnie.

Gdzie zazwyczaj trenujecie, czy można was spotkać u nas w Beskidach?

T.P.: Na początku trenowaliśmy w Jasienicy, na gospodarstwie sąsiada, gdzie mieliśmy do pokonania dwukilometrową pętlę. Z uwagi na to, że do treningów potrzebne są dużo większe odległości, przenieśliśmy się do naszego klubu pod Opolem oraz do lasów w Rudzie Raciborskiej. Niestety w Beskidach ciężko jest zorganizować jakąś pętlę z powodu dużej ilości powalonych drzew.

Ile czasu Pan poświęca na treningi?

T.P.: Nasz sezon rozpoczyna się wczesną jesienią - na przełomie sierpnia i września. Wszystko oczywiście uzależnione jest od temperatury na zewnątrz, gdy spada ona poniżej 15 stopni, zaczynamy trenować cztery razy w tygodniu. Na początku odcinki są krótkie ok. 1,5-2 km, a następnie w zależności od obniżania się temperatury, czas treningów i odległości są stopniowo wydłużane. Długości tras uzależnione są także od rodzaju dyscypliny jaką się trenuje: sprinterskie to 4 do 6 km, midowe - 25 do 30 km oraz longowe - 50 do 60 km. Treningi zaczynamy siłowo, ponieważ psy muszą wyćwiczyć mięśnie - obciążenie na wózku wynosi ok. 30 kg na psa. Następnie przez ok. 1,5 miesiąca jest trening wytrzymałościowy, a na końcu szybkościowy.

A w jakich dystansach Pan się specjalizuje?

T.P.: Dwa poprzednie sezony specjalizowałem się w midzie - czyli etapy 20-25 kilometrowe. W tym roku ze względu na to, że przygotowywaliśmy się z córką do imprez sprinterskich, skupiłem się na treningach do 14-15 km, a córka 6-9 km.

Na zawodach startujecie pojedynczo, czy ze startu wspólnego?

T.P.: W zależności od tego jak są zorganizowane zawody, zawodnicy startują co 30 sekund, co minutę lub co dwie minuty - zależy to od ilości zaprzęgniętych psów. Zawody jesienne i wiosenne są zazwyczaj 2-etapowe, a zimowe nawet 4- etapowe - podczas tych drugich psy przebiegają nawet 100 km w ciągu weekendu.

Czy zawsze trenuje Pan i biega ze swoimi własnymi psami?

T.P.: W klubie wszyscy dobrze się znamy i trenujemy wspólnie. W tym sezonie przygotowując się do Mistrzostw Świata psów rasowych, przy okazji moich treningów, trenowałem sześć psów grenlandzkich od znajomego, który ma ich aż 14. Jest to zupełnie inne doświadczenie, inny rodzaj psa, inna prędkość i zachowanie. To psy należące do tzw. rasy pierwotnej, nie są tak szybkie jak moje, lecz dysponują ogromną siłą. Dzięki temu, że pomagamy sobie wzajemnie na treningach, czy na zawodach, znamy te psy, a one nas. W każdym razie nie ma czegoś takiego, że ktoś przyjeżdża na zawody i pożycza sobie psa lub psy.

Startujemy na Słowacji, w Czechach na zawodach partnerskich pod granicą austriacką, niemiecką. W 2018 r zostałem Mistrzem Słowacji w kategorii mid w Zubercu. Od 3 sezonów jesteśmy Mistrzami Polski w klasie 6 psów, zdobyliśmy Puchar Polski  w kategorii 8 psów oraz w kategorii śnieżnej Mistrza Polski w sprincie w kategorii 6 psów.

Jak dobiera Pan psią ekipę na zawody?

T.P.: Liderami w zaprzęgu są zawsze najzdolniejsze psy, niekoniecznie największe. Muszą znać podstawowe komendy, uczy się ich kierunków - w lewo "ha" w prawo "gee". Są to międzynarodowe polecenia, wywodzące się od Eskimosów, chociaż niektórzy zawodniczy wołają do swoich psów po polsku. Natomiast psy najsilniejsze i największe są zawsze blisko wózka lub sań. Stanowią swego rodzaju siłę napędową. Podczas treningów psy są często wymieniane, żeby cały czas uczyły się nowych ról w zaprzęgu.

Czy na zawody zabiera Pan wszystkie swoje psy?

T.P.: Wszystko zależy od tego jakie to są zawody. Np. na zawodach midowych, czyli tych średnich jest możliwość wymiany dwóch psów. Wymiana taka następuje nie podczas biegu, lecz po ukończonym etapie. Na zawodach sprinterskich nie ma możliwości wymiany, ale można ukończyć zawody z mniejszą ilością psów niż się startowało. O wszystkim decyduje obecny na zawodach weterynarz. Podczas każdych zawodów najważniejsze jest dobro psa.

Czy zdarza się, że pies jest tak wyczerpany, że nie może dalej biec?

T.P.: Nie przypominam sobie takiej sytuacji. Mogło się natomiast zdarzyć np. skaleczenie łapy, ponieważ psy biegają po różnym podłożu, po lesie, po kamieniach. Na miejscu są zawsze weterynarze, a my też posiadamy środki, aby w razie potrzeby psa opatrzyć. Pies po takiej kontuzji nie bierze już udziału w zawodach w kolejnym dniu - po prostu odpoczywa.

Jaki jest optymalny wiek dla psa startującego w zawodach?

T.P.: Pies na zawodach sprinterskich może startować już od 1 roku życia. Jego trening rozpoczyna się w wieku 10-12 miesięcy. Jeśli chodzi zaś o maksymalny wiek, to zdarzają się nawet psy kilkunastoletnie.

Czy w mushingu startują tylko psy rasowe?

T.P.: Tak. W zatwierdzonych kategoriach istnieje podział na psy rasowe i nierasowe. W kategorii psów rasowych występują: Husky i Malamuty oraz psy Grenlandzkie. Wszystkie inne psy startują w otwartej klasie psów nierasowych - nie mylić proszę z kundelkami. Ostatnio na zawodach startowała dziewczyna z sześcioma Łajkami Jakuckimi.

Po wyścigu psy są szczęśliwe czy mają Pana dość?

T.P.: Psy są ogólnie szczęśliwe a zwłaszcza przed biegiem. Gdy widzą uprząż to po prostu wychodzą z siebie, bo chcą biegać. One mają taką iskrę w oku, tak ogromną chęć biegania, że potem na mecie są zmęczone, ale zadowolone. Następnie dostają karmę, jakiegoś "smaczka" w nagrodę, poczochra się psa, pogłaszcze i przytuli. Są po prostu rozpieszczane.

Czy są jakieś ograniczenia wiekowe jeżeli chodzi o zawodników?

T.P.: W zawodach startują już dzieci od 2 do 6 lat, biegają sobie z pieskami i rodzicami. Następna grupa to 6-8 latki, kolejną kategorię tworzą dzieci w wieku od 8 do 12 lat oraz ostatnia grupa do młodzież do lat 18. Kategorie seniorów zaczynają się od lat 18 i nie są ograniczone wiekowo. W tym roku na Mistrzostwach Europy w kategorii do ośmiu psów wygrał, zdobywając złoty medal w sprincie - Rudi Ropertz, który w tym roku kończy właśnie 80 lat. W Polsce także mamy czynnych zawodników powyżej 70-ciu lat, którzy pojawiają się na zawodach 2-3 razy w roku.

Czy wyścigi psich zaprzęgów są sportem niebezpiecznym?

T.P.: Przez moje ostanie cztery sezony nie spotkałem się z przypadkiem, żeby wydarzyło się coś poważnego. Często zdarzają się jakieś upadki i potknięcia, ale zawodnicy wstają, otrzepują się i jadą dalej. Oczywiście na każdych zawodach zachowane są wszelkie możliwe względy bezpieczeństwa. Wózki wyposażone są w hamulce na wszystkie koła, a dodatkowo przy tej ilości psów, które ja mam, jestem zaopatrzony w tzw. bronę, czyli hamulec, który wbija się w ziemię żeby wózek zatrzymać. Oczywiście obowiązkowy kask, ubranie ochronne, które musi jednak pozwolić na swobodny balans ciała podczas jazdy.

Które kraje dominują w mushingu?

T.P.: Każdy kraj ma inne warunki terenowe i klimatyczne. Najbardziej korzystne warunki do uprawiania tej dyscypliny ze względu na długie zimy mają kraje skandynawskie: Finlandia, Norwegia, Szwecja. W Polsce, mimo iż warunki pogodowe nie zawsze są sprzyjające, także mamy kilku światowej klasy zawodników, m.in. srebrna medalistka, bielszczanka - Agnieszka Jarecka, czy Mistrz Europy Igor Tracz, mieszkający na północy Polski.

Zuzanna Pająk - uczennica Technikum Ekonomicznego w Bielsku-Białej - trenuje z tatą od 2017 roku i może pochwalić się sporymi osiągnięciami.

Czym różnią się Twoje treningi od treningów taty?

Zuzia Pająk: Młodzi na pewno mają więcej odwagi ponieważ dzieci mniej myślą niż dorośli (śmiech). Dorosła osoba wcześniej dobrze przemyśli każdą decyzję, zwłaszcza czy jest bezpieczna. Dzieci też są lżejsze, więc pieskom jest łatwiej ciągnąć zaprzęg. Różnica w treningach wynika także z tego, że ja trenuję sprint, a tata mid. Całkiem inaczej biega się z jednym lub dwoma psami, a całkiem inaczej z sześcioma lub ośmioma, gdzie na trasie trzeba wiele rzeczy przewidywać i być bardziej przezornym.

Jak wygląda podział poszczególnych klas na zawodach w twojej grupie wiekowej?

Z.P.: Mamy po kolei: canicross - biegacz z psem, bikejoring - rower z psem, scooter - hulajnoga z jednym lub dwoma psami, mały zaprzęg - wózek trójkołowy z 3-4 psami, duży zaprzęg - wózek czterokołowy z 6-8 psami.

Jak wygląda opieka nad psami w okresie pomiędzy zawodami?

Z.P.: Między zawodami także trenujemy, ale są one duże lżejsze. Im wyższe temperatury tym dystans jest mniejszy. A na co dzień psy biegają sobie luzem po ogrodzie i odpoczywają. Jeśli chodzi o higienę to nie trzeba ich czesać ponieważ mają krótką sierść. Kąpane są raz w roku, w maju, a na co dzień mają w okolicy rzeczkę, gdzie w upalne dni lubią poszaleć (śmiech). Ciągłe treningi zimą oraz zawody w głębokim śniegu i na mrozie wystarczą by utrzymać czystą sierść i całe ciało.

A jak wygląda dieta psów w sezonie?

Z.P.: Około dwie godziny przed treningiem psy są pojone wodą z jakimś izotonikiem specjalnie przeznaczonym dla psów, a dopiero po treningu pieski dostają jeść. Nie są to karmy sklepowe, lecz specjalna karma dla psów sportowych Jedzą przede wszystkim surowe mięso. Dodatkowo stosujemy też różnego rodzaju suplementy.

Wróćmy jeszcze do zawodów, jak wyglądają w przypadku kategorii dziecięcych?

Z.P.: Dla małych dzieci dyscypliny są jakby otwarte, bardziej przypominają zabawę. Chodzi tutaj bardziej o zachęcenie tych dzieci do poznania psów i samego sportu. Dystans na zawodach nie przekracza 0,5 km. Juniorzy mają ok 1-2,5 km dystans do przebiegnięcia. Natomiast dorośli zawodnicy muszą przejechać wiele kilometrów zanim zostaną zawodnikami licencjonowanymi małych lub dużych zaprzęgów i móc startować w Pucharze.

Czego się zwykle życzy musherom?

Tomasz Pająk: Szczęśliwego powrotu do miejsca startu. Chodzi o to, żeby psy i musher był zdrowy, a przede wszystkim psy. Musher nie istnieje bez psów. Psy są podstawą tego, aby ten sport uprawiać. Musher po starcie jest zdany tylko na siebie i na psy z którymi biegnie. Jest taki zwyczaj, że przed startem podchodzi zawodnik do zawodnika i jeden od drugiego dostaje kopniaka na szczęście, potem przybija się "piątkę" (śmiech) .

Dziękuję za rozmowę

Oceń ten artykuł
(1 głos)
Ostatnio zmieniany poniedziałek, 13 kwiecień 2020 12:13
Roman Anusiewicz

Operator filmowy. Fotoreporter - kameroman@op.pl

reklama