Historia pewnej fotografii

czerwiec 02, 2020 114
Historia pewnej fotografii Lech Kotwicz

Jest mi przykro i jestem rozczarowany. Nie wiem, po co ludzie takie rzeczy udostępniają na swoich profilach w popularnym serwisie społecznościowym. Wyrwany z kontekstu bełkot opatrzony nożykami i trumienkami (te buźki i inne „ozdobniki” dokładane zwyczajowo obok tekstu). Zdjęcie jest proste jak obrazek z lat pięćdziesiątych XX wieku (chociaż pochodzi z naszych czasów) i widnieje pod nim podpis: „Chiny, egzekucja skorumpowanych polityków”.

Czy każdy z osobników, który dał temu postowi lajka lub serduszko zadał sobie kilka podstawowych pytań, żeby w konsekwencji zdać sobie sprawę… z konsekwencji swojego zachwytu? Na fotce kilkudziesięciu uzbrojonych żołnierzy. Każdy białymi rękawiczkami, tak wykwintnie kontrastującymi z prostą zieleniną munduru, przytrzymuje za kark pochylonego w wymuszonej pokorze więźnia. Jak taki przekaz z egzotycznej (nie)normalności może odczytywać w miarę rozgarnięty (pardon! dojrzały) odbiorca: Komunistyczny reżim morduje swoich obywateli, kary śmierci jak z rękawa, publiczne upokarzanie.

Bardzo często w ten sposób wymierzają tam karę za różnego rodzaju przestępstwa, także te pospolite, za które w rozwiniętych demokracjach idzie się za kraty, do więzienia, jeśli sprawiedliwy, a nie dyspozycyjny sąd podczas procesu udowodni oskarżonemu winę (w dodatku dzieje się to zazwyczaj w przestrzeni indywidualnego rozstrzygnięcia, dotyczącego konkretnego człowieka, a nie w skali zbiorowego osądzania). A co, jeśli to jednak rzeczywisty proces polityczny? Satrapia skazuje na śmierć hurtowo, bo co? – nieszczęśnicy byli jej przeciwnikami, czy tylko i aż przyjęli łapówkę – za to egzekucja, tak? – od razu, przypuszczalnie nawet nie ku uciesze ludu, tylko żeby pokazać "ciemnemu ludowi", kto tutaj naprawdę rządzi...

Jestem zły, że dorośli internauci u nas – sympatyzujący z bardzo różnymi kawałkami politycznego tortu – na dodatek zwykle tak ochoczo odwołujący się do wartości demokratycznych udostępniają taki… taki syf, transmitowany, stymulowany przez totalitarnych… totalnych dupków. Chyba nie tędy droga. Ale dawajcie sobie serduszka jak dzieci pod czymś takim, przecież życie to "komiks". Dobranoc Państwu... dobranoc państwu prawa. Nastał czas Prawa i (Ludowej) Sprawiedliwości. Nawet jeśli nie literalnie (jeszcze), to na pewno w naszych rozgoryczonych sercach, zawiedzionych duszach, rozleniwionych umysłach, zwanych w reakcyjnych kręgach mózgami. Mózg nie przyjmuje do wiadomości, że żyjemy w społeczeństwie spektaklu. Jesteśmy uczestnikami wielkiej medialnej gry, która zalewa nas jak irytacja człowieka podczas gry w popularnego Chińczyka, gdy zbiją cię przed samym „wejściem do domku”. Jesteśmy rozgrywani jak dzieci, rozstawiani jak pionki na planszy, bo nie potrafimy odczytać tej prostej jak konstrukcja cepa medialnej gry, a co za tym idzie, właściwie jej zinterpretować. Liczymy na łut szczęścia, łudząc się, że los w końcu do nas się uśmiechnie, bądź żyjemy w oparach przyszłej zemsty, niosących zapewnienie, że wkrótce my także kogoś z(a)bijemy. Albo (nie)widzialna karząca ręka władzy (ludowej) zrobi to za nas w imię populistycznie pojętej sprawiedliwości (czyli: brutalnego odwetu za te realne… i wyimaginowane krzywdy).

Uczestniczmy, niczym pokolenia armijnych kotów, w swoistej „fali”. Tym samym emocjonalne przypływy poddaństwa mieszają nam się w mózgownicy z pokusą wzburzonego rewanżu. Najpierw dostajemy paragrafem po karku, potem, jeśli się ugniemy (czytaj: dostosujemy), dostajemy mleczko i kibicujemy tym, którzy nas „ustawili” – nie tyle w życiu, co w konsekwencji skutecznej tresury. Epidemia wytresowanej znieczulicy opanowuje globalną wioskę. Od Pekinu po Warszawę. Od Białej po Bielsko. Od zdjęcia do zdjęcia.

Oceń ten artykuł
(0 głosów)
Ostatnio zmieniany wtorek, 02 czerwiec 2020 16:12
reklama
reklama