Czy grozi nam trauma?

czerwiec 02, 2020 660

Chociaż koronawirus atakuje przede wszystkim nasze ciało, to sytuacja w jakiej ostatnio znaleźliśmy się ma niewątpliwie destrukcyjny wpływ także na nasze zdrowie psychiczne. Przymusowa izolacja negatywnie odbiła się na naszym samopoczuciu, w życie wielu ludzi wkradł się nie tylko stres, ale także pewnego rodzaju chaos, który zdestabilizował nasze dotychczasowe przyzwyczajenia i działania. Zmuszeni zostaliśmy do przeorganizowania swojego życia, nie tylko prywatnego ale często i zawodowego. Ostatnie tygodnie i miesiące to dla wielu z nas nie tylko lęk przed chorobą, lecz także obawy o przyszły byt ekonomiczny. Wielu z nas zastanawia się, jak będzie wyglądało życie po wygaśnięciu pandemii, jak odbije się ona na naszym zdrowiu fizycznym i psychicznym. Czy sytuacja, która zmusiła wielu z nas do zmiany stylu życia zarówno prywatnego jak i zawodowego, pozostawi w nas trwały ślad?

Rozmawiamy z Izabelą Uszczyk - absolwentką Uniwersytetu Opolskiego oraz Szkoły Psychoterapii Psychodynamicznej w Krakowie. W zawodzie pracuje od 12 lat - doświadczenie zdobywała między innymi jako psycholog szkolny, terapeuta w ośrodku interwencji kryzysowej i pomocy społecznej. Obecnie pracuje w tyskiej poradni zdrowia psychicznego “Feniks” oraz prowadzi własny gabinet psychoterapii w Bielsku-Białej.

Kto najczęściej przekracza próg Pani gabinetu?

Specjalizuję się w psychologii psychodynamicznej. Moi pacjenci to osoby dorosłe, borykające się z problemami emocjonalnymi, depresją, zaburzeniami osobowości, przechodzący różnego rodzaju kryzysy życiowe. Często główną motywacją do podjęcia terapii są u nich nasilające się problemy w relacjach, problemy wychowawcze, utrata pracy lub choroba. Sytuacje takie zazwyczaj skła-niają ludzi do głębszego zasta-nowienia się nad samym sobą. Już na pierwszych sesjach, kiedy staramy się wspólnie ocenić ich stan i chcemy podać jakąś wstępną diagnozę, okazuje się że mają oni poczucie, iż doszli do jakiejś ściany w swoim życiu, że sami wykorzystali już wszystkie możliwości i sposoby poradzenia sobie z daną sytuacją lub po prostu nie mają pomysłu co robić dalej. Niektórzy wcześniej korzystali z warsztatów, poradników itp. lecz nie przyniosło to oczekiwanych efektów. Zdarzają się czasami telefony od ludzi, którzy czują nagłą potrzebę rozmowy z terapeutą ale często nie dochodzi do takich wizyt - dzwonią prawdopodobnie tylko pod wpływem impulsu.

Od czego zależy skuteczność terapii i jak można ją ocenić?

W nurcie psychoterapii psychodynamicznej, którą się zajmuję, jest wprawdzie niewiele badań dokumentujących jej skuteczność, aczkolwiek są publikacje medyczne, które pokazują, iż na skutek terapii uruchamiane są obszary kory mózgowej odpowiadające za kontrolę emocji. Z drugiej strony każdy przypadek należy oceniać indywidualnie - oceną skuteczności terapii jest zazwyczaj to, jaki był stan wyjściowy kiedy pacjent rozpoczynał terapię, a jaki jest stan po roku, dwóch, czy trzech. Terapia, którą stosuję ma charakter długoterminowy i ma na celu zmianę utartych schematów funkcjonowania, szkodliwych sposobów radzenia sobie ze stresem i rzeczywistością. Aby, mówiąc prostym językiem, zmienić nawyki myślowe czy emocjonalne potrzeba dużo czasu i zależy to głównie od głębokości tych zaburzeń, osobistych przeżyć pacjenta, doświadczeń z przeszłości, indywidualnych cech charakteru i temperamentu. Skuteczność terapii jest więc wypadkową wielu aspektów. Niezmiernie ważna jest także motywacja pacjenta - lepsza skuteczność terapii jest wtedy gdy pacjent robi to dla siebie, a nie tylko pod wpływem osób trzecich. Myślę że sam pacjent może także ocenić skutki terapii, gdy zmieni się na korzyść jakość jego życia, Gdy ktoś zaczynał terapię i nie był w stanie być asertywny w żadnej sytuacji, brał zbyt dużo na siebie, czuł się ciągle wykorzystywany, nie umiał stawiać granic i po roku, dwóch nabywa tych umiejętności - to możemy mówić o pozytywnym efekcie terapii. Pracując z pacjentami zawsze mam na uwadze cel do którego mamy dążyć. Terapia nie jest pogadanką przy kawie o wszystkim i o niczym. Terapia nie leczy z lęku i stresu, nie powoduje że nagle życie staje się wolne od trosk, lecz chodzi o to, by nauczyć się zaakceptować cechy, które posiadamy i tym samym umieć lepiej radzić sobie z problemami.

Jak wygląda wizyta u psychologa w czasie pandemii?

W chwili obecnej wróciłam już do gabinetu, ale był okres, gdy zarówno ja, jak i moi koledzy, musieliśmy przenieść naszą pracę on-line wykorzystując do niej dostępne komunikatory. Nastręczało to czasami nieco kłopotów i oporu ze strony niektórych pacjentów. Nie każdy z nich preferuje ten rodzaj kontaktu. Spotkania on-line stanowiły w większości formę terapii wspierającej nie zaś głęboko analitycznej. Chodziło bardziej o to, aby nie dopuścić do zaprzepaszczenia dotychczas osiągniętych wyników terapeutycznych i dać pacjentom nadzieję, otuchę, poczucie świadomości, że nie zostali sami z problemami. Takie wsparcie było i jest bardzo ważne, a dotyczy zwłaszcza pacjentów, którzy nie mają wokół siebie przyjaznej przestrzeni umożliwiającej rozmowę, zwłaszcza z kimś zaufanym. Sytuacja była więc dla wielu bardzo trudna. Uważam, iż musimy nauczyć się żyć z wirusem, robić to, co możemy i racjonalnie podchodzić do sytuacji. Nie możemy całkowicie odizolować się od życia, od naszych potrzeb społeczno-emocjonalnych. Większość moich koleżanek i kolegów wraca więc do normalnej pracy w gabinetach i poradniach, oczywiście przy zachowaniu wszelkich odpowiednich środków ostrożności.

Z jakimi problemami w chwili obecnej przychodzą do Pani pacjenci?

Niewątpliwie obecna sytuacja ma duży wpływ na rodzące się ludzkie problemy i obawy. Oczywiście nie można tu uogólniać - jest to dość mocno uzależnione od realnej sytuacji w jakiej znalazł się pacjent. Są to w dużej mierze lęki wywołane obawami o kwestie finansowe, bezpieczeństwo własne i bliskich. Odkryły się także pewne problemy, które dotychczas były skrzętnie skrywane pod codziennymi obowiązkami, pracą, szkołą. Problemy te istniały prawdopodobnie wcześniej, tyle że teraz utraciliśmy możliwość ucieczki przed nimi i odpowiedniego odreagowania na rodzący się stres.U wielu ludzi czas kwarantanny wprowadził też pozytywne zmiany, np odkrycie nowych pasji, celów życiowych, umocnienie się w przekonaniu, iż takie życie tu i teraz to jest coś do czego chcą dążyć. U niektórych nastąpiła zmiana życiowych priorytetów. Oczywiście, co chcę wyraźnie podkreślić, to zawsze jest zależne od sytuacji w jakiej dana osoba się znalazła - jeżeli nasze potrzeby fizjologiczne pierwszego rzędu nie są zaspokajane, to trudno myśleć o potrzebach wyższych, dotyczących choćby własnej samorealizacji i pracy nad sobą.

Czy pokusi się Pani o określenie skutków, jakie może wywrzeć na nas pandemia w przyszłości?

Trudno powiedzieć tu o jednej tendencji. Z pewnością zależy to od wielu czynników, a zwłaszcza, co już wspominałam wcześniej, od sytuacji w jakiej znaleźli się ludzie podczas pandemii - mam tu na myśli między innymi sytuację np zawodową. Ludzie którzy stanęli przed problemami utraty firmy lub pracy z pewnością bardziej przeżyli ten okres i przeżywają go nadal. Są też tacy, którzy gdzieś w całej tej sytuacji potrafili odnaleźć swoją ścieżkę, byli w stanie odpowiedzieć elastycznie na zmieniającą się dość dynamicznie sytuację. Duże znaczenie ma fakt z jakimi zasobami i z jakim wsparciem społecznym ktoś przeżywał okres izolacji. Inna będzie sytuacja osoby, która miała w swoim otoczeniu chociaż jedną bliską “bratnią duszę”, inna zaś u osób które już przed wybuchem pandemii miały problemy w kontaktach społecznych, a sytuacja która miała miejsce jeszcze bardziej ten problem pogłębiła i uwidoczniła.W przypadku mojej pracy z pacjentem największym problemem stało się to, że jakieś cele, które wspólnie realizowaliśmy musiały zostać mocno zweryfikowane. Sądzę, że w najtrudniejszej sytuacji znalazły się osoby, które pozbawione zostały wsparcia społecznego, gdyż jednym z czynników, który najbardziej negatywnie oddziaływuje na nas w trakcie kryzysu to brak kogoś bliskiego, z kim moglibyśmy porozmawiać. Wtedy nawet największy kryzys może być przeżyty w sposób “nie uszkadzający” nas aż tak bardzo. Gdy przeżywając różnego rodzaju lęki i jesteśmy z tym sami, pozostawieni w izolacji - realność miesza się z problemami emocjonalnymi. Możemy także liczyć się z tym że skutki mogą być odczuwalne nawet za kilka lat.

Dziękuję za rozmowę.

Oceń ten artykuł
(0 głosów)
Ostatnio zmieniany wtorek, 02 czerwiec 2020 13:05
reklama
reklama